sobota, 18 lutego 2017

Rozdział VII cz. 2

To był naprawdę piękny dzień. Słońce grzało mocno, ale co jakiś czas skrywało oblicze za chmurami, więc nie paliło skóry. Czuła na twarzy przyjemny wietrzyk, kołyszący pożółkłe na drzewach liście.  Spomiędzy gałęzi przebijały się złote promienie, rozświetlające otoczenie. Odbijały się od tafli wody i tworzyły kolorową poświatę nad jeziorem. 
Liliana potrafiła docenić taką pogodę, nawet dysząc ze zmęczenia, czując ból mięśni oraz kropelki potu spływające po twarzy. Szorowała w wodzie brudne ubrania, pozbywając się z nich śladów krwi i błota, rozdzierając przy okazji pokrywające dłonie pęcherze. Zaciskała zęby, żeby nie syczeć z bólu. Przez to nie mogła przywołać na twarz uśmiechu, a bardzo chciała… bo to był najpiękniejszy dzień od ponad trzech tygodni.
Wstała, przecierając rękawem mokre czoło. Musiała wrócić do miejsca postoju, ale wciąż czekało na nią wyżymanie sterty odzieży.
Nie znała celu wyprawy, w której brała udział. Pośrednio usłyszała, że chodzi o bibliotekę na południowym zachodzie. Wedle plotek, władca tamtejszych ziem został skazany na śmierć za zdradę, a wyjątkowy zbiór ksiąg przekazany pod dozór doradcy pierwszego dowódcy. Mogła przypuszczać, że ich zadaniem będzie przeszukanie bądź sprawdzenie zawartości budynku. Chociaż cokolwiek kapitan zaplanował, z pewnością najgorsze pozostawił dla niej.
Słońce znalazło się w zenicie, kiedy skończyła z praniem. Wytarła rękawem pot z czoła, poprawiła warkocz, umocowała ponownie broń, którą zostawiła na brzegu. Potem ruszyła w stronę głównej ścieżki, prowadzona przez śpiew pliszki.
– Tutaj jesteś – powiedziała, odkładając odzież na trawę, kiedy w końcu dostrzegła szarą biało-czarną śpiewaczki. Podeszła do niej, wiedziona drażniącym głosem. – Kiedy to słyszę, zawsze ma miejsce coś złego. Kiedyś traktowałam to jak zły zwiastun, marę. – Wyciągnęła dłoń, ale zanim zdążyła jej dotknąć, ta uleciała i zniknęła wśród złotych liści. ­– Teraz myślę, że to ostrzeżenie.
Rozejrzała się dookoła, szukając znaków. Jednak dzień wciąż pozostał piękny. Głos pliszki dochodził już z daleka, jakby przyćmiony florą lasu.
– Na co tym razem mam czekać? – mruknęła ospale.
Nie uzyskała odpowiedzi, więc poszła tam, gdzie powinna wrócić już wcześniej. Jej ociąganie mogło zostać zignorowane, jeśli tylko rycerze nie chcieli wyruszyć w podróż. Na całe szczęście, kiedy dołączyła chwilę później do grupy, Chaber siedział znudzony na starym pniu.
Był to mężczyzna średniego wzrostu, o jasnej skórze i praktycznie białych włosach. Miał niewiele ponad czterdzieści lat, ale ruchami przypominał młodszych. Niewiele mówił, a do niej nie odezwał się ani razu. Zupełnie jakby nie istniała. Chociaż czasami żartował z podwładnymi, wykrzywiając szczękę, którą złamano co najmniej kilka razy. Wtedy jego głos brzmiał dla niej wyjątkowo, bo ani miło ani okropnie – po prostu nijak. Jakby mężczyzna nie potrafił wyrażać nim emocji… albo w ogóle ich nie posiadał.
Chabra otaczało trzech mężczyzn, a to znaczyło, że brakowało dwóch. Jeden z nich, Domar, miał chłopięcą urodę, którą próbował ukryć za gęstą brodą, niepopularną wśród rycerzy. Drugiego, Kristofa, chociaż niskiego, cechowały szerokiw w ramionach, uczesanie miał typowe dla pospolitego rycerza, chociaż wszyscy nazywali go prawą ręką dowódcy. Trzeci nie zapadł jej w pamięć, nie znała nawet jego imienia.
Tym, co zwracało uwagę, była dziewczynka, na oko sześcioletnia. Poplątane kosmyki opadały jej na ramiona, drobnymi raczkami miętoliła szarą sukienkę. Nie wyglądała na wychudzoną, więc najpewniej wychowywała ją rodzina. Z drugiej strony skromne odzienie wyraźnie wskazywało, że nie należała do bogatego rodu. Najprawdopodobniej żyła w mieście jako córka szwaczki albo służącej.
– Lubisz jabłka, kwiatuszku? – mówił do niej Domar. – Mam jedno dla ciebie, chcesz?
Kiwnęła głową, przygryzając dolną wargę. Mężczyzna podał jej owoc z łagodnych uśmiechem, a ona zachichotała pod noskiem.
Liliana podeszła do konia, unikając towarzystwa rycerzy. Przywiązała do niej mokre ubrania, mając nadzieję, że wiatr osuszy je podczas galopu.
Dziewczynka zerknęła na nią z ciekawością. Jej oczy wyglądały tak niewinnie, słodkie jak antonówka, którą w spokoju jadła. Liliana mrugnęła do niej, bo czuła, że powinna wykonać jakiś gest. Chociaż tak naprawdę chciała zapytać, gdzie zniknęła jej matka.
Odpowiedź nadeszła sama. Wyszła z lasu, w towarzystwie brakujące rycerza, z rozciętą wargą, drżącymi dłońmi i pochyloną głową. Nie była brzydka ani ładna, miała mysie, krótkie włosy, jak większość wdów. Jej suknia należała do skromnych, zwyczajnych, z pewnością kilka razy ją zszywano. Na nadgarstkach i szyi zobaczyła siniejące ślady. Takich samych spodziewała się w innych miejscach, ale ubranie pozostało nienaruszone.
– Chciałabyś takiego konika? – zapytał Domar dziewczynkę, szczypiąc ją w policzek.
– Tak! – krzyknęła ucieszona, wyciągając w jego kierunku ręce.
– Nie mogę ci go dać, ale chętnie zabiorę cię na przejażdżkę – zaśpiewał do niej,  kładąc ją na swoich ramionach. – Jeśli twoja mama wyrazi zgodę.
Kobieta zamarła, wbijając błagalne spojrzenie w Chabra, który tylko wstał i rzucił:
– Gdzie jest Tergo?  
– Poszedł się odlać, kapitanie – odpowiedział mu jeden z rycerzy.
– To idź po niego – rozkazał. Kolejne polecenia skierował bezpośrednio do Kristofa, którego ostry jak brzytwa głos dotarł do Liliany.
– Pakuj to szybciej, głupia dziewucho! – Dziewczyna zaczęła szybko mocować siodło, potem szybko wskoczyła na konia.
– Zawieziemy was do miasta – zaproponował Domar kobiecie, która tylko skinęła, stając przy córce. – Na takich drogach bywa niebezpiecznie, pełno złodziei i zabójców. Liliana ma dość miejsca, z pewnością ci pomoże. Ja wezmę aniołka – skończył, łaskocząc dziewczynkę w stópki.
Kobieta nie ruszyła z miejsca, najwyraźniej nie wiedząc, o kim mówił rycerz. Liliana również nie zareagowała. Udawała, że nie słyszała. Odwróciła głowę w stronę lasy, wypatrując dwójki brakujących mężczyzn, którzy powoli wyłaniali się z zarośli.
– Nie udawaj głuchej! – wrzasnął do niej Kristof. – Zabieraj kobietę i jedziemy.
Liliana podprowadziła konia do nieznajomej i dopiero wtedy zobaczyła jej twarz. Nie znalazła tam złości czy rozpaczy… jedynie wyrzut skierowany w dziewczynę na koniu.
Podała jej rękę, a ona chwyciła ją posłusznie, pozwalając, by młodsza osoba wciągnęła ją na wierzchowca i usadowiła za sobą.
– Obejmij mnie w pasie – mruknęła szorstko Liliana, a kiedy ta wykonała polecenie, ścisnęła mocno jej dłoń, chcąc przekazać tyle ciepła, ile tylko mogła.
– Dlaczego ten pan rycerz tak strasznie krzyczy? – zapytała dziewczynka. – Mama chyba będzie przez niego płakać!
– Krzyczy, bo chce, żeby inni go słyszeli – wytłumaczył Domar. – Sam jest głuchy na jedno ucho, zniedołężniały staruch.
– Zamknij ryj, pojebańcu! – wrzasnął Kristof.
– Dość – rzucił Chaber. – Ruszamy.
Nie czekał na ich odpowiedź, po prostu sam zaczął pędzić w stronę wsi. Liliana zajęła ostatnie miejsce w formacji. Przydzielili jej takie już w Lagarze i chociaż zazwyczaj nie napawało to dumą, dla niej było powodem do zadowolenia. Nie chciała, by ktoś patrzył na plecy dziewczyny, komentował sposób jazdy, który przecież nie należał do doskonałych.
Nikt nie zwrócił na nich uwagi, kiedy przekroczyli bramę miasta. Zapewne dlatego, że już od dłuższego czasu przyjeżdżali do nich rycerze różnego pochodzenia. Z powodu niemałego zamieszania związanego ze zdradą głównego magnata, gościli u siebie nie tylko gwardię królewską, ale i samego pierwszego dowódcę. W takim układzie rzeczy kilku zwykłych rycerzy nie mogło zrobić na nich większego wrażenia.
Liliana wykorzystała spokojniejszą jazdę wśród zatłoczonych uliczek na dokładną ocenę miejsca, do którego przybyła. Zgodnie z jej przewidywaniami, miasteczko nie należało do wielkich, wręcz przeciwnie. Zapewne nie jedna wieś mieściła więcej osób. Oprócz dwóch uliczek z zakładami rzemieślniczymi, niewielkiego bazaru oraz rynku, nic zbudowano tam nic. Wydeptane podłoże w porze deszczowej przypominało bardziej gnój, w dodatku wydzielało nieprzyjemny zapach ścieków. Obecnie standardem było okładanie podłoża drewnianymi klocami, chociaż tak naprawdę Liliana niewiele o tym wiedziała. W Lagarze jako podstawowego budulca używano kamienia.
– Tutaj zaraz jest mój dom! – z zamyślenia wyrwała ją dziewczynka, która siedziała w siodle z Domarem. Mężczyzna spojrzał pytająco na kapitana, który kiwnął krótko do Kristofa. Liliana poczuła, jak podróżująca z nią kobieta zaczyna poruszać niespokojnie ramionami, więc zatrzymała klacz i zeskoczyła na ziemię. Czuła na sobie ostre spojrzenia pozostałych rycerzy, kiedy pomogła matce dziewczynki zejść z konia. Nikt jednak nie uznał za konieczne w jakikolwiek sposób to skomentować.
– Wrócimy już same, jeśli pan pozwoli – powiedziała kobieta do Kristofa, które najpewniej uznała za przywódcę. Ten bynajmniej nie odpowiedział. Zamiast tego podał sakiewkę, przez co jej twarz pokrył rumieniec.
– Trzymaj, to zapłata – ponaglił ją, a ona przytłoczona jego agresywnym tonem przechwyciła woreczek.
– Nie ma potrzeby… – zaczęła z pochyloną głową, ale zamilkła, kiedy spotkała groźne spojrzenie rycerza. – Do widzenia – jęknęła, po czym ściągnęła prędko córkę z konia i nie racząc nikogo dodatkowym spojrzeniem, uciekła w tłum ludzi na uliczce.
– Pieprzona kurwa – burknął stojący na tyle mężczyzna, a Liliana przysięgła sobie w duchu, że kiedyś go zabije. 
– Daleko jeszcze, kapitanie? – zapytał kolejny, stojąc zdecydowanie zbyt blisko dziewczyny, która odskoczyła, ukrywając obrzydzenie.
– Od burmistrza dostaniemy zwoje, biblioteka jest pół dnia drogi od miasta – powiedział Chaber zachrypniętym głosem. Zaraz potem popędził konia, ponownie zmuszając ich do podróży. Liliana musiała błyskawicznie ponownie usadowić się w siodle, bo nikt na nią nie czekał. Prawie ich zgubiła, na całe szczęście w tłocznych miejscach prowadzenie konia nie należało do najłatwiejszych. Zazwyczaj ludzie chodzili pieszo, trzymając wodze i szukając najdogodniejszych dróg. Jednak kapitan najwidoczniej nie chciał kroczyć w błocie wymieszanym z ludzkimi odchodami.
Spotkanie z przywódcą miasta trwało nie więcej niż parę chwil. Oprócz wymiany wymuszonych uprzejmości doszło jedynie do przekazania papierów dla doradcy pierwszego dowódcy. Liliana nawet nie zdążyła nawet ocenić twarzy obcego mężczyzny, kiedy Chaber ponownie rozkazał im ruszyć w drogę.
O dziwo nie czuła wcale zmęczenia. Zdenerwowanie utrzymywało ją w pełnej gotowości do działania. Umysł pracował szybko, zupełnie jakby lada chwila musiała bronić się przed atakiem. Realnie zakładała, że w pewnym momencie zostanie całkiem sama, bo na wsparcie rycerzy nie mogła liczyć.
Zgodnie z zapowiedzią kapitana, tuż przed zmierzchem dotarli do niewielkiego grodu, otoczonego niskim murem. Podobnie jak miasto, przez które niedawno przejeżdżali, tak i w tym wypadku miejsce nie robiło wielkiego wrażenia. Nie należało do wielkich ani szczególnie pięknych. Całość zajmował jeden, średniej wielkości budynek o płaskich zadaszeniu, kilka pomniejszych altan, plac i stajnia. Nie posadzono tam żadnych drzew ani krzewów, całkowicie wytępiono wszelką roślinność.
Tuż przy wejściu powitał ich starszy mężczyzna, o krótkich siwych włosach. Nosił on typowy strój dla mieszkańca stolicy, kolorowy, pozłacany. Niemniej nie był to rycerz, nawet jeśli ochraniał go napierśnik. Nie tylko nie posiadał miecza, jego ruchy również świadczyły o nieprzystosowaniu do walki i trudnych warunków. Już na samym początku posłał im śmiały, pewny siebie uśmiech, po czym przywitał bezpośrednio kapitana.  
Liliana zmrużyła oczy, starając się poprawnie zinterpretować takie zachowania. Nigdy nie słyszała, żeby ktoś wyrażał taki szacunek w stosunku do rycerza, zwłaszcza ze strony bywalców dworu królewskiego… a przecież pozycja doradcy następcy tronu nie należała do przeciętnych. W takim układzie miała pewność, że albo ten mężczyzna nie był tym, za kogo go uznawała albo to Chaber posiadał jakiś ukryty tytuł.
– Odprowadź konie do stajni – rozkazał Kristof, dla odmiany nie podnosząc głosu. Chociaż tak naprawdę wcale nie musiał nic mówić, bo Liliana doskonale znała swoje miejsce w tym szeregu. Utrzymała neutralny wyraz twarzy, nawet kiedy Domar posłał jej zachęcający śmiech.
Oporządzanie koni zajęło Lilianie czas aż do wieczora, ale w gruncie rzeczy sama dokładała sobie zadań, żeby jak najpóźniej spotkać pozostałą część grupy. Konie wciąż nie miały do niej zaufania, ale przynajmniej zaakceptowały jej towarzystwo i przestały pluć.
Kiedy na niebie zajaśniały pierwsze gwiazdy, opuściła stajnię, by ruszyć bezpośrednio do budynku, w którym wcześniej zniknęli rycerze. Czekała tam na nią cała plątanina korytarzy i niezliczona ilość drzwi, co wprawiło dziewczynę w osłupienie. Budynek takiej wielkości nie powinien tak wyglądać.
– Jesteś giermkiem Gwardii Królewskiej? – zapytał jej stojący na schodach chłopak. Był przeraźliwie chudy, jakby głodzono go tutaj od kilku miesięcy. Przeraźliwie blada twarz upodobniała go do człowieka od tygodni walczącego z wyziębieniem, a roztrzepane włosy do szalonego uczonego. Mimo to na swój sposób sprawiał wrażenie uroczego, może nawet przystojnego… gdyby nie ten drażniący uśmiech.
– Rycerzem – poprawiła go urażona, kładąc dłoń na rękojeści miecza, gotowa uciąć mu niewyparzony język.
– To dlaczego siedziałaś w stajni? To chyba zadanie giermka – kontynuował bezczelnie, kompletnie niezrażony zaciśniętymi zębami Liliany.
– Gwardia nie ma giermków, wszyscy sami opiekują się swoimi wierzchowcami.
– Skoro każdy robi to sam, to dlaczego ty robiłaś za wszystkich? – kontynuował przesłuchanie chłopak, zeskakując ze schodów, tuż przed Lilianą. Był od niej wyższy, ale mimo to nie zrobił na niej żadnego wrażenia, ze swoją lichą posturą.
– Bo… lubię to – skłamała, całkowicie zbita z tropu.
– To chyba nie najlepiej. Czy rycerz nie powinien darzyć zainteresowaniem walkę zamiast…
– O co ci chodzi? – przerwała mu. – Za dużo masz zębów? Chcesz, żeby ktoś ci je wybił?
– Nie wiem, czy taka mała piąstka coś zdziała, ale próbuj. – Zaprezentował jej szczękę, a ona wyminęła go wywracając oczami. Wkroczyła na schody, poszukując głosów, które mogłyby doprowadzić ją do pozostałych gwardzistów.
– Twoi druhowie poszli w tamtą stronę – zawołał do niej chłopak, wskazując na drzwi tuż za jego plecami. Wściekła Liliana cofnęła się i nie racząc go ani podziękowaniami ani nawet spojrzeniem, poszła we wskazanym kierunku.
Dalej poradziła sobie bez problemu, bo z daleka rozpoznała głos Kristofa, który nierzadko prześladował ją w snach. Nie zdecydowała mimo to wejść do pomieszczenia, w którym rozmawiali mężczyźni. Zamiast tego stanęła pod drzwiami, przekonana, że podsłuchując zdobędzie o wiele więcej informacji.
– Trzeba będzie trzymać wartę, szczególnie nocną – usłyszała, jak mówił nieznany jej mężczyzna, najpewniej doradca pierwszego dowódcy. – Dwukrotnie napadnięto na królewskie zwoje właśnie po zmroku. To podrzędni bandyci, ale nigdy nie można być pewnym, komu może zależeć na wykradnięciu tajnych ksiąg.
– Dowódca przekazał nam, że najcenniejsze zwoje wróciły pod eskortą do stolicy – przemówił Chaber.
– To prawda. Jednak tutaj praktycznie każdy najmniejszy świstek papieru ma ogromną wartość, a nie sposób w tak krótkim czasie zorganizować przeniesienie całości, bez nadmiernego ryzyka. 
– Które pomieszczenia zawierają informacje tajne?
– Żadne. Takich dokumentów nie przetrzymuje się w pomniejszych bibliotekach. Jednak na drugim piętrze w skarbcu umieszczono księgi, które zawierają bezcenne informacje plemienne. Z kolei w piwnicach leżą skrzynie z królewską korespondencją.
– Królewską korespondencją?
– Nie mające obecnie znaczenia listy, których treść jest znana, ale na wszelkie wypadek zachowuje się je w formie nienaruszonej. Wątpię, żeby ktokolwiek chciał położyć na nich rękę, bo sięgają dwadzieścia lat wstecz, jak nie lepiej. Można myśleć, że to całe zamieszanie z magnatem Hermickim wyjdzie wszystkim na dobre, chociaż ktoś uporządkuje ten bałagan.
– Magnatem Hermickim? – mruknęła Liliana.
– Ładnie to tak podsłuchiwać? – Za jej plecami stanął irytujący chłopak, którego miała nieszczęście poznać. Automatycznie odskoczyła, by później spanikowana uderzyć go w nos. – Auu! – zawołał, ale nie zdołał dodać nic więcej, bo zakryła mu usta dłonią.
– Zamilcz, bo pożałujesz – zagroziła, kierowana strachem. Na całe szczęście nic nie wskazywało na to, że mężczyźni w pomieszczeniu usłyszeli ich głosy. Liliana popchnęła chłopaka wgłęb korytarza, cały czas pilnując, żeby nie wydał żadnego dźwięku. – Powinni cię nauczyć, co to znaczy nie wtykać nosa w nie swoje sprawy – powiedziała, kiedy już dzieliła ich od rycerzy odpowiednia odległość.
– Poradziła dziewczyna, która przed chwilą szpiegowała pod drzwiami – wydyszał, po czym oparł dłoń na ścianie. – Nie powinnaś zwyczajnie do nich wejść? Ponoć kobiety rycerze są teraz na równi z mężczyznami.
– Kobiety rycerze zawsze były na równi z mężczyznami ty… – nie znalazła słowa na określenie jego zachowania. Pod tym względem zdecydowanie ustępowała Gai. – Po prostu kiedyś nie mogły w ogóle zostawać rycerzami, ale to chyba ze sto lat temu, w jakim świecie ty żyjesz?
– No… tutaj – odparł, uznając to za oczywistość, niewymagająca doprecyzowania.
– Kim w ogóle jesteś? – dopytywała, mrużąc ze złości oczy. – Łazisz za mną, jakbyś nie miał nic lepszego do roboty. Brakuje ci zajęcia? Może powinnam porozmawiać z twoim… opiekunem, to ci jakieś znajdzie.
– Najpierw musiałabyś wiedzieć, kto jest moim… opiekunem – zarechotał łobuzersko. – No i znaleźć odwagę, żeby z nim pogadać, bo jak na razie brakuje ci jej w stosunku do własnych kompanów.
– Nie było tematu – prychnęła. Odwróciła się na pięcie i wymaszerowała do pomieszczenia z drużyną Chabra. Z dwojga złego wolała siedzieć z nimi niż jakimś chłystkiem. Przełknęła ślinę, kiedy chwyciła za mosiężną klamkę, ale wkroczyła do pomieszczenia, przerywając tym samym rozmowę mężczyzn.
Na całe szczęście nikt nie poświęcił jej uwagi, jedynie doradca pierwszego dowódcy obdarzył zaciekawionym spojrzeniem. Zaraz potem wrócił do przemowy, powielając zachowanie rycerzy, którzy postanowili ją ignorować. Mimo to z jakiegoś powodu Liliana czuła, że odkąd przekroczyła próg pomieszczenia, rozmowa poszła zupełnie odmiennym torem. Rozprawiano jedynie o zmianach wart i odpowiednim rozłożeniu straży.
Po całym spotkaniu Kristof przekazał jej, że będzie nocować ze służbą. Stojący za nim rycerze nie powstrzymali swoich drwiących uśmiechów, ale Liliana zacisnęła zęby i przyjęła tę informację z pokorą. Nie dostała żadnego przydziału na wartę, zamiast tego miała pomagać porządkować zwoje. W czasie kiedy rycerz przekazywał te informacje, Chaber nawet na nich nie spojrzał.
Może to i lepiej.
Do sypialni zaprowadziła ja służka o wykrzywionej przez przebytą ospę twarzy. Wyglądała na osobę w wieku pierwszego dowódcy – ani młodej ani starej. Lilianę przywitała bardzo oszczędnie, jakby przerażała ją sama obecność młodej dziewczyny. Jednak nie zionęła jawną niechęcią, a to dobry początek.
Pomieszczenie miała dzielić z czterema innymi kobietami, które z przyzwyczajenia niewiele mówiły, a ich twarze wyrażały najczęściej obojętność. Łóżka bardzo przypominały te w Lagarze, jednak pościel wymagała wymiany i to najpewniej od dawna. Szorstki materiał wydzielał nieprzyjemny zapach, można było na nim odnaleźć kilka dziur, przy czym niektórych nie ratowało nawet cerowanie. Mimo to Liliana i tak zasnęła w momencie, w którym położyła głowę na poduszce. Nie przeszkadzał jej ani smród, ani otoczenie, ani nawet całkowity brak prywatności. Owinęła rękami najważniejsze rzeczy i skuliła się na materacu, marząc o powrocie do zamku.
Nie obudził jej rozgardiasz związany z porannym wstawaniem. Dopiero kiedy jasnowłosa służka, którą poznała a propos „dobranoc”, potrząsnęła jej ramieniem, otworzyła leniwie oczy.
– Wybacz, pani, ale rycerze gwardii już wstali – powiedziała cicho.
– Już?! – Błyskawicznie wstała z łóżka, a kobieta obok zachichotała, zakrywając usta dłonią.
– Pani dowódca kazał mi przekazać, że będzie pani pracować pod komendą ojca Horacego.
Liliana zamrugała w zdumieniu, ale zrezygnowała z zadawania pytań.
– Dziękuję – odpowiedziała. ­– Gdzie mogę go znaleźć?
– Przybędzie tutaj przed południem. Nie ma pani ochoty zmienić ubioru?
– Ubioru? – powtórzyła skonsternowana. Spojrzała na umundurowanie rycerskie, które wcale nie uznała za szczególnie brudne. Przecież całkiem niedawno prała je w rzece. – Nie ma takiej potrzeby – dodała głośno, bo nie miała ochoty pracować w sukni. Nie chciała dać Chabrowi ani żadnemu z jego kompanów satysfakcji, a z jakiegoś powodu czuła, że to nie jasnowłosa służka wpadła na ten pomysł.
Bez wahania zaczęła wkładać kolejne części garderoby, związała włosy w warkocza i zaścieliła łóżko. Zaraz potem opuściła pomieszczenie, wyznaczając sobie poranny cel znalezienia kuchni. W końcu jakaś racja żywnościowa przysługiwała nawet jej.
Nie było to na całe szczęście trudne. Przyjemny zapach zaprowadził ją wprost do zastawionego stołu i siedzących przy nim rycerzy.
– Ty, Tergo przypilnujesz wschodniego wejścia. Nie zagraża nam niebezpieczeństwo z tamtej strony, ale lepiej mieć się na baczności – mówił Chaber, patrząc w ścianę.
– O której miałaś zamiar wstać? – warknął Kristof, a Liliana mimowolnie zadrżała. Mężczyzna miał wilgotne włosy, przez co wyglądały na o wiele ciemniejsze niż zazwyczaj, chociaż i w blasku słońca przypominały smołę.
– Nie otrzymałam żadnych rozkazów na ten temat – mruknęła, nalewając do kubka ciepłego kompotu.
– Nie otrzymałaś rozkazów? A o podcieraniu tyłka po sraniu też ci trzeba mówić? – zakpił, wpychając do ust kawał chleba.
– Kobiety śpią dłużej – wtrącił Domar, posyłając Lilianie łagodny uśmiech. Przeczesał dłonią gęstą brodę, w której znalazł okruchy. – Taka ich natura.
– Ale to nie jest żadna pieprzona księżniczka, tylko…
– Tylko kto? – przerwała mu Liliana, marszcząc brwi. Kristof wytrzeszczył oczy, wytrącony z równowagi jej bezczelnością. – Niewolnik? – Zaraz potem poczuła, jak ręka rycerza trafia prosto w jej policzek. Uderzenie nie było mocne, ale i tak pozostawiło okropny ślad upokorzenia.
– Znaj swoje miejsce! – wrzasnął.
Odłożyła na blat talerz z jedzeniem, panując nad drżeniem dłoni.
– Przepraszam dowódco – powiedziała bezpośrednio do Chabra. – To się więcej nie powtórzy. – Jak oczekiwała, mężczyzna nawet na nią nie spojrzał, co wywołało śmiech ze strony pozostałych. Dlatego skinęła głową Kristofowi, ukazując mu należny szacunek i opuściła kuchnię, przeklinając chwilę, w której go poznała.
Nie pierwszy raz ją uderzono. Dyscyplina w Lagarze wymagała używania kar fizycznych. Dlatego w gruncie rzeczy nie miała żalu, bo ten cios jej się należał. Nie zapanowała nad językiem, więc poniosła tego konsekwencje. Tylko że spojrzenie Kristofa, tak jak pozostałych, wyrażało pogardę, której nie znosiła.
Nie cechowała jej nadmierna wrażliwość. Czasami traktowano ją jak maskotkę, nieporadną panienkę, nigdy nie miała o to większych pretensji. Czas spędzony z grupą Chabra pokazał jej, że niektóre docinki, nawet te ze strony Nadara, były tylko głupawymi gierkami. Mężczyźni tacy jak Kristof nie mieli szacunku do nikogo, nawet do siebie samego.
Pierwszego dnia wyprawy wrzeszczał na stajennego z powodu przekazania mu klaczy zamiast ogiera. „Nie będę jechał na żadnej kurwie!” wrzeszczał, a chłopak otwierał i zamykał usta, biały jak ściana. Na początku sądziła, że mężczyzna posiadał po prostu ostrą osobowość, Nadar również nierzadko podnosił głos, nawet jeśli miało to zupełnie inny wydźwięk. Tylko że Kristof wypluwał swoje złości niemalże bez ustanku, a że Liliana była jedyną dziewczyną w grupie, to najczęściej na nią spadały obelgi. Później musiała być świadkiem podłego zachowania rycerzy w gospodach, na rozdrożach, szlakach. Przypominali jej typków od magnata Wezgrajta, ale o wiele bardziej niebezpiecznych. Kobiety traktowali jak przedmiot. Liliana tylko razy widziała na własne oczy jak wykorzystywali je fizycznie, ale przecież najczęściej odsyłali ją gdzieś do obory, trzymając jak najdalej od siebie. Na początku próbowała stawać w obronie osób, których Kristof odzierał z godności, ale wtedy zacisnął palce na jej szyi, pozbawiając tchu. Była pewna, że ją zabije, ale wtedy po prostu rzucił dziewczynę na ziemię, mówiąc „Znaj swoje miejsce albo wyrwę ci język”. Od tamtego czasu mruknęła coś kilka razy, ale najczęściej stawała z tyłu, udając niewidzialną.
W całym tym zamieszaniu Chaber sprawiał wrażenie kompletnie niezainteresowanego. Nigdy nie brał czynnego udziału w „zabawach” podwładnych, Liliana nie widziała, by choć raz dotknął jednej kobiety, nawet prostytutki. Najczęściej rozmawiał z Kristofem, chociaż od czasu do czasu przekazywał komunikat pozostałym mężczyznom. Liliana oddałaby cały swój dobytek, żeby wiedzieć, co się działo w jego głowie… ale tak samo wyrzuciłaby swój i Aarona, gdyby mogła w zamian sprawić, żeby Chaber nigdy nie istniał.
Usiadła prze budynkiem, wypatrując ojca Horacego… chociaż w zasadzie nie wiedziała, jak ten człowiek wyglądał. Nie miała również zielonego pojęcia, dlaczego tytułują go rodzicem. Z doświadczenia wnioskowała, iż to ktoś ważny – w królestwie wszelkie tytuły czyniły człowieka lepszym niż był w rzeczywistości.
Czekała długo, niemalże zasypiając z nudów, drażniona jedynie przez skurcze w żołądku. Co jakiś czas obok niej przemykała jakaś postać, ale poza samym przemieszczaniem się, nie robiła nic ciekawego. Nie czuła podmuchów wiatru, jedynie palące słońce. Zupełnie jakby to miejsce pozostawało równie żywe jak zwoje, które tu umieszczono.
O tym, że ktoś się zbliżał, rozpoznała z daleka. Odgłos uderzających o podłoże kopyt docierał do tego spokojnego miejsca z podwójną mocą. Jednak przekraczająca progi murów biblioteki grupa wcale nie obejmowała jedynie jeźdźców. Między czterema uzbrojonymi mężczyznami na koniach stał powóz ciągnięty przez dwa wierzchowce. Sądząc po zdobieniach, należał do człowieka bogatego, ale nie kupca.
Tym bardziej nie mogła ukryć zdumienia, kiedy z pojazdu wyszedł mężczyzna w skromnej, wełnianej szacie. Gdyby spotkała go na jednym ze szklaków, zapewne zlałby się jej z krajobrazem. Miał krótko ścięte włosy o barwie starego drewna i wyjątkowo delikatną skórę, która jawnie żądała dotyku słońca. Spojrzenie brązowych oczu sprawiało wrażenie nienaturalnie wręcz spokojnego.
Zapewne znalazłaby odwagę, żeby podejść. Jednak kiedy wstała z zajmowanego miejsca, do mężczyzny przybiegł chłopak… ten sam irytujący typek, którego miała nieszczęście spotkać dzień wcześniej.
– Ojcze – powitał go z należnym szacunkiem, którego w życiu od niego nie oczekiwała. Ucałował jego dłoń, a mężczyzna pogładził go po głowie, jak malutkiego chłopczyka.
– Sebastianie – odpowiedział czule, po czym omiótł spojrzeniem otoczenie. Przez krótką chwilę jego wzrok był skupiony na Lilianie, jednak zaraz potem na plac wkroczył kolejny człowiek, tak samo usłużny wobec nowoprzybyłego.
– Ojciec Horacy – wyrzuciła w końcu, stając tuż jego plecami. Miała tylko nadzieję, że się nie myliła.
– To Liliana, rycerz samej Gwardii Królewskiej – przedstawił ją Sebastian z szerokim uśmiechem na twarzy. ­– Otrzymała zadanie wspierać nas pomocą w archiwach.
Nie wiedziała co odpowiedzieć na „nas”, bo nawet jeśli słyszała o pracy z Horacym, to nie sądziła, że dotyczy to także irytującego chłopaka. Dlatego skinęła tylko głową na przywitanie, decydując nie okazywać w nim ani wyższości ani niepotrzebnego uniżenia.
– Gwardia Królewska, tak? – powtórzył cicho mężczyzna. – Kto by pomyślał, że oddadzą nam jednego ze swych wiernych druhów. Pokaż jej miejsce naszej pracy, Sebastianie, ja pójdę porozmawiać z doradcą jego wysokości.
Zostawił ich samych, otoczonych jedynie przez strażników na koniach, którzy przypatrywali się Lilianie. Niektórzy wyrażali jedynie ciekawość, inni zdumienie aż po niechęć.
– Wiedziałeś od samego początku – burknęła obrażona.

– Wiedziałem, zanim się pojawiłaś. 

***

Witam z drugą częścią rozdziału ; ) 

Zdecydowałam się na powrót do perspektywy Liliany. Zastanawiam się, co myślicie o jej nowych "kompanach". 

Wiem, że ostatnio językowo trochę kuleję, ale wolę pisać słabiej niż w ogóle, a kiedyś na pewno to poprawię. 

Nie chwaliłam się też, ale niedawno obchodziłam swoją pierwszą rocznicę na blogspocie. Chciałam z tej okazji podzielić się swoimi przemyśleniami, ale ostatecznie zrezygnowałam. Bo chyba i tak nie mam nic szczególnego do powiedzenia, poza tym, co już napisałam pod poprzednim rozdziałem i hm... wciąż mnie zaskakuje, że ludzie tutaj tak ładnie piszą, naprawdę. Kiedy się wprowadzałam, to się nie spodziewałam. Tak samo jak tego, że tutaj tyle wyrazistych osobowości. Każdy ma inne poglądy i inne doświadczenia, a że ja lubię się z innymi nie zgadzać, to jest mi tu dobrze. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale uważam, że to strasznie nudne, jak każdy ma takie samo zdanie. Od drugiego człowieka można się wiele nauczyć, jeśli tylko się chce, a samą dyskusję potraktuje jako naukę dla siebie a nie dla innych. Polecam, na serio ; ) 

No! To, że jestem tutaj rok, nie znaczy że jestem nowa w Internetach haha. Kiedyś prowadziłam bloga jako szczeniara, ale opuściłam ten świat, bo mnie zraziło sianie fermentu wokół. Teraz jestem już dorosła i taki ferment po prostu olewam, ale wiecie jak to dzieciak - wszystkim się przejmuje. A opowiadania to piszę chyba od podstawówki, kiedy nauczycielka powiedziała mi, że mam wyobraźnię jak Ania z Zielonego Wzgórza. Pewnie zrobiła to, żeby było mi miło, bo robiłam mnóstwo błędów, ale i tak to pamiętam haha. No ale rok to rok, więc się chwalę :D 

Pozdrówki! 

12 komentarzy

  1. Liliana ma zdecydowanie za małe poczucie własnej wartości. Ale jakoś próbuje sobie radzić. Absolutnie nie podoba mi sposob Karania w gwardii za niesubordynacje, a kompani Lilany nie przypadli mi do gustu. Ale teraz ci sie zmieniają...dlatego mogą zaczac mi sie podobać :D Sebastian wlasciwie juz zaczął, swietnie podszedł do dziewczyny :D a jego ojciec juz teraz wydaje sie mądrym człowiekiem, z dobrym podejściem do innych. Jestem bardzo ciekawa, co bedzie dalej. Jesli chodzi o sprawy techniczne, faktycznie było troche zgrzytów; niektóre zdania były przydługie, czasem pozbawione sensu, jakbys je poprawiała i zgubiła cos po drodze; dodatkowo gdy opisujesz kogoś, czasem wstawiasz niepotrzebnie rzeczownik określający podmiot-jakbys mowila o kimś innym, mimo ze tak nie jest. Jako ze pisze z komórki, wrzucę tylko jeden przykład: "Nie chciała, by ktoś patrzył na plecy dziewczyny, komentował sposób jazdy, który przecież nie należał do doskonałych"-przez "dziewczynę" mylisz czytelnika, który doszukuje sie w tymkogos innego niz Lilianę. Ja w sferze blogowej jestem od bardzo dawna i nawet jak przez ponad trzy lata nie pisałam blogów, to je czytałam ;) ma to swoj urok, pomimo wad ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy takich typkach to nawet nie ma szansy na rozkwit. Ale każde zdarzenie wiele jej uczy i tutaj też sporo ważnych rzeczy się wydarzy.

      Horacy w sumie nie jest ojcem Sebastiana, to po prostu "ojciec Horacy", czyli coś w rodzaju kapłana :D
      Z tym podmiotem to przejrzę potem jeszcze raz, dziękuję bardzo!! Ale skłonność do długich zdań to już większy problem, bo leczę się od dobrych kilku lat hahaha Po prostu w życiu mam tendencję do mówienia szybko i dużo w krótkim czasie XD Przez co wszystko wydaje się zawiłe i nie zawsze z sensem haha

      Pozdrawiam: ))

      Usuń
  2. O! Jestem tu druga! To super ;)
    Ogólnie co ja ci będę mówiła, jak ty już wszystko wiesz! Oczywiście, że opowiadanie mi się podoba, świetnie piszesz, a ja tu na 100% zostanę. Jestem ogromnie ciekawa co będzie dalej, ale brak kolejnego rozdziału zasmucił mnie jak nigdy dotąd, dlatego...
    Weny, czasu i sprawnego kompa
    Pozdrawiam
    ROLAKA z http://granica-olimpu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się cieszę ; ))
      W sumie to nie wiem wszystkiego, więc jak coś, to możesz śmiało mi pisać o swoich odczuciach, przewidywaniach i przemyśleniach. Ale jak ci się nie chce, to też jest okej :D
      Szybko ci poszło dotarcie aż tutaj, jestem pod wrażeniem i strasznie mnie to cieszy. Kolejny rozdział muszę poprawić pod względem jednego wątku, ale poza tym jest już gotowy. W następny weekend postaram się dodać ; )
      Pozdrawiam serdecznie ; )

      Usuń
  3. Aj, co za paskudne towarzystwo otacza Liliannę. Zdecydowanie nie podoba mi się ta banda i współczuję dziewczynie, że została przydzielona do tej grupy, ale co zrobić? Chciała zostać rycerzem, to musi się dostosować. Płeć teoretycznie nie powinna nic znaczyć, ale jednak dla tych mężczyzn ma duże znaczenie, skoro traktują ją w taki sposób...
    Ona sama powinna trochę zwalczyć o pozycję, nabrać więcej pewności siebie. W innym przypadku zawsze będzie traktowana z góry. Niech weźmie chociaż przykład z Gai. Tamta dziewczyna też nie jest stawiana na równi z innymi, ale przynajmniej potrafi walczyć o własne zdanie. Lili tego brakuje.
    Kristof jest okropny. Momentami mam ochotę sama zdzielić go w ten pusty łeb i nie do końca rozumiem, czemu Chaber nie reaguje na jego wyskoki. Lili porównała tego typka do Nadara, a mi się wydaje, że Nadar to przy Kristofie niesamowicie sympatyczny i kontaktowy mężczyzna.
    Na sam koniec Sebastian... Ten też mnie intryguje. Nie wiem, jaka będzie jego rola. Chłopak jest irytujący, ale wolę jego towarzystwo niż rycerzy.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta grupa udowadnia, że w gwardii są różni rycerze i nie każdy to typ księcia na białym koniu. Dotyczy to tak samo Kristofa, jak i samego Chabra.
      Liliana powinna pewnie zawalczyć, ale hm... no różni są ludzie. Ona nie ma takiej osobowości jak Gaja, co niesie za sobą różne konsekwencje. Fakt faktem że przez dużą część życia Liliana chowała się za Aaronem i nie do końca potrafi radzić sobie bez niego. Wciąż się tego uczy.
      Dziękuję ci za komentarz ; ))

      Usuń
  4. Współczuję Lilianie. W sumie tak mniej więcej wyobrażałam sobie tę rycerską społeczność - pełną samców alfa, którzy niekoniecznie szanują pozycję kobiety. I to przykre, że Liliana nie ma okazji dowieść, że jest naprawdę dobra i służy jako ten "przynieś, podaj, pozamiataj". Szkoda, że ten cały Chaber nie próbuje nic z tym zrobić i może jakoś zmienić tę hierarchię w grupie. Przez to, że jest taki tajemniczy w sumie nie wiadomo, jakie jest jego zdanie o kobietach-rycerzach. Ale pewnie nawet jakby chciał, to i tak nic by nie wskórał.

    Sebastian był troszkę... złośliwy z tym, że nie powiedział Lilianie, że wie o wszystkim, ale skoro opiekuje się nim ojciec, to pewnie spędza czas w zakonie czy coś, więc raczej nie ma w życiu zbyt wielu rozrywek. Jakoś się musiał pocieszyć :P No ale i tak nieładnie. Ich współpraca raczej nie będzie przebiegać łatwo.

    I rozbawiło mnie, że Liliana nie wiedziała o co chodzi z tym tytułem "ojca" xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że zachowanie Chabra też pozostawia wiele do życzenia. Czasami taka ignorancja może być o wiele gorsza niż złe traktowanie... chociaż w tym przypadku trudno mi powiedzieć. Kristof to kawał drania.

      twoje odczucia co do Sebastiana są trafne :D On jest trochę jak taki z dziczy wyciągnięty (zakładając, że klasztor to dzicz haha) i przez to szuka rozrywki w postaci odwiedzających. Ale czy ma taką trudną osobowość? Okaże się :D

      dzięki bardzo za komentarz! Pozdrawiam cieplutko (bo jest już cieplutko, w końcu <3)

      Usuń
  5. Moim zdaniem nie kulejesz językowo, ale w tym rozdziale było nieco literówek i technicznych spraw, ale jeżeli chodzi o sposób pisania to nie widzę, żeby było jakkolwiek gorzej.
    Czytając o tym, jak Liliana jest traktowana przez Kristofa, zaczęłam sobie wyobrażać co by było, gdybym była na jej miejscu i stwierdziłam, że prawdopodobnie zaźgano by mnie mieczem przez własny bunt, bo naprawdę nie znoszę pogardy i braku szacunku, więc w sumie dobrze, że żyje w naszych czasach, bo nie potrafię ugryźć się w język i byłabym w stanie umrzeć przez urażoną dumę. I myślałam o tym, co by się stało, gdyby Liliana zabiła Kristofa (skoro on ją przyduszał), pewnie miałaby niemałe kłopoty.
    Z tego Sebastiana to niezły łobuziak, ale coś czuję, że chyba jest okej i może nawet dogadają się z Lilianą.
    Lagara i cały ten świat wokół to strasznie niebezpieczne miejsce, zauważyłam. Dalej jestem pod wrażeniem wykreowanego przez Ciebie świata.
    Weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię się użalać nad tym, jak piszę, zwłaszcza gdy mam przerwy haha

      Z tą urażoną dumą, to pewnie mogłabyś przybić sobie piątkę z Gają ;p Chociaż wydaje mi się, ale to tylko prywatna opinia, że właśnie takie a nie inne zachowanie wynika też z wychowania, nie tylko w rodzinie, ale też w społeczeństwie. Ja i ty jesteśmy inaczej wychowane niż Liliana, tak samo inaczej wychowano Gaję czy Milana. Dla Milana chociażby duma ma ogromne znaczenie, Gaja z kolei chce cały czas iść pod prąd, bo jest mieszanką wybuchową rodziców, a dla Liliany czy Aarona zawsze największym celem w życiu było "przeżyć". Nie jestem pewna, czy oni na tym etapie w ogóle rozumieją znaczenie pojęcia "godność" czy "szacunek", w każdym razie na pewno nie oceniają tego tak jak pozostali.

      Dzięki bardzo za komentarz ; ))

      Usuń
  6. Zauważyłam w tym (i poprzednim też) rozdziale, że starasz się bardzo wyraźnie zaznaczyć pozycję kobiet w świecie. Pokazujesz, że są przez żołnierzy traktowane przedmiotowo i że nawet gdy dostaną się do Gwardii to i tak nie są honorowane tak bardzo, jak faceci. Bardzo dobrze, że o tym piszesz, bo to bardzo ciekawy wątek! ;)
    Ta grupa Chabra zaczyna mi się coraz bardziej podobać. Faceci są tam straszni, Lili traktowana jak ścierka, z którą nikt się nie liczy, ale to tylko wzmaga ciekawość :D Nie pozwalasz nam się nudzić, a że kosztem Lili... no trudno, życie :D Ja i tak myślę, że ona prędzej czy później udowodni, że jest warta więcej niż każdy myśli, tylko zupełnie nie wiem w jaki sposób mogłaby to zrobić.
    Ciekawi mnie też postać tego irytującego chłopca. Jak wielką rolę tu odegra?

    Z uwag powiem tylko tyle, że niestety pojawiło się tu sporo literówek, złych odmian wyrazów albo niepotrzebnych słów. Może nie było coś strasznego, ale czasem utrudniało czytanie, bo wybijało z rytmu albo kazało dwa razy przeczytać jedno zdanie, żeby je zrozumieć. Nie wypisywałam tego, ale myślę, że jeśli jeszcze raz przeczytasz rozdział, to sama to wyłapiesz :D

    Na moment się żegnam, ale niebawem wrócę! ;-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem kobietą, to uważam to za swój obowiązek haha. A tak na serio - wydaje mi się, że pisząc o kobiecie, nie da się zignorować problemu jej pozycji społecznej. W moim świecie ta pozycja chyba i tak nie jest najgorsza, chociaż pozostawia wiele do życzenia.

      Literówki oczywiście poprawię. Wiem, że może się pojawiać trochę błędów, ale ostatnio postanowiłam, że lepiej publikować z niedoskonałościami niż zostawić tekst do wiecznej poprawy. Niedługo mam zamiar przejrzeć tekst od nowa i wtedy wszystko zrobię na cacy!

      Dzięki bardzo za komentarz!

      Usuń

© Halucynowaa | WS | X X X