czwartek, 31 marca 2016

Rozdział III cz.2

Hej ; ) Witam z kolejnym rozdziałem. Jest on nieco (sporo) dłuższy niż poprzednie (chyba...), ale nie chciałam w połowie ucinać akcji... przynajmniej nie tak bezczelnie. 
Mam nadzieję, że wam się spodoba. Miłego czytania  ; ))

Ach, dodam też, że starałam się wyłapać błędy, ale teraz tekst lata mi przed oczami i pewnie coś się znajdzie do poprawy (na przykład to zdanie) - jak coś, to dajcie znać ; )


***

Las Czystych nie różnił się szczególnie od tego, który przemierzali jeszcze chwilę wcześniej. Właściwie gdyby kapitan nie wskazał im ręką granicy, pewnie do końca pozostaliby nieświadomi jej przekroczenia. Wciąż musieli przeciskać kończyny między gałęziami czy coraz większymi korzeniami, zważając na niebezpieczne krzewy i drobne stworzenia. Tym razem zamiast klanu pająków, spotkali na swojej drodze chmarę innego robactwa. Liliana rozpoznała nawet osy nocne, z ogromnymi żądłami i paskudnym odwłokiem. Ich jad mógł uśpić nawet na pół dnia. Na całe szczęście latały w lekkim oddaleniu, więc nie stanowiły zagrożenia.
Spodziewali się dostrzec na swojej drodze cień Czystych, ale ci maskowali własną obecność doskonale. Nawet kiedy wkroczyli na główną ścieżkę, nikt ich nie zatrzymał. Jakkolwiek podejrzane to nie było, znacząco ułatwiło ich zdanie. Przynajmniej na razie…
Grupę prowadził Milan, co nikogo nie zaskoczyło, bo od samego początku pozostawał najmniej przejęty czekającym na nich zagrożeniem, z kolei szczególną uwagę poświęcał wypełnianiu poleceń. Na samym końcu szedł Aaron, co jeszcze dzień wcześniej uznano za idealną opcją. W tym momencie Liliana szczerze wątpiła w skuteczność ich ustawienia, zwłaszcza że ciemnowłosy chłopak wydawał się wyraźnie roztargniony. Nie okazałaby zdziwienia, gdyby nagle zboczył z trasy i chodził na drugim końcu lasu, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.  
Stosunek Czystych do ludzi pozostawał niezrozumiały dla osób, które nie miały z nimi bezpośrednio do czynienia. Zgodnie z informacjami, które udało im się zdobyć, plemię to dawnymi czasy należało do grupy utrzymujących przyjazne stosunki z królestwem. Wciąż pozostawali zamknięci na otoczenie, ale dopóki odwiedzający nie wykradali ich własności, mogli swobodnie przejeżdżać przez las. W praktyce prawie nikt tego nie robił, bo teren należał do wyjątkowo uciążliwych. Jednak kilku zainteresowanym udało się nawet żyć w osadzie, którą zbudowano w samym sercu lasu. O wszystko miało miejsce prawie dwadzieścia lat temu, ale wtedy z jakiegoś powodu stosunki Czystych z królem uległy znaczącemu pogorszeniu aż w końcu doszło do konfliktu, który tylko cudem nie zamienił się z wojnę. Od tamtego momentu zabroniono przekraczać granicę.
Można myśleć, że skoro garska osób nawiązała jakąś formę przyjaźni z Czystymi, informacje na ich temat powinny zawierać więcej szczegółów. Tak jednak nie było, a im pozostało tylko pogodzić się z brakiem. Zresztą, znajomość zwyczajów plemienia niewiele wnosiła do zadania. Kapitan wskazał sposób na znalezienie źródła, chociaż z góry zaznaczył, żeby nie przywiązywali się do wskazówek. Ostatni raz w tym lesie przebywał dawno temu i zapewne od tego czasu sporo uległo zmianie – być może nie samo położenia źródła, ale ścieżki do niego prowadzące już tak.
Kroczyli więc przed siebie, ale już wkrótce czekały na nich rozwidlenia i żadne nie dawało nadziei na dotarcie do celu. W pewnym momencie Liliana odniosła wrażenie, że drepczą w kółko, ale równie dobrze mogło wynikać to z faktu, że flora lasu wszędzie przedstawiała się identycznie. Co jakiś czas sprawdzali kierunek, w jakim zmierzali, ale wcale im to nie pomogło. W jednej chwili szli na południe, by zaraz potem zejść na ścieżkę prowadzącą na północny zachód. Jakby tego było mało, nie mieli pojęcia, ile czasu już stracili na bezsensownym błądzeniu po okolicy. Do rana musieli opuścić tereny Czystych, inna opcja nie wchodziła w grę. Jak na razie, nie zdołali nawet obrać odpowiedniego kierunku.
Nikogo więc nie zdziwiło, jak w pewnym momencie Milan zboczył ze ścieżki, by kroczyć przez wolną przestrzeń lasu, cały czas gapiąc się na drobny przedmiot, który określał ich położenie. Najwyraźniej stracił cierpliwość. Pozostali podreptali za nim, chociaż dla Fomy było to szczególnie trudne. Jego noga trzymała się całkiem nieźle, ale spacerowanie w środku nocy po podłoży pełnym dołów czy pułapek nie mogło nieść szczęśliwego zakończenia. Nie zdołali nawet dotrzeć do wzniesienia przed nimi, kiedy chłopak upadł na ziemię, zaplątany w coś, co wyglądało na szczególnie mocną, pajęczą sieć. Na całe szczęście mieli przy sobie ekstrakt rozpuszczający, który przygotowała dla nich grupa medyczna. W innym wypadku skończyliby jako przekąska mieszkającego tu pająka albo nawet całej jego rodziny.
W końcu roślinność, do tej pory niemalże nieustannie przylegająca do ich ciał, rozrzedziła się tak, że wreszcie mogli chociaż spróbować odetchnąć z ulgą. To jednak nie poprawiło im humoru, bo z każdej strony zaczęła otaczać ich gęsta mgła. Automatycznie stanęli w kręgu, wyczekując ataku. Jednak oprócz wijącej się wokół nich wilgoci, krajobraz nie uległ zmianie.
– Myślicie, że jesteśmy bliżej? – zapytała cicho Liliana.
– Ta mgła – powiedział Fome, przesuwając dłonią po wolnej przestrzeni, jakby malował w powietrzu obraz. – Nie wydaje się normalna.
– Musi pochodzić z tego źródła – stwierdził Milan. – Chodźmy.
Przyspieszyli ale niekoniecznie mieli na to szansę w takich warunkach. Mimo wszystko nie tracili czasu.
Liliana zastanawiała się, jak to możliwe, że do tej pory jeszcze żadne z nich nie zrobiło czegoś głupiego. Dobór grupy od początku budził wątpliwości, cały czas tylko spoglądała na towarzyszy jak na tlący się płomyk, który przy odpowiedniej dawca powietrza bucha żarem i niszczy wszystko wokół. Tymczasem cała piątka działała w skupieniu, dokładnie tak, jak jej polecono.
Wspinali się po wzniesieniu, które, chociaż nie było strome, już wkrótce zrzuciło na nich ciężar zmęczenia. Zanim dotarli na sam szczyt, ledwo dyszeli, chociaż starali się wyjątkowo, żeby to ukryć Ostatecznie rycerzom gwardii nie przystoi padać trupem po takim spacerze. Wtedy też Liliana po raz pierwszy poczuła czyjąś obecność. Mogła mieć pewność, że za przynajmniej za jednym z drzew stoi Czysty, nawet jeśli go nie widziała. Poczuła, jak urasta w niej niepokój, ale wciąż trzymała nad nim kontrolę.
Pierwszy na górze znalazł się Milan, ale kiedy tylko dotarł do celu, stanął jak sparaliżowany. Liliana dostrzegła jego bezwładnie opuszczone ręce, wyprostowane kolana, co znaczyło tylko tyle, że chłopak zgubił rytm i stał się idealnym celem dla wroga. Ruszyła więc pospiesznie w jego kierunku, mijając po drodze Fomę. Jednak kiedy dogoniła chłopaka, sama zatrzymała się gwałtownie. Krajobraz przed nią nie przypominał bowiem niczego, co widziała do tej pory.
Zamarli na krawędzi przepaści, a na jej dnie dostrzegalna pozostawała jedynie jasność – przedziwne światło, mieniące się różnymi kolorami. Nie dostrzegli choćby cienia wody ani jakiejkolwiek formy, która kształtem przypominałaby coś znanego. Nawet barwy mieszały się ze sobą tak intensywnie, że ich określenie należało do zadań niemożliwych. Grunt, na którym stali, porastała roślinność przypominająca liany, z tym że te były ciemnozielone, pokryte drobnymi, śnieżnobiałymi kwiatami. Długie pędy zwijały się i delikatnie opadały na dno przepaści… najprawdopodobniej, bo przecież nie mogli go dostrzec.
Jednak to nie gra świateł ani bajkowa roślinność szokowała najbardziej. W prawdziwe osłupienie wprawiło ich coś, co musiało być celem wyprawy. Każde z nich miało swoje własne wyobrażenie o źródle Czystych, ale zapewne nikt nie odpłynął na tyle, żeby stworzyć obraz przypominający to, co teraz jawiło się przed ich oczami. Od samej nicości w dole przepaści aż po wolną przestrzeń nad głowami płynął strumień krystalicznie czystej wody, układając coś na kształt spirali. Wirował poza zasięgiem ich rąk, ale i tak odnosili wrażenie, że lada chwila krople wody spadną na ich ciężkie głowy. Mogli tylko stać oczarowani, wpatrzeni w delikatne ruchy wody, tańczące tak blisko i tak daleko jednocześnie. Jeśli mieli szansę w swoim życiu zobaczyć miejsce równie piękne, z pewnością tego nie pamiętali.
Na samą górę dotarł Foma, a tuż za nim wdrapała się Gaja. Obydwoje zamarli, kiedy tylko ich oczy odnalazły źródło. Nawet Aaron przystanął na chwilę, żeby dokładniej przestudiować to, co prezentowała im natura lasu Czystych. Zapewne tkwiliby w tym stanie otępienia przez długi czas, gdyby Liliana nie zachwiała się niebezpiecznie nad krawędzią przepaści. Przez chwilę była pewna, że spadnie w dół i ta perspektywa wcale nie przerażała tak, jak powinna. W ostatniej chwili za łokieć załapał ją Aaron, przyciągając mocno do siebie. Zrobił to automatycznie, nie odrywając wzroku od tańczących strumieni. Jednak stłumiony jęk Liliany wyrwał z zamyślenia Milana, którzy skrzywił się okropnie i chwycił za miecz.
– Ciekawe, jak my mamy tam dotrzeć – powiedział zdenerwowany. – Przecież to niemożliwe, do cholery.
Miał rację. Źródło pod względem piękna znacznie przerastało ich oczekiwania, ale w praktyce stawiało w sytuacji bez wyjścia. Woda znajdowała się poza ich zasięgiem, nic też nie wskazywało na to, żeby istniała jakakolwiek alternatywna droga. Mogli skoczyć w dół przepaści, ale tylko cud uratowałby ich przez śmiercią.
– Spróbujmy zejść po tych lianach – zaproponował Foma, wskazując na roślinność pod ich stopami. – One na pewno nie prowadzą donikąd.
– Zwariowałeś? – zdenerwował się. – Nie wiemy, jak mocne jest to cholerstwo, poza tym widzisz to? – Wskazał ręką na światło w dole przepaści. – Samo zejście tam zajmie nam mnóstwo czasu, jakim cudem niby wdrapiemy się w górę?  Nie widać nawet dna, równie dobrze może tam płonąć ogień, który spali nas żywcem!
– Zaproponuj coś lepszego – wtrąciła Gaja. ­
– Moim zdaniem ma rację – powiedziała powoli Liliana. – Nie możemy tak po prostu tam wskoczyć, to samobójstwo.
– Nie wiemy, co znajduje się na dole, musimy zaryzykować – wyrzucił Foma.
– Proszę bardzo, skacz, bękarcie – zaśmiał się Milan. – Ja zaczekam.
– Kapitan mówił… – zaczęła Liliana, ale Gaja jej przerwała:
– Kogo to obchodzi? Jego tu nie ma!
– Mamy działać zgodnie z planem! – podniosła głos, wprawiając w zdumienie nie tylko siebie, ale i rudą dziewczynę.
– Plan nie zakładał, że źródło będzie fruwać w powietrzu!
– Możecie się przymknąć? – warknął Milan. – Nie mogę się skupić.
– Strasznie się tym przejęłam, o już patrz – parsknęła Gaja.
– Oni tutaj są – wtrącił Aaron, a jego uwaga tak nie pasowała do rozmowy, że pozostała czwórka spojrzała na niego ze zdumieniem.
– No tylko czekałam, aż się odezwie – przerwała tę chwilę ciszy dziewczyna. – Objaw nam swoje mądrości, umieram z ciekawości.
– Daruj sobie – powiedziała Liliana, ale jej wzrok spoczął na Aaronie, który rozglądał się dookoła, mrucząc coś pod nosem.
– To oczywiste, że staniesz w obronie swojego braciszka, ale…
– Jeśli zejdziemy na dół, sami wpadniemyw pułapkę. Z góry zestrzelą nas jak kaczki.
– Sześciu albo siedmiu – zwrócił się do Milana, kompletnie ignorując Gaję.
– Możemy spróbować zaburzyć rytm wody – odpowiedział mu chicho. – Albo spróbować połączyć obie krawędzie, tylko że to zajmie nam za dużo czasu. Kapitan mówił, że zaatakują w momencie, w którym sięgniemy po wodę, nie będzie czasu na powrót. Strzały zapewne już mają gotowe, bo niby w jakim celu mielibyśmy tutaj stać i gapić się na źródło.
– Nie wiemy, co jest na dole – powiedział Aaron. – Może lepiej tam zejść. Z takiej wysokości nas nie trafią.
– Tylko jeśli uciec można tylko za pomocą tych roślin, znajdziemy się w potrzasku.
– Coś musi napędzać te strumienie – wtrącił się Foma. – Gdyby wykorzystać siłę ukrytą w wodzie, być może mielibyśmy szanse znaleźć się u góry o wiele szybciej.
– Twoje cielsko jest jakby cięższe od tego, co tam płynie.
– Nie musi nas całkiem wyrzucić, wystarczy trochę unieść.
Rozmawiali jeszcze przez chwilę w podobnym stylu, ale Liliana nie miała pojęcia, do czego zmierzali. Spojrzała tylko na Gaję, a ona przyłożyła palec do ust i szepnęła do niej, żeby spojrzała za drzewo za wielkim głazem.
Próbowała być dyskretna, ale kiedy odwróciła się w stronę wskazaną przez dziewczynę, nie mogła dostrzec nic szczególnego. W tym samym czasie trójka chłopaków zaczęła wykonywać czynności, stanowiące dla Liliany zagadkę. Przyglądała im się z zaciekawieniem, ale nie potrafiła rozpracować planu, który nimi kierował. Podeszła do nich Gaja i po kilku wymienionych zdaniach, wyciągnęła z przywiązanego do pleców worka grubą linę. Razem z Milanem rozplątywała ją pospiesznie, ale kiedy przez przypadek dotknęła palcami jego nadgarstka, obydwoje odskoczyli do siebie jak oparzeni. W tym samym czasie Aaron za pomocą noża próbował oderwać liany od podłoża, które przyległy do niego niczym najgorszego rodzaju bluszcz.  
– Pomóż mi to przerzucić – powiedziała do niej Gaja, trzymając w ręku już w pełni użyteczną linę.
Razem próbowały zahaczyć sznur o drzewo, kiedy Liliana dostrzegła wpatrujące się w nią zza krzewów wielkie, niebieskie oczy. Poczuła, jak po czole spływają jej kropelki potu, ale postanowiła nie zwracać uwagi na intruza, najpewniej przejawiającego jedynie mordercze zamiary.
Foma połączył linę z pędami roślin przy skałach, kiedy Milan całkowicie zniknął z pola widzenia. Liliana w tym czasie dokładnie sprawdzała supły, chociaż jej wzrok błądził pośród drzew, gdzie spodziewała się zobaczyć kolejne ślady mieszkańców lasu. Nie chciała oszukiwać sama siebie. Czuła strach. Miała ochotę w tym momencie uciec i nigdy nie wracać, ale wiedziała, że jako rycerz nie mogła sobie na to pozwolić. Dlatego wykonywała polecenia, starała się zapanować nad drżeniem rąk. Cały czas w jej uszach pojawiały się głosy dowódców, którzy twierdzili przecież, że to zadanie nie powinno dotyczyć osób z ich doświadczeniem.
– Dobra, tyle chyba wystarczy – powiedział w pewnym momencie Milan, pojawiając się właściwie znikąd. – Co o tym myślisz? – zapytał Fomy.
– Bardziej  tego nie zabezpieczymy – stwierdził chłopak, drapiąc się po głowie z niewyraźną miną.
– W takim razie schodzimy – zadecydował Milan. Stanął przy samej krawędzi przepaści, by chwycić się mocno skały i zeskoczyć na jej niże piętro: nierówne, bardzo strome. Na całe szczęście Liliana jeśli nawet miała lęk wysokości, to kilkudniowe przygotowania przed wyprawą stanowczo ją z tego wyleczyły. Na tyle, na ile jej pozwalała drobna postura, skopiowała ruchy rycerza i podążyła jego śladem zaraz za Fomą.
Jeśli ktoś kiedyś powiedział, że schodzenie jest proste, lekkie i przyjemne, kłamał. Liliana sto razy wolała wspinaczkę niż próbę bezpiecznego wylądowania na dnie przepaści. Musiała w każdej chwili pilnować, żeby nie poślizgnąć się na wilgotnej skale, od kurczowego trzymania pnączy drętwiały jej ręce i w pewnym momencie była pewna, że jej uścisk osłabnie, a ona spadnie. Nawet po dłuższym czasie wciąż nie zobaczyła nic ponad oślepiającą jasnością, która sprawiała wrażenie równie odległej jak na samej górze. W pewnym momencie zwątpiła, że kiedykolwiek dadzą radę dotrzeć na miejsce, a liany skończą się na określonej wysokości. Najlepiej z całej piątki radziła sobie Gaja, która niemalże tańczyła na skale, po której schodziła. Jej twarz pozostała zacięta, ale ruchy wyglądały tak swobodnie, jakby znalazła się w swoim żywiole.
Nikogo nie zdziwiło, kiedy Liliana zahaczyła nogą o jeden z pnączy, przez co niemalże puściła lianę, która zapewniała bezpieczeństwo. Kątem oka dostrzegła, że Aaron sztywnieje i dokładnie ją obserwuje, ale postanowiła nie zwracać na siebie większej uwagi. Nie była mimo wszystko jedyną, którą przerastało skomplikowanie trasy. Nawet Milan kilkakrotnie postanowił stopę w nieodpowiednim miejscu, ale reagował zawsze szybko, bez wahania, więc nikt nawet nie dostrzegał jego potknięć.
Jakiś czas później układ skał wokół nich zaczął się zmieniać. Mogli już opierać stopy na wystających kamieniach, niektóre nawet pozwalały na sobie usiąść. Mgła zgęstniała, tak że światło, do tej pory błyszczące pod ich stopami, otoczyło ich niemalże z każdej strony. Wciąż nie dostrzegali dna, ale chociaż nie tkwili cały czas w tym samym puncie.
Ubrania przykleiły się do ciała pod wpływem wilgoci. Liliana czuła na sobie podwójny ciężar, włosy poskręcały się na końcówkach, a po policzkach spływały kropelki wody. Można myśleć, że źródło powinno wytwarzać lecznicze opary, dodające energii i chęci do życia. Tymczasem dziewczyna odnosiła wrażenie, że ma do czynienia ze zjawiskiem w najlepszym wypadku złośliwym.
Nadszedł moment, w którym widok pod ich stopami zaczął nabierać kształtów. Nie potrafili określić, co znajduje się na dnie, ale chociaż było to już „coś”, a nie jedynie jasność otoczona przez kłęby pary wodnej. Im niżej schodzili, tym więcej mogli dostrzec. Chociaż w tym wypadku „więcej” ograniczało się do wody, która zajmowała całe dno przepaści. Nie była to szczególnie odbiegająca od normy ciecz, poza tym, że najprawdopodobniej wrzała, wypuszczając kłęby gorącej pary. Bijące od źródła ciepło czuli już dużo wcześniej, jednak dopiero teraz dotarła do nich istota sytuacji. Nie mieli szansy dotrzeć do źródła, jednocześnie nie skazując siebie na ugotowanie.
Jasność, która ich otaczała, wydobywała się z samej wody, najprawdopodobniej została ukryta pod błękitną taflą zbiornika. Jednak nie to ich teraz interesowało.
– Niech to szlag – warknął Milan, ale usłyszał go tylko stojący najbliżej Foma.
– Spróbujmy spuścić butelkę – powiedział jasnowłosy chłopak, którego stopy ślizgały się po powierzchni skał.
– Lina jest za krótka – wtrąciła Liliana. ­– Musielibyśmy zejść niżej.
– Za gorąco! – rzucił Milan.
– Tylko trochę…
– Nie rozumiesz – przerwał jej, wyraźnie rozdrażniony. – Nawet tutaj nie powinniśmy spędzić za dużo czasu, bo skończymy uduszeni. Teraz tego nie czujesz, ale zaczniesz, masz moje słowo.
– Dlatego właśnie ktoś musi zejść niżej! – odezwała się Gaja, która w kilku skokach dotarła do pozostałych. – Nie traćmy czasu na czczą gadaninę.
– Świetnie – wycedził na tyle głośno, że mogli go z usłyszeć. – W takim razie pójdzie…
– Ja – wtrąciła ponownie dziewczyna. Milan chciał ją wyśmiać, ale nie zdążył, bo uderzyła go łokciem w nos. – Mam gdzieś twoje przemyślenia. Poruszam się najlepiej z was, więc zejdę na dół. Ubezpieczaj mnie!
Nie zdążył wygłosić sprzeciwu, bo Gaja odbiła się od ściany i zjechała bliżej parującej wody. Złapał więc ze złością lianę, gotowy w razie czego zareagować… w jaki sposób, pewnie on sam nie wiedział. Jeśli bowiem dziewczyna nie utrzyma równowagi, straci wszelkie szanse na ratunek. Pozostało im tylko zaufać jej zdolności oceny sytuacji i własnych możliwości.
Czekali, a czas wlókł się niemiłosiernie. Otaczające ich gorąco zaczęło znacząco dokuczać, poziom stresu powoli wzrastał, nawet jeśli mogli dokładnie obserwować ruchy Gai. Każdy jęk dziewczyny odbijał im się echem w czaszce, źle postawiona stopa wywoływała dreszcze. Kiedy w końcu nalała wody do pojemnika, który im wcześniej przekazano, wcale nie odczuli ulgi. Błagali tylko los, żeby bezzwłocznie wróciła na górę i nie spadła po drodze do samego źródła. Kiedy zbliżyła się do nich na tyle, żeby mogli zobaczyć zacięty wyraz twarzy, Milan automatycznie wyciągnął rękę i wciągnął ją na swój poziom. Nie musiał nic mówić. Teraz pozostało im uciec od zgubnego wpływu gorących oparów.
Pierwszy ruszył Foma, głównie po to, żeby pokazać pozostałym ruchy, które mieli wykonać. Chwycił się mocno liany, przecinając jej koniec i owijając wokół pasa. Zaraz potem zaczął biec po ścianie skały, coraz szybciej i szybciej, a Liliana tylko zastanawiała się, jakim cudem pęd wytrzymuje takie natężenie i nie zmusza chłopaka do uderzenia w jedno, konkretne miejsce. Jakby sam zaczął tańczyć na okręgu. W końcu Foma odbił się stopami od skały, a jego postać płynęła w powietrzu, żeby w końcu trafić w pole spirali wody i wraz z nią unieść się wysoko, poza pole ich widzenia.
Być może powinno to przerazić Lilianę, ale ona w tamtym momencie czuła już tylko ekscytację. Chciała jak najprędzej pofrunąć w powietrzu, ale przed nią postawiono Gaję, której stan wyraźnie wskazywał na konieczność jak najsprawniejszego opuszczenia ciepłych oparów. Dziewczyna powtórzyła ruchy Fomy, ale wykonała to o wiele lżej, a kiedy w końcu znalazła się w centrum kręgu, jej drobne ciało uniosło się lekko, jak piórko na wietrze. Zaraz potem Milan kiwnął głową na Lilianę, która drżącymi rękoma przecięła lianę, by zaraz potem porządnie owinąć się nią w pasie. Podczas tej czynności asekurował ją Aaron, mogła czuć na sobie jego ostre spojrzenie.
Zamknęła na chwilę oczy, starała się oddychać głęboko, na co nieszczególne miała szanse w takim klimacie. Zaraz potem ruszyła śladem dwójki rycerzy, którzy chwilę wcześniej zniknęli z pola widzenia. Na początku myślała, że spadnie, ale zamiast tego tylko lekko się przechyliła, mogąc swobodnie kroczyć po ścianie. Z lekkim wahaniem szła, wciąż czując, jak grawitacja ściąga ją na dół, jednak w końcu nabrała pewności i zaczęła biec. Z tej perspektywy wcale nie wyglądało to tak bajecznie, wymagało mnóstwa siły czy koordynacji ruchowej, z którą Liliana zawsze miała problem. Tylko że tym razem nie mogła pozwolić sobie na porażkę. Każdy fałszywy ruch oznaczał dla niej śmierć.
Kręciło jej się w głowie, w pewnym momencie czuła, że zaraz zwymiotuje. Świat wirował wokół niej w okropny, nieprzyjemny sposób. Wtedy też oderwała stopu od skały, a siła przeniosła ją prosto do tańczącej w powietrzu wody.
To było jedno z najdziwniejszych przeżyć w jej życiu. Coś gorącego i niezwykle silnego popchnęło ją ku górze i już za chwilę płynęła wraz z nieznanym prądem. Woda, która dotykała skóry, pozostawiała czerwone, piekące ślady. Mimo to Liliana czuła chorą przyjemność z każdej kropli.
W końcu strumień wyrzucił ją z ogromną siłą przed siebie i zanim dziewczyna zdołała zareagować w odpowiedni sposób, uderzyła plecami o ziemię. Oczy zaszły jej mgłą, niewyobrażalny ból wypełnił każdą komórkę ciała. Mimowolnie krzyknęła, a jej głos potoczył się echem po miejscu, w którym wylądowała. Miejscu, w którym przebywała całkiem sama.
Próbowała poruszyć ręką, ale kończyny odmówiły posłuszeństwa. Przez dłuższy czas wiła się na twardym gruncie, stękając cicho. W końcu znalazła oparcie na łokciu, co dało jej możliwość oceny otoczenia.
Z pewnością wciąż przebywała w lesie, otaczały ją gęste plątaniny drzew. Krajobraz ani trochę nie różnił się od pozostałej części domu Czystych, tylko że po tak długiej wizycie w otchłani źródła, wszystko wyglądało jak nowe, jakby zobaczyła je pierwszy raz w życiu. Nagle ogarnął ją straszliwy chłód, a kiedy tylko próbowała wstać, zdała sobie sprawę, że jej lewa ręka musi być zwichnięta. Na całe szczęście korony drzew osłoniły przed upadkiem na tyle, że dziewczyna nie połamała nóg albo, co gorsza, nie skręciła karku. Siła, a jaką źródło wyrzuciło dziewczynę z przepaści, była tak przytłaczająca, że zaledwie w kilka sekund znalazła się daleko od wzgórza. Cała akcja przebiegła tak błyskawicznie, że nawet nie zdążyła w porę zdać sobie sprawę, że coś szło nie tak… a z pewnością tak też było, bo inaczej obok niej leżeliby Foma oraz Gaja.
Spróbowała nabrać większą ilość powierza, ale zaraz zakrztusiła się i upadła ponownie na kolana. Wciąż niewiele widziała, złapanie równowagi najwyraźniej miało trwać dłużej, niż sądziła wcześniej. Jednak nie to ją martwiło najbardziej. Przede wszystkim nie miała pojęcia, gdzie wylądowała. Nie potrafiła określić położenia, wobec czego szanse na  odnalezienie punktu dwudziestego szóstego wynosiły w najlepszym przypadku zero. Nawet znając kierunek, w którym powinna się udać, niewiele mogła zdziałać.
Była po uszy w bagnie.
***
Już jak zobaczył  twarze dwójki rycerzy, wiedział, że stało się coś złego, absolutnie poza planem. Jednak strumień wody zmusił go do skupienia i dopiero kiedy wylądował niezbyt zgrabnie na skale, mógł próbować pytać pozostałych o szczegóły. Nie zdążył jednak nawet otworzyć ust, kiedy tuż obok niego wylądował Aaron.
– Co jest?! – krzyknął, podnosząc się z ziemi. Chociaż właściwie nie musiał zadawać żadnych pytań. Widoczny brak w krajobrazie nie pozostawiał żadnych wątpliwości.
– Gdzieś ją wywiało! – odpowiedziała mu w tym samym tonie Gaja. Rude włosy przykleiły się do jej twarzy, ale nawet to nie zakrywało wyraźnych śladów poparzenia.
– Gdzie?! – Aaron chwycił ją za ramiona i potrząsnął mocno. W oczach pojawiło się coś, czego dziewczyna jeszcze nie widziała, a wolałaby nigdy nie ujrzeć. Przez to spojrzenie nie mogła ułożyć w głowie odpowiedniego komunikatu.
­– TAM! – Foma wskazał ręką na zachód, z trudem utrzymując się na własnych, drżących nogach. To najwyraźniej wystarczyło Aaronowi, bo puścił Gaję, by ruszyć w kierunku wskazanym przez chłopaka. Milan próbował złapać go za ramię, ale chłopak wyrwał się gwałtownie i pobiegł tak szybko, że już chwilę później stracili go z oczu.
– Cholera jasna! – warknął Milan, podążając za nim, ale wtedy drogę przecięła mu ogromna strzała, przelatując tuż przed jego twarzą i zatrzymując się kilka kroków dalej. Chłopak zamarł, ręka spoczęła na rękojeści miecza, ale nie wykonała żadnych dodatkowych ruchów. Nie był w stanie nawet precyzyjnie określić miejsca, z którego strzelono. Odwrócił się powoli, żeby zobaczyć dwójkę rycerzy stojących w lekkim oddaleniu. Żadne z nich nie postawiło ani jednego kroku.
Przyjrzał się strzale tuż przed nim. Nie sprawiała wrażenia wyjątkowej, poza swoimi imponującymi rozmiarami. 
Czyści nie chcieli ich zabić. Gdyby mieli takie plany, zrobiliby to już dawno. W ten sposób jedynie ostrzegali. Tylko że dla nich nie było już odwrotu.
Pokazał ręką Fomie i Gai, żeby podeszli, a oni ostrożnie zaczęli iść w jego kierunku. We trójkę mieli większe szanse na przeżycie. Chociaż poparzona dziewczyna i chłopak ze skręconą kostką wydawali się marnym wsparciem, w tamtym momencie nie mógł liczyć na inne. Nie był też na tyle głupi, żeby sądzić, że ze wszystkim poradzi sobie sam. Ojciec zawsze kazał mu korzystać ze wszelkich dostępnych środków, a najlepszym ich rodzajem pozostawali ludzie.
– Musimy… – szepnęła Gaja, kiedy już znalazła się na tyle blisko, że chłopak mógł ją usłyszeć. Jednak nie zdążył sformułować spójnej wypowiedzi, bo ten jej przerwał:
– Ruszamy na punkt dwudziesty szósty. – Kiedy dziewczyna otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, dodał: – Bez dyskusji.
– Ty zawszony kundlu – wycedziła przez zaciśnięte zęby. – Nie zostawię ich.
– Gaja – odezwał się Foma. Jego głos był cichy, ale przenikliwy. Dziewczyna spojrzała na niego ze złością, jakby chcąc ukarać za wszelkie myśli, które w tamtym momencie błądziły po głowie. – Jeśli zaczniemy ich szukać, sami zabłądzimy. Już teraz mamy niewielkie szanse na dotarcie poza las Czystych, ale… ale oni na pewno też tam pójdą, tylko inną drogą.
–  Słyszysz siebie? – zdenerwowała się. – Brzmisz jak jakiś tchórzliwy magnat. Ona poleciała tam, hen daleko, a on pobiegł za nią. Nie dadzą sobie rady!
– A ty dasz sobie radę?! – rzucił wściekle Milan. ­– Co, królewno? Jak? Powiedz mi, jak?!
– Kapitan powiedział, że jak się rozdzielimy, mamy biec bezpośrednio na miejsce – dodał spokojnie Foma.
– Jego. Tu. Nie ma.
– Skoro tak powiedział, to znaczy, że brał pod uwagę taką opcję – kontynuował, patrząc jej prosto w oczy. ­– Musimy zaufać rozkazom, nie mamy wyjścia. Błagam cię, Gaja – pod koniec jego głos brzmiał wręcz rozpaczliwie.
– Będą próbowali nas zatrzymać, kiedy tylko opuścimy to miejsce – powiedział już spokojnie Milan, pilnując, żeby jego słowa nie dotarły do niechcianych uszu. – Musimy przeć przed siebie, nie zatrzymywać się. Unikać walki, ale jeśli użyją znowu strzał, zaatakujemy. Jasne?
Gaja kiwnęła głową, chociaż w jej oczach wciąż paliły się płomienie pogardy. Foma poklepał ją po ramieniu, ale ona skrzyżowała ręce na piersi.
Ruszyli powoli, z czasem przyspieszając kroku, żeby puścić się biegiem zaraz przy pierwszym drzewie. Niemalże w tej samej chwili w ich kierunku wystrzelono kilka strzał, które zgrabnie ominęli. Jednak nawet przy pomyślnych wiatrach nie mogli uniknąć wszystkich. Wtedy Milan wyciągnął ze swoich zapasów fiolkę z czarną substancją i rzucił ją przed siebie. Naczynie rozbiło się, wyrzucając w powietrze kłęby ciemnego dymu.
To była ich szansa. Nawet z tej odległości mogli zobaczyć, jak skryci za drzewami ludzie zaczynają padać na ziemię pod wpływem zatrutego powietrza. Zmienili więc kierunek i pobiegli wgłęb lasu, gdzie roślinność sprawiała wrażenie najbardziej sprzyjającej. Mokra ziemia znacząco ich spowalniała, w pewnym momencie but Milana utknął w błocie i chłopak musiał go porzucić. Już przy kilku następnych krokach poczuł, jak coś boleśnie przebiło mu stopę, nie miał czasu się tym przejmować. Gnał przed siebie, co jakiś czas zerkając, czy Gaja i Foma dotrzymują mu kroku. Z trudem łapał powietrze, ale wynikało to bardziej z nerwów niż zmęczenia. Mimo to jego umysł pracował błyskawicznie, jak nigdy.
Nagle przed jego oczami stanął On. Nie zdołał mu się przyjrzeć. Poza niezwykle bladą skórą i dziwnie zarysowanym kształtem oczu nic nie dotarło do jego świadomości. Zacisnął zęby, po czym uderzył w niego z całą siłą, przewracając na ziemię. Razem stoczyli się po wzniesieniu, tylko że Czysty w pewnym momencie chwycił jedną z gałęzi i w ten sposób zapanował nad ciałem, a Milan zatrzymał się dopiero na samym dole, uderzając głową o jedną z gałęzi. Krew pociekła po jego czole, ale wytarł ją rękawem.
Nie mógł nigdzie zobaczyć pozostałych rycerzy, podobnie jak swojego niedoszłego przeciwnika. Nie miał jednak czasu na rozważania. Puścił się biegiem przed siebie, mając nadzieję, że Gaja i Foma wkrótce do niego dołączą. Nie chciał walczyć z tym wszystkim sam. Tylko że stanie w miejscu do niczego nie mogło go doprowadzić.
Wyciągnął miecz i zaczął przecinać stojące mu na drodze przeszkody. Na całe szczęście pędy nie były grube i z łatwością ustępowały. Przez przypadek pozbawił życia jedno z mniejszych zwierząt. Jego krew zostawiła ślad na policzku chłopaka, ale ten nawet nie zwrócił na to większej uwagi.
Nie zdołał jednak przejść nawet stu kroków, kiedy czyjaś noga uderzyła go prosto w klatkę piersiową. Na krótką chwilę stracił oddech, ale pozbierał się, zanim nadszedł kolejny atak. Dostrzegł jedynie cień przeciwnika na jednej z grubszych gałęzi, ale na tej podstawie mógł przewidzieć jego atak, w porę go zablokować. Chwycił mężczyznę za przedramię i pozbawił równowagi. Razem upadli na ziemię, ale Milan miał znacząco przewagę – był cięższy. Przyparł Czystego do ziemi, uderzając jego głową o twarde podłoże. Nie pozbawił go w ten sposób życia, ale skołował. Na razie to wystarczyło. Chwycił palcami gardło i powoli zaciskał swój uścisk. Przeciwnik szamotał się w jego uścisku, ale w tej pozycji niewiele mógł zrobić. Zaczęło brakować mu tchu, już po chwili balansował na granicy przytomności. Wtedy Milan go puścił.
Kiedy próbował ustabilizować oddech, mógł przyjrzeć się pokonanemu mężczyźnie…
… który był kobietą – wysoką, mocno zbudowaną, ale z delikatnymi rysami.  Nie miał żadnych wątpliwości. Jej znacząca siła zmyliła go na początku.
– Milan! – usłyszał znajomy głos za swoimi plecami. Foma.
Wstał, zostawiając przeciwniczkę nieprzytomną, ale wciąż żywą. Ruszył za przemykającym cieniem rycerzy, żeby już wkrótce zmierzyć się z kolejną przeszkodą.
Przed nimi płynęła niezbyt wielka, ale wciąż niebezpieczna rzeka. Nie mogli przewidzieć, czy żyły w niej niebezpieczne stwory, czy prąd był dość silny, żeby porwać ich w nieznanym kierunku. Jednak nie mieli czasu na kalkulacje. Wskoczyli niemalże w tym samym momencie do wody. Poczuli, jak nieznajoma siła pcha ich w złym kierunku. Z trudem utrzymali się w miejscu. Gaja chwyciła go za ramię, mógł wyczuć drżenie jej dłoni. Musiał znaleźć w sobie resztki sił, żeby pokonać strumień. Nawet jeśli po drugiej stronie nie czekało na niego nic dobrego.
Dotarli na drugi brzeg, gdzie padli na ziemię wyczerpani. Nie byli w stanie pójść dalej. Milanowi wciąż kręciło się w głowie, kończyny zdrętwiały po kontakcie z zimną wodą. Tylko wpojona przez lata zaciętość kazała mu sprawdzić kierunek i chwiejnym krokiem ruszyć przed siebie. Nie zdążył jednak nawet się wyprostować, kiedy przegoniła go Gaja. Dziewczyna zwęziła wargi, ale nie potrafiła ukryć emocji, które nią targały. Miała dość.
Wtedy to zobaczył. Na jednym z drzew stał Czysty i tym razem z pewnością był mężczyzną. Jego dzikie spojrzenie skupiło się na stojącym w tyle jasnowłosym chłopaku, który w tej pozycji nie mógł go dostrzec i tym samym nie miał szans zareagować. Wbrew wszystkiemu, ruchy mieszkańca lasu wcale nie były pospieszne, wręcz przeciwnie. Milanowi wydawał się działać w jakby zwolnionym tempie, kiedy wyciągnął z kosza na plecach strzałę i wycelował w Fomę. Mógł w tym czasie wymyślić kilkanaście planów, ale zamiast tego stanął jak wbity w ziemię i patrzył. Widział, jak strzała leci w kierunku chłopaka, który zdał sobie z niej sprawę dopiero wtedy, kiedy wbiła się w jego gardło – jedno z niewielu miejsc nieochranianych przez zbroję. Na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie i lekki uśmiech, zaraz potem spojrzał w twarz swojego przeciwnika. Człowieka, który kolejną strzałę wycelował prosto w jego głowę.
– Nie pozwolę ci! – usłyszał krzyk i zaraz potem zobaczył Gaję, która biegła w stronę Fomy. Być może gdyby zdawała sobie sprawę, że wokół nich znalazło się więcej ludzi plemienia, zamarłaby… być może wręcz przeciwnie. To i tak nie miało znaczenia, bo wkroczyła w pole rażenia. Kiedy czterech wojowników wypuściło swoje strzały, Milan mógł tylko stać oraz patrzeć. Z szyi Fomy ciekła krew, kiedy Gaja rzuciła się na niego i przewróciła na ziemię. Dwie strzały minęły ich dosłownie cudem, ale pozostałe zostały mierzone w ich nową pozycję. Wiedział, że, że przyjdzie w końcu jego kolej. Był tylko rozczarowany, że nie mógł ruszyć się z miejsca. Zamiast tego gapił się na strzały, które miały pozbawić życia jego towarzyszy.
Czy ich żałował, nie wiedział… i miał się nigdy nie dowiedzieć, bo wtedy coś uderzyło w lecące pociski i zmieniło ich trajektorię lotu. Zanim Czyści zdążyli zareagować, kolejna strzała trafiła prosto w klatkę piersiową jednego z nich.
Wytrącony z równowagi Milan odwrócił się w kierunku, z którego nadszedł atak. Wtedy zobaczył stojącego tuż za nim Nadara, z najokropniejszym ze swoich uśmiechów wymalowanym na twarzy. 

19 komentarzy

  1. WOW... To się nadaje na książkę!!! Powinnaś poszukać jakiegoś wydawnictwa. Może się zainteresuje opowiadaniem. BARDZO mi się podoba.
    Pozdrawiam :D !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. rozdział całkiem mi się podobał. szczególnie od części, w której pojawiło się źródło. początek był w miarę w porządku, fajnie, że pokazałaś to, jak bohatgerowie się bładzili (ja bym chyba umierała sze srtachi), ale w tamtym miejscu zabrakło mi nieco opisu samych psotaci, to byłoby idealne miejsce, aby połaczyć mało przyjazne otoczenie z opisem sylwetki bohaterów, których na dobrą sprawę jeszcze za dobrze nie znamy.
    Jednak od źródła było lepiej. Nieźle to wymyśliłaś. Widać, że trochę w tym wszystkim usiało być magii. Dziwi mnie,że tak bez szwanku zeszli, a następnie weszli po tej skale, naprawdę szacun. Ale tak podejhrzewałam, że prędzej czy później albo pojawią się Czyści, albo jakieś inne kłopoty. Zaserwowałaś oba xD (zdziwiło mknie,że gdy L. zauważyła tę postgać i stwoerdziła, że pewnie ma mordercze zamiary, to nikomu nic nie powiedziała, to było jakieś dziwne xD). nie wiem, dalczego L pojawiła sie gdzie indziej niż cała reszta, ale było logiczne, że Aaron poleci ją ratować. TYlko co z tego wyniknie? Gloria ma u mnie pllus za chęć ratowania rodzeństwa! Ale teraz to tak naprawdę wszyscy się wpakowali... zastanawiam sie, jakie zamiary mają wobec naszej grupy Czyści i co ztego wyniknie. NIe jest dobrze, jak sie grupa rozdziela, oj nie... Czekam na cd z niecierpliwością

    OdpowiedzUsuń
  3. Mogłam nieco dokładniej przedstawić sylwetki postaci, ale teraz już przeszłam do akcji i nie chciałam jej przesadnie przedłużać. Dostałabym wtedy po głowie za dynamikę akcji, z którą i tak mam problem :D
    W kwestii tego zejścia i wejścia - w tym momencie chciałam podkreślić tak okrężnie (xp), że to jest jednak elita wśród rycerzy i oni nie męczą się tak łatwo.
    Liliana nie powiedziała innym najpewniej dlatego, że ten niepokój towarzyszył jej od dłuższego czasu i po prostu nie chciała wyjść na tchórza.
    Tak czy inaczej bardzo dziękuję za komentarz ; ))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, będziesz chciała, to kiedyś poprawisz. Z doświadczenia wiem, że lepiej, prościej i tak pewniej poprawia się już dokończone opowiadanie. Sama tak planuję zrobić z moimi wszystkimi, że gdy jakieś dokończę, to poszukam pomocników i wtedy będę coś odejmowała, coś dodawała, itd.
      W ogóle to ja jeszcze nie czytałam tych nowych, twoich rozdziałów, bo jakoś tak nagle mi wyprułaś do przodu, a ja ogólnie ostatnio nic nie czytam, bo na nic nie mam czasu. Nawet u siebie nie piszę, tylko jak mam strzępki wolnej chwili, to wrzucam stare rozdziały na wata, bo ktoś mnie przekonał do tego rodzaju publikacji. Wiedz jednak, że pewnie dziś w nocy (bo spałam w dzień) albo jutro przed pracą (do południa) na pewno do ciebie wpadnę.
      PS - znajdę gdzieś opis twojej historii? Chciałam go wrzucić na "Czytam i polecam" - utworzyłam takie coś by mnie i innym było łatwiej trafić na coś do poczytania, na co akurat mają ochotę, bo często po tytułach nie pamiętam o czym jest opowieść, a już po obrazku i opisie, od razu wiem o co chodzi.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Opis znajduje się w zakładce "kilka słów od autora" ; )) Wiem, że mało tu u mnie porządku, ale wciąż nie do końca wiem, jakie zakładki mi są potrzebne.

      Rozdziały daję mniej więcej tak, jak obiecałam - co 2-3 tygodnie, a to wcale nie znaczy, że trzeba być z nimi na bieżąco ;D Każdy czyta we własnym tempie, też trzeba mieć na to czas i ochotę. A brak czasu doskonale rozumiem, bo też mi go zaczyna brakować ; )

      Usuń
    3. Dokładnie na to samo ostatnio wpadłem, by poprawiać to co ukończone, bo gdy poprawiałem to co pisałem jednocześnie na bieżąco, to albo zaczynałem od początku nieskończenie wiele razy, albo nieustannie coś poprawiałem, wracałem do poprzednich rozdziałów i przez to opowiadanie stało w miejscu. Tak więc... też zamierzam poprawiać co zakończę, jak sobie odleży i nabiorę do tego dystansu.

      Usuń
  4. A ja ci powiem, że ten rozdział był obłędny. Trzymałaś w napięciu od początku do końca i ja tylko czekałam, aż wreszcie pojawią się czyści. Bo czułam, że zbyt dobrze być nie może. W sumie dopóki Lil nie odłączyła się od reszty, to wszystko wyglądało w miarę ok. Szło im nieźle, pokonywali przeszkody i wyglądało na to, że rzeczywiście mogą wyjść z tego bez szwanku. Chociaż ta skręcona kostka Fomy i zwichnięte ramię Gai (nie pokręciłam?) nie zwiastowało niczego dobrego. W każdym razie mega podobał mi się ten zwrot akcji z wylądowaniem Lil nie wiadomo gdzie. No i to, że Aaron pobiegł za nią, a reszta nie zdecydowała się iść za nimi. Na początku miałam o to żal do Milana, ale potem pomyślałam, że kurde... każdy walczy o siebie, o swoje życie. Czy warto ryzykować dla dwóch osób, których się chyba nawet nie lubi? No, ale pozostawię tę kwestię, bo to trudny temat xD
    Końcówka mnie rozwaliła. Głównie pojawienie się Nadara. Ja nie wiem co on w sobie ma, ale tak faceta lubię, że szok:D Nie popieram (często), ale mega lubię jak się pojawia.
    Rozbudziłaś ciekawość na maksa. I wcale nie odczułam by ten rozdział był dłuższy;) Bardzo przyjemnie się czytało.
    Tyle pochwał, nie poznaję siebie xd
    Pozdrawiam! ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju, dzięki :D Tyle pochwał! Teraz będę się bała dodać nowy rozdział, żeby nie zepsuć wrażenia ;p
      Co do Milana i reszty - staram się tworzyć takie postacie, które nie zawsze będą się zachowywać tak, jak by się od nich oczekiwało ; ) Tak samo jest w sumie z życiem, bo często mądrzy i dobrzy ludzie robią takie głupoty i takie świństwa, że to głowa boli.
      Dziękuję jeszcze raz za komentarz ; )))

      Usuń
    2. Za pamięci zacznę od literówek które zauważyłam:
      "– Będę próbowali nas zatrzymać, kiedy tylko opuścimy to miejsce" jak mniemam chodziło o 'będą'
      "Nie zdążył jednak nawet się wyprostować, kiedy przegoniła do Gaja" - 'przegoniła GO Gaja"

      Co do samego rozdziału, na wstępie przepraszam za niepotrzebna zwłokę, ale szczerze mówiąc wiem, że jak siade do Rycerzykow to ciężko mi się oderwać, a potrzeba czasu by przeczytać w spokoju rozdział, więc wybacz niepotrzebne zwlekanie <3

      Opis lasu czystych świetnie, działa na wyobraźnię i widziałam to co Liliana. Opis źródła też bardzo dobry, nie wiem czy dobrze sobie wyobrazilam, ale w sumie interpretacja opisów zależy w dużej mierze od wyobraźni. Mi się podobało.
      Szczerze mówiąc myślałam, że nie zdobędą tej wody i rozumiem dlaczego reszta nie poszła szukać Liliany, podobał mi się też ten fragment pisany oczami M., no i końcówka miazga! Skąd Nadar? I czemu aż tak spataliżowało M.,? Jestem ciekawa co z F. I G.
      Co do L., i A., to idę czytać co ich spotkało w lesie. W sumie to plus późnego czytania. Mogę iść czytać kolejny rozdział.

      Za dużo słodyczy chyba, ale uznaj literówki za łyżkę dziegciu xd

      Usuń
    3. Literówki już poprawiłam, dzięki za zwrócenie na nie uwagę ;p
      Nie ma co się spieszyć, grunt, żeby ci się podobało :D
      Co do "wyobrażenia" to ja akurat uważam, że czytelnik ma zawsze rację i jakikolwiek obraz stworzyłaś sobie w głowie, to on jest słuszny : ) Poza tym nie wszystko da się tak dokładnie opisać, ja przy źródle postanowiłam jednak zostawić pewne pole do wolnej interpretacji ;p
      No i zapraszam na kolejne przygody Rycerzyków haha
      Dzięki bardzo za komentarz ; ))

      Usuń
  5. Świetny rozdział! Bardzo podobała mi się ta akcja z wydobyciem wody ze źródła. Mocno trzymała w napięciu, za co należą ci się brawa. Nie każdy potrafi stworzyć taki klimat jednym tylko rozdziałem, a tobie jak najbardziej się to udało.
    Początkowo szło im całkiem nieźle, ale tak czułam, że to nie może być takie proste i oczywiście miałam rację. Liliana się zgubiła, Aaron pognał na jej poszukiwania zupełnie sam, a pozostałą trójkę zaatakowali tubylcy. Myślę, że żadne z nich nie miałoby najmniejszej szansy, gdyby nie pojawił się Nadar... Facet ma wyczucie czasu, nie ma co. Pytanie - skąd on się tam wziął? To nie było tak, że granice przekroczyć mogła tylko drużyna? A może w tym całym zamieszaniu jednak udało zbliżyć się im do granicy i dlatego Nadar mógł zaatakować i ich wspomóc? A może w ogóle ten facet nie jest tym za kogo wszyscy go uważają? Nie wiem, ale chętnie się tego dowiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie da się ukryć, że z taką ilością Czystych niespecjalnie mają szansę wygrać. Pytanie tylko, czy obecność Nadara coś zmieni ; )

      A dlaczego Nadar przekroczył granicę to się wyjaśni już wkrótce ; )

      Dziękuję bardzo za komentarz ; )))

      Usuń
  6. Napisałem ci cholernie długi komentarz, który się nie opublikował. Wypisałem literówki, ale nie wszystkie, bo potem skoncentrowałem się na treści, tekście, fabule, a nie na błędach. Poza tym mnie też one się zdarzają i to w dużej liczebności, bo autor nie jest w stanie wyłapać wszystkich swoich błędów, przynajmniej nie od razu, może po dłuższym odleżeniu tekstu tak, ale... gdy pisze na bieżąco i publikuje zaraz po napisaniu, to chyba nie ma takiej opcji. Dlatego ja sam poprawiam po ukończeniu, obecnie szukam nawet kogoś kto przeczyta i poprawi jedno z moich opowiadań, ale póki co poszukiwania są bezskuteczne.

    Co zaś tyczy się twojego opowiadania, to... jeśli chodzi konkretnie o ten rozdział to był jedną wielką akcją i ja śmiało wrzuciłbym go do wora z przygodówkami. Podobały mi się malownicze, wręcz książkowe opisy no i pojawienie się Nadara niezwykle mnie zaskoczyło. Nie zabrakło też rozmów między bohaterami, które zakrawały o taką... humorystyczność. Najgorzej jednak jest z tym, że ja sam jeszcze do końca nie wiem, do którego z twoich bohaterów żywię większą sympatię. Póki co chyba tylko Nadar ma u mnie minimalnie więcej plusów od pozostałych, a Lila ma ich najmniej i raczej nie wskoczy na piedestał.

    Pozdrawiam i "do jutra" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ten ból, bo sama niejednokrotnie się na tym złapałam. Mam teraz postanowienie, że kopiuję treść komentarza przez kliknięciem "wyślij", ale za często się tego nie trzymam hah

      Jak wybierałam kategorie opowiadania, to chyba nawet zaznaczyłam "przygodowe" ;p Lubię akcję, poza tym myślę, że jeśli skupiam się na rycerzach, to trochę kiepsko by było, gdyby tylko chodzili i gadali ;p
      Z bohaterami to wiadomo, że każdy będzie się "inaczej" (nie)podobał, chciałam stworzyć wiele różnych osobowości, Liliana od Nadara zdecydowanie się różni, ale też jeszcze nie przedstawiłam do tej pory kwintesencji jej natury ;p
      Dzięki bardzo za komentarz ; ))

      Usuń
  7. A więc akcja główna jest w rozdziale trzecim, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że miałam rację i że nie jest ona wcale główną akcją, a była czymś co będzie późniejszym motorem napędowym dla większości wydarzeń.
    Z tego co pamiętam, to chyba nie miałaś planu na to opowiadanie, prawda? Piszesz je na żywioł, tak? Trochę się tego obawiam, bo jest dużo bohaterów i otwierasz wiele coraz to nowszych wątków, a spotkałam się z tym już nie raz i wielu takich autorów rozbudowało historie tak mocno, że już potem nie dało rady jej poskładać i uciekali w pieruny.
    Wracając jednak do akcji to trzymała w napięciu i tutaj wyjątkowo opisy mnie nie męczyły, może były ciekawsze niż poprzednie lub po prostu przecięte tym ruchem, akcją, walką, że w końcu opisy dzięki temu stały się tłem, a nie pierwszym planem. Tak naprawdę to sama nie wiem jak to było, ale wiem, że mi się podobało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pisze go na żywioł ; ) Zanim w ogóle zabrałam się za pisanie, najpierw wszystko sobie opracowałam w kajecie ;p "Wszystko" znaczy najważniejsze wątki, bo wiadomo, że z czasem coś sobie dodaję czasami, coś wychodzi mi po prostu naturalnie w trakcie wydarzeń. Jednak nie ukrywam, że historia może się okazać spora i teraz pisanie jej bez planu doprowadziłoby do sytuacji, o której napisałaś - nie dałabym rady jej poskładać. Na pewno bym nie uciekła, bo po prostu nie jestem taką osobą, ale pewnie beznadziejnie bym ją zakończyła.

      Cieszę się, że ci się podobało i dziękuję bardzo za komentarz ; )

      Usuń
  8. Dawno temu już komentowałam ten rozdział, ale z racji, że wypiłam wtedy za dużo bimbru, to nie dość, że komentarz był dziwnie posklejany to nawet się nie opublikowałam, bo coś źle wcisnęłam. Ale rozdział fantastyczny!
    To Źródło bardzo zapadło mi w pamięć, pamiętam, że przeczytałam rozdział mniej więcej do tego momentu, a później nie miałam czasu, żeby dokończyć i gdy wracałam myślami do niego, to ten obraz odnawiał się i ciągle był świeży, bo bardzo pięknie to opisałaś. I w ogóle wygląd Źródło bardzo mnie zaskoczył, skojarzył mi się z książką Tunele, a dokładnie z częścią Otchłań, w której była chyba taka dziura we wnętrzu ziemi, to miłe skojarzenie.
    Mam nadzieję, że Foma nie umrze, chociaż w sumie - jeśli miałby umierać to lepiej teraz niż kiedy się do niego przywiąże :P
    Dodatkowo, rozdział trzymał w napięciu. Gdy schodzili coraz niżej, zastanawiałam się czy zetnie im się białko w ciele. Wprowadziłaś bardzo niepokojący klimat. Za to Liliana to zawsze musi wleźć w jakieś tarapaty :D No i Nadar na końcu - wow, zaskoczyłaś mnie.
    Żałuję, że nie opublikowałam komentarza od razu po przeczytaniu, bo napisałabym z pewnością więcej. To największy błąd czytelnika XD
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarze pod wpływem bimbru zawsze spoko :D
      Cieszę się, że podobał ci się opis źródła. Bardzo mi zależało, żeby to wszystko tworzyło jakiś obraz w głowie. Starałam się nie być nazbyt szczegółowa, żeby też zostawić pole do wyobraźni ; )
      No i stworzyłam klimat <3
      Dzięki bardzo za komentarz ; ))

      Usuń

© Halucynowaa | WS | X X X