niedziela, 31 grudnia 2017

Rozdział 11 cz.2

Następnego ranka Kasjan wyciągnął go na zewnątrz, żeby aż do zachodu słońca ćwiczyć walkę mieczem. Z początku miał ochotę odmówić, ale już po kilku uderzeniach ostrza poczuł się jak nowo narodzony. Wysiłek fizyczny zadziałał kojąco, nawet jeśli dla starszego rycerza to była jedynie zabawa.
Aaron nie należał do drobnych chłopców, wręcz przeciwnie. Jednak przy Kasjanie wyglądał na słabego, małego rycerzyka, posiadał mniej wyszukaną technikę, brakowało mu intuicji. Nie wynikało to jedynie z różnicy doświadczenia. Mężczyzna najwyraźniej przyszedł na świat jako wojownik i na tym skupiło się jego życie.
Stąd też Aaron co chwilę lądował na piachu. Wcale go to nie zrażało, czuł jedynie ulgę, zwłaszcza że Kasjan nie rzucał w jego stronę kpin. Jedynie kilka razy na jego twarzy zakwitł typowy uśmiech sugerujący rozbawienie.
Zresztą, Aaron radził sobie dobrze. Do perfekcji brakowało mu dużo, ale o wiele mniej niż rówieśnikom. Przede wszystkim należał do dobrych obserwatorów.
W codziennym życiu wcale nie przysparzało mu to chwały. Często widział więcej niż powinien, co go dekoncentrowało i wprowadzało w stan zagubienia. Nawet tutaj… wiedział, że Kasjana i Idę łączy o wiele więcej niż początkowo przypuszczał. Spędził z nimi dość czasu, żeby dostrzec bliskość, której szukali i z którą wcale się nie kryli. Czasami nie dowierzał, bo przecież rycerze praktycznie bez przerwy zachowywali dystans, w stosunku do kobiet również. Z tym, że nie wiedział zbyt wiele o małżeństwie, bo w gwardii taki związek to ewenement. Dlatego widział, jak Ida bawi się palcami dłoni Kasjana. Jak ten drzemie z głową na jej kolanach… i wiele więcej. Wcale mu to nie przeszkadzało, ale zdecydowanie powodowało rozkojarzenie.
W walce z kolei istniał dla niego tylko przeciwnik, a zdobyte informacje układały się na idealnie uporządkowanej planszy. Tak jak teraz. Nawet jeśli przegrywał raz za razem, to ciągle atakował inaczej, bogatszy o doświadczenie z poprzedniej potyczki.
W końcu obydwoje siedli na ganku – starszy mężczyzna wyjątkowo orzeźwiony, a on szczególnie zmęczony, oczyszczony z całego szlamu okropieństw, które oglądał w ostatnim czasie.
– Jak długo znasz Lilianę? – zapytał go znienacka Kasjan. Jego głos brzmiał zdawkowo, ale Aaron nie dał się zwieść.
Mimo to nie potrafił sformułować odpowiedzi.
– Nie jest twoją siostrą, w każdym razie nie z krwi. Ciekawi mnie, od jak dawna żyjecie razem – kontynuował, jakby czytając jego myśli.
„Żyjecie razem” to określenie, które nieszczególnie przypadło do gustu Aaronowi. Jakby nie patrzeć, od wielu lat mieszkali w Lagarze, wśród innych rycerzy. Nawet jeśli Liliana czasami… często u niego spała, wciąż daleko temu do wspólnego życia.
– Skąd to pytanie? – rzucił pozornie niezainteresowany.
– Unikasz odpowiedzi. – Kasjan westchnął głośno. – Nie mam zamiaru o tym rozpowiadać, ale oczekuję w zamian szczerości.  
Aaron przyglądał się spokojnej twarzy Kasjana, milcząc. Nie ufał nikomu na tyle, żeby opowiadać o przeszłości. Jednak jeśli on i tak znał prawdę, to jaki sens tkwi w kłamstwie? Gdyby mężczyzna chciał go wydać, miał okazję dawno temu. Ponad wszystko Kasjan nie był typem szpiega.
– Od dzieciństwa… dość wczesnego – rzekł w końcu, bacznie obserwując rycerza obok.
Tym razem Kasjan dłuższy czas milczał, zbierając myśli. W końcu wziął głęboki oddech i wyrzucił:
– Coś jest między wami?
Aaron zamrugał w kompletnym braku zrozumienia.
– Tratujesz ją na ogół jak rodzeństwo, ale na ogół to nie dość. – Zmarszczył brwi. Po chwili zrezygnował z owijania w bawełnę i powiedział o wiele ostrzej – Posłuchaj mnie, Aaron, naważyłeś piwa, musisz je teraz wypić.
– Jakie piwo? Nie mam żadnego…
– To przenośnia, bystrzaku – zakpił z niego chyba po raz pierwszy, a Aaron odwrócił zmieszany głowę.
– Nie rozumiem.
– To skup się – dodał zniecierpliwiony Kasjan. – Wstępując do gwardii, zostałeś zapisany z konkretnymi informacjami, podobnie ona. Jeśli wyjdzie na jaw, że Liliana nie należy do twojej rodziny, zaczną badać teren wokół was. Za krzywoprzysięstwo grozi kara śmierci. Dopóki otwarcie nikt tego nie przyzna, wszelkie podejrzenia pozostaną podejrzeniami. Bo rodzeństwo rzadko cechuje większe podobieństwo. Z drugiej strony jakikolwiek… związki… między bratem a siostrą kierują wprost na stryczek. Teraz jaśniej?
– Nie – odparł niemal obrażony.
– Nie pozwól, żeby to wyszło poza platoniczną relację.
– Co to platoniczna relacja? – burknął zirytowany, czym zbił Kasjana z tropu.
– Po prostu nie wkręć was w żaden romans.
– Dlaczego nie?
Jeśli wcześniej Kasjan kroczył po niepewnym gruncie, to teraz podłoże rozpadło się pod jego stopami.
– Wyobraź sobie, ja ktoś zobaczy cię w takiej sytuacji z siostrą. Doniesie władzy, która was powiesi – wyjaśnił, masując skroń.
– Co innych obchodzi, co robimy…
– Aaron, bogowie! Kazirodztwa zabrania prawo. Tak samo jak zabójstwa, zdrady, kradzieży. Ciebie i Lilianę nie łączą więzy krwi, ale tego nikt nie wie. Jeśli stracisz nad tym kontrolę, sprowadzisz tragedię na was oboje. Rozumiesz?
Aaron zacisnął zęby, ale kiwnął głową.
Na całe szczęście Kasjan na tę chwilę wyczerpał chęci doradzania mu i kolejne chwile spędzili w ciszy.
Później Aaron leżał w łóżku, odganiając niechciane myśli, próbując pozostać głuchym na niekończący się szept ostrza. Jednak niewyraźne słowa leniwie krążyły po jego umyśle, kiedy on sam rozważał dzisiejsze wydarzenia, przypominając sobie obrazy z przeszłości.
Wiele rzeczy pamiętał… ale niektóre z nich bardziej.
Jak małą dziewczynkę, która praktycznie bez przerwy wyrzucała do świata zdania, bez ładu, odpowiedniej kolejności, czasami bez znaczenia, nie czyniąc z tego żadnego użytku.
Jak słowa kobiety w tonącym w czerni lesie.
„Teraz jesteś za nią odpowiedzialny. Nie pozwól jej umrzeć”
Miała mokre od potu włosy, przekrwione oczy, smutny uśmiech. Pod brodą pojawiły się pierwsze pęcherze, w kącikach ust zobaczył ślady niedawno wyplutej krwi.
Nic nie powiedział, bo jako kilkuletni chłopiec, nie wiedział co.
„Nie pozwól jej umrzeć”
Kobieta pomachała im na pożegnanie, ale Liliana tego nie dostrzegła, zbyt zajęta kroczeniem przed siebie. Chwyciła jego dłoń, a on jej nie odepchnął.
… bo dłoń była ciepła, czyli dziewczynka nie umierała.
Szli tak przez cały dzień, dopóki ich drogi nie przecięła rzeka. Wtedy usiedli przy brzegu i zapewne by tak skonali, gdyby jakaś tajemnicza siła nie zmusiła ich do walki o przetrwanie.
Tak naprawdę nie wiedzieli, gdzie ich niósł los. Tylko instynkt zmusił Aarona do szukania ciepłego miejsca do spania, jedzenia. Było cholernie ciężko. Cały czas chodzili zmarznięci, głodni, bezmyślni. Dopiero kiedy na ich drodze stanął człowiek, życie zaczęło nabierać kolorów. Aaron obserwował go w ukryciu. Widział, które z roślin zjada, co ze sobą nosi.
Później odnajdywał innych ludzi, ale nigdy nie zabierał ze sobą Liliany, która bezpieczna pozostała z daleka od stworzeń uzbrojonych w miecze, noże i inne niebezpieczne narzędzia. Dzięki tym wędrówkom poznał, czym były kłótnie, walki, rozmowy. Nauczył się zabijać zwierzęta, rozpalać ogień, chociaż niejednokrotnie te zmagania wymykały się spod kontroli. Cudem przeżyli… a każdy kolejny dzień wyglądał jak walka o wiele bardziej bezlitosna niż którakolwiek w gwardii.
Niby to pamiętał, ale jakby za mgłą. Chociaż inne wydarzenia tonęły w próżni wspomnień.
Nie potrafił przywołać twarzy pierwszego człowieka, którego pozbawił życia, chociaż większość rycerzy przywiązywało do tego ogromną wagę. Aaronowi zabijanie przyszło zatrważająco lekko, jakby przyszedł na świat, żeby zostać mordercą. Odkąd sięgał pamięcią, już miał krew na rękach, a każde napotkane stworzenie oceniał w kategorii przeciwnika, którego należy zlikwidować albo zgubić.
Nawet wstąpienie do Gwardii  Królewskiej naznaczył śmiercią, w dodatku nie jedną. Nie znał imion, właściwie nie do końca odróżniał ich do reszty… ale bez trudu potrafił policzyć.
Siedem osób.
Zanim usłyszeli o możliwości zamieszkania w tajemniczym zamku, w wolnym czasie okradali mniej uważnych przechodniów, za co później kupowali jedzenie, o ile wcześniej jego też nie przywłaszczyli. Innym razem zdobywali przedmioty, które wymieniali u pasera – człowieka, którego nie obchodziła ich przeszłość ani przyszłość. Ponieważ stale zmieniali miejsce pobytu, co rusz trafiali na innego osobnika, czasami dostawali porządne lanie, innym razem tylko policzek. Przy odrobinie szczęścia wymieniali towar na kilka miedziaków. W jednej mieścinie dostali nawet srebrną monetę, więc zostali tam na dłużej.
Wartość pieniądza docenili z czasem. Kiedyś Aaron poprosił wędrowca o złowienie ryby, w zamian usłyszał „Ludzie nie robią nic za darmo. Płacisz złotem, potem czoła albo życiem”.
Aaron nie posiadał złota, a życia nie chciał oddać. Zabrał więc wędrowcowi rybę i uciekł, a na jego czole naprawdę pojawiły się kropelki potu.
Ludzie za odpowiednią ilość srebra byli w stanie zrobić prawie wszystko. Należało jedynie pilnować, żeby nikt nie znalazł interesu w ofiarowaniu większej sumy.
Dotarcie do Lagary również wymagało pieniędzy. Gwardia nie żądała zapłaty wstępnej, ale rycerz miał zostać dostarczony przez opiekuna, żeby nie został posądzony o bezprawną ucieczkę. Aaron i Liliana musieli takiego kupić, a Dobromir wcale nie był ich pierwszym trafem. Przed nim propozycje składali innym, w różnych miejscach. Czasami okradano ich ze wszystkiego, innym razem bito prawie do nieprzytomności. Jeden ich wyśmiał, bo „za tyle, nie dam wam nawet kartofla. Przynieście worek srebra, to pogadamy”.
Uzbieranie worka srebra wydawało się niemożliwe dla dwójki zagubionych dzieci. Worek srebra to z trzysta monet, a każda warta była dziesięć miedziaków. Aaron z kradzieży mógł zapełnić najwyżej dno, za pracę dostawali kawałek chleba albo i nie.
Jedyną opcją pozostawało włamanie do któregoś z domów. Na nic bardziej zmyślnego nie mieli ani czasu ani zdolności.
Aaron poszedł sam, żeby w razie czego ratować siebie, a nie ich dwoje. Liliana miała wiele zalet, ale w walce pozostawała właściwie bezbronna.
Wybrał gospodarstwo jak najbardziej oddalone od miasta.
Niestety, w izbie nie znalazł nic cennego. Został za to zaatakowany przez gospodarza, którego w obronie zabił.
Pierwszy…
Nie był bardziej niebezpieczny niż zwierzę w lesie. Z łatwością wbił metalowy pręt wprost w jego pierś.
Zabrał ze sobą kilka lepiej wyglądających przedmiotów i buty. Zanim dobiegł do wyjścia został uderzony krzesłem w plecy.
Upadł na ziemię, ale zdążył zobaczyć młodego mężczyznę wraz z kobietą, która krzyknęła głośno:
– Przecież to chłopiec!
– Demon! – ryknął przerażony i rzucił w Aarona dzbanem, ale on był szybszy. Przeskoczył na komodę, potem na stół, w końcu wprost na przeciwnika. Zwalił go na podłogę, wykorzystał odłamek rozbitego naczynia i rozciął nim szyję mężczyzny. Krew zdążyła ubrudzić mu łokcie, nim uciekł w kąt, bacznie obserwując kobietę.
Trzęsła się okropnie i płakała, a on wyskoczył przez okno.
Drugi.
Tak jak zazwyczaj, poszli z Lilianą wymienić skradzione przedmioty do pasera. Jednak tym razem o morderstwie w gospodarstwie było głośno, więc zamiast ceny usłyszeli „ty mały popaprańcu, niech cię szlag!”.
Pozbawienie go życia zajęło Aaronowi więcej czasu niż przypuszczał, ale to tylko kolejna walka o przetrwanie. Rozbity nos i zwichnięta ręka prawie nie bolały, chociaż po paserze musiał zabić jeszcze dwóch innych mężczyzn. Ostatniego nie dałby rady, ale Liliana wylała na przeciwnika ciecz, którą znalazła w niewielkim flakoniku. Kila kropel spadło na udo Aarona, przedzierając się przez za duże ubranie. Tej rany nigdy nie dali rady zaleczyć.
Zabrali ze sobą srebrne monety, którymi wypełnili worek i uciekli, tym razem daleko…
… i jeszcze tam daleko usłyszeli o wstrząsającym morderstwie, o które oskarżono jakiegoś złodzieja i powieszono.
Pięć osób.
– Gdybym cię zaatakowała, też byś mnie zabił? – zagadała do niego Liliana, kiedy zajadali gotowaną soczewicę. Mieli tego dnia szczęście. Uprzejmy gospodarz za przekopanie pola zaofiarował im pełnowartościowy posiłek i nawet pozwolił spać w stodole.
– Nie – odpowiedział Aaron, z taką pewnością w głosie, że nie pozostawił ni szczeliny na wątpliwość.
– Dlaczego?
– Bo wtedy już by ciebie nie było. Jak tamtego…
„Nie pozwól jej umrzeć”
Te słowa wciąż dźwięczały w jego uszach. Chociaż chęć obrony znacznie wykraczała poza ten rozkaz, to tylko w ten sposób potrafił ją uzasadnić.
To Liliana wybrała żebraka, który zaprowadził ich do zamku. Zrobiła to bez zastanowienia, ale ona zawsze miała szczęście. Nigdy nie chorowała, nikt jej porządnie nie zranił, ludzie nie rzucali w nią bezlitosnych spojrzeń. Tym razem to też ze względu na Lilę Dobromir zgodził się im towarzyszyć.
Na tym na nieszczęście nie zniknęły ich zmartwienia. Kiedy grupa leśnych zbirów zobaczyła zniedołężniałego starucha i dwójkę dzieci ze srebrem, od razu wyszła z ukrycia. Aaron zabił przywódcę w jednym skoku, mężczyznę za nim całkiem przypadkiem – kopiąc w pierś, przez co ten spadł z niewielkiego mostu i uderzył skronią w kamień. Reszta bandy uciekła w popłochu.
Siedem osób.
– Wiesz, że zabijanie jest złe, co? – wycharczał do niego Dobromir, a Aaron nie zrozumiał, więc milczał.
Siedem osób.
Tyle zapłacił za życie rycerza.

***

Od czasu ostatniego spotkania z demonem, pozwolili Aaronowi na trzy dni odpoczynku. Dzięki temu odzyskał siły, uspokoił nerwy. Odprężony mógł obserwować spadający śnieg, który tworzył na ziemi lekką pierzynkę.
W tym samym czasie Ida i Kasjan dyskutowali o czymś żywo, co nieszczególnie go ciekawiło. Nawet jeśli powinno.
– … jak wygoniłam bandytów – mówiła Ida, a Aaron jej słuchał, bo nie potrafił inaczej. – Powiedzieli, że mam płacić podatek dla ich nowego pana.
– Załatwię to – rzucił krótko Kasjan, przeczesując ręką włosy.
– Mnie nie słuchają, bo jestem kobietą, w dodatku urodę też mam nie taką jak trzeba.
– Nie taką jak trzeba…?
– Oczyść te brudne myśli, dobrze wiesz, o czym mówię.
– Jutro pojadę.
– Pojedź dzisiaj.
Kasjan parsknął z irytacją, ale nie polemizował. Usiadł na krześle naprzeciw Aarona i oparł brodę na pięści.
– Zagadałem ze składnią, żeby przysłali ci mundur – rzekł do Aarona. – Musimy poczekać kilka dni na posłańca, ale w końcu zaczniesz jakoś wyglądać.
– Wiedzą, że tu jestem?
– Tylko ci zaufani, więc w razie czego, nie opowiadaj skąd pochodzisz… ale tobie nie muszę tego mówić, nieprawdaż? – Kasjan ziewnął, prostując przy okazji łokcie, ale jego twarz wciąż pozostała skupiona.
Ida postawiła przed ich nosem miski wypełnione czymś przypominającym zielone błoto. Pachniało nie najgorzej, na pewno lepiej niż różne formy ciecierzycy w Lagarze.
– Na jutro mam królika – powiedziała prawie uroczo, co kompletnie do niej nie pasowało. – Ale jak nie załatwisz tej sprawy, to będziesz jadł słomę.
Kasjan wywrócił oczami, ale i tak się uśmiechnął.

– Masz ochotę na przejażdżkę? – zwrócił się do Aarona. 

***

Postanowiłam dodać rozdział dzisiaj, bo ponoć jaki nowy rok, taki cały rok, a ja w przyszłym roku chcę mieć zawsze wszystko zrobione wcześniej haha. 

W związku z okazją życzę wszystkim szczęśliwego nowego roku, niech wam moc, wena, szczęście i wyobraźnia sprzyja! 

Podejrzewam, że to za jakiś czas, ale napiszcie mi, co sądzicie o tej części. Nie było tu akcji jak przy wiązaniu sznurowadeł, ale cieszę się, że mogłam nieco więcej napisać o Aaronie. Dlatego też ciekawi mnie, co o nim myślicie, jego stosunku do walki i Liliany. Jakieś przemyślenia? 

Ślę sto sztucznych ogni, tych najładniejszych! 

środa, 27 grudnia 2017

Ogłoszenia parafialne po raz któryś

To już chyba będzie tradycja, że na kilka dni przed opublikowaniem rozdziału daję notkę informacyjną, więc standardowo - już niedługo pojawi się kolejna część, a tym razem kilka krótkich informacji. 

Przede wszystkim - po długich miesiącach (albo i nie) zmagań, udało mi się dodać całość na wattpada i postaram się publikować i tu i tam jednocześnie. Jeśli ktoś woli tam - serdecznie zapraszam. Jeśli ktoś lubi i tu i tam - też zapraszam. Ogólnie zapraszam. Możecie też dać mi znać, jeśli gdzieś tam istniejecie, bo ja na wattpadzie nic nie znajdę, za dużo chaosu. 

Druga informacja - ostatnimi czasy mało czytam w świecie blogów, ale wszystko w swoim czasie nadrobię. Nie mam zbyt wiele czasu to jedno, ale przede wszystkim mam problem z patrzałkami i staram się nieco ograniczyć czytanie z ekranu. Tym bardziej, że przy monitorze pracuję i piszę. Kiedy nadejdzie pora, wszystko nadrobię. 

A chyba powrócę do czytania blogów, bo ostatnio przeczytałam książkę i muszę zapomnieć, że ona istnieje haha. 

W następnym części - pojawi się dużo informacji na temat dzieciństwa Aarona i jego relacji z Lilianą, trochę więcej o samym Aaronie, który posiedzi nieco więcej z Kasjanem. Mam nadzieję, że wam się spodoba. 

Trzymajcie się - wszyscy, którzy wpadniecie!