sobota, 15 lipca 2017

Rozdział IX cz.3

Wyruszyli dokładnie tak, jak zarządziła kapitan. Pogoda im sprzyjała , bo dla odmiany słońce zagościło na niebie, rozlewając ciepłe promienie. Doprawdy towarzyszył temu chłód i pierwsze przymrozki, ale chyba wszystko było lepsze od tego nieustającego deszczu.
Milan na poważniejsze wyprawy wyruszał, zanim jeszcze zakończył szkolenie. Nie należały one do szczególnie niebezpiecznych, ale z pewnością nie miały zbyt wiele wspólnego z pilnowaniem lasu – zadaniem, które otrzymywało większość początkujących. Po wielu latach spędzonych w zamku przekonał się o wadze urodzenia rycerza, które rzekomo nie powinno mieć znaczenia w szeregach Gwardii Królewskiej. Wcześniejsze ukończenie nauk umożliwiano jedynie osobom posiadających odpowiednie koneksje, czasami wyjątki robiono dla szczególnie uzdolnionych. Należał do nich Aaron, który mimo niejasnego pochodzenia brał udział w wyjazdach przeznaczonych dla w pełni wyszkolonych. Z Milanem poznali się podczas obrony zamku południowego, nękanego przez barbarzyńców. 
Mimo bogatego jak na szesnastolatka doświadczenia, Milan po raz pierwszy miał zawitać w stolicy. Dzieciństwo spędził na południowym zachodzie, gdzie jego rodzina posiadała ziemie. Później zamieszkał w Lagarze, a wszelkie wyprawy bardziej oddalały go od centrum niż odwrotnie.
Dlatego, kiedy w polu ich widzenia pojawiły się grube mury zamku władcy, nie powstrzymał głośnego westchnienia. Czekała ich jeszcze minimalnie godzina drogi, ale budowla wznosiła się ponad las, zapierając dech w piersiach. Milan jeszcze nigdy nie widział tak ogromnej konstrukcji, a przecież zamek rycerzy gwardii wcale nie należał do małych.
– Pierwsza obrona stolicy – wyjaśniła mu Mildred. – Nazywają go Gigantem, chociaż najwyższy to on na pewno nie jest, mury za to ma grube. Nie wiem, czy cokolwiek przebije to cholerstwo. Wróg zyskałby szanse tylko przez dywersję, najlepiej znalezienie jakiegoś tajnego przejścia, żeby rozwalić wszystko od środka. Jednak to i tak nie pozwoli mu zdobyć zamku królewskiego, którego strzeże jeszcze jeden mur, nazywany Fantazją.
– Dlaczego Fantazja? – zapytał, nie mogąc oderwać wzroku od budowli.
– A kij ich wie – parsknęła. – Mur otacza fosa i cała masa innych „udogodnień” , a to przeklęte wzgórze sprawia, że mur nie jest prosty tylko leci falą. Budowniczy szukali odpowiedniego podłoża i im wyszło takie szlaczki.
W końcu dotarli do bramy, która miała wpuścić ich do miasta. Mildred wyprzedziła pozostałych, żeby skontaktować się ze strażą królewską, a Derwan czekał tuż za nimi, wyraźnie znudzony.
– Mówiłeś, że odwiedzałeś tamtą jaskinię jako dziecko – zagadał Milan mężczyznę, który pomimo wspólnej, dwudniowej podróży wciąż pozostał dla niego tak samo obcy. Praktycznie nic nie mówił, a na pytania odpowiadał lakonicznie. Jeśli już podejmował inicjatywę, to tylko przy pokonywaniu przeszkód na drodze.
Jak mógł się spodziewać, Derwan milczał… jednak obrócił głowę w jego stronę, czekając na rozwinięcie tej myśli.
– Jak ona wtedy wyglądała? – kontynuował rycerz, niezrażony brakiem zadowalającej reakcji. Nie wyrażał tym ciekawości dziecka, pytanie miało konkretny cel. Prawdopodobnie  nowy kompan to wyczuł, bo powiedział:
– Pomieszczenie było zawalone, ale kamień miał bardzo jasny odcień. Widzieliśmy jedną połamaną pryczę.
– A znak? Ten na ścianie…
– Nie kojarzę żadnego – rzucił sucho, tak że Milan nie potrafił ocenić, czy skłamał.
– Rozmawialiście z opiekunami o tej kryjówce?
– Na początku nie. Później jeden z nas nie mógł się wydostać, więc szukaliśmy pomocy u starszych…
„Jak każdy dzieciak” pomyślał Milan, przypominając sobie sytuację z własnego dzieciństwa.
Chociaż on by do jaskini nie wlazł. Do tej pory czuł się wyjątkowo niekomfortowo przy braku światła. Niektórzy to uznawali za traumę po tym, jak wpadł do studni, ale jego nie atakował strach. Jedynie niepokój, bo ciemność zawsze przynosiła coś złego, mniej lub bardziej.
Miał dużo szczęścia, bo przyszedł na świat jako pierworodny syn. Nawet jeśli posiadał starszych braci, to jemu przypadał majątek i szacunek, to on miał reprezentować rodzinę i decydować o jej losie. Nawet po przyjściu na świat młodszego rodzeństwa, traktowano go jak małego księcia. Za tym wszystkim szedł cały szereg oczekiwań czy obowiązków, ale Milan nie narzekał. Lepiej żyć tak, niż walczyć z losem bękarta albo następnego w kolejce do spadku.
Spośród przyrodnich braci tylko jednego pamiętał. Nie z imienia, ale twarz, włosy, postura… to wszystko utkwiło w jego umyśle.
Miał jasną czuprynę z rudym odcieniem, a także tęczówki w identycznym kolorze jak Milan. Był od niego wyższy, ale chudy jak patyk. Milan zawsze żył w przeświadczeniu, że pozostali w rodzinie go nie znosili. Nawet jeśli mrugali do niego przyjaźnie, to najchętniej utopiliby go w kałuży. Ten należał do zupełnie innej kategorii, bo darzył go otwartą niechęcią. Kiedy pewnego dnia jako chłopiec krzyknął „daj mi to!”, w odpowiedzi usłyszał jedynie „Wyjazd stąd, bachorze”. Milan wtedy nie ruszył z miejsca, więc brat chwycił go za przedramię i siłą wypchnął z pomieszczenia przy akompaniamencie „Powiem ojcu!”. Oczywiście ojciec o niczym się nie dowiedział.
Łaził za nim jak mały kundel, aż w końcu przez to wszystko wpadł do studni. Rozbił głowę, cudem uniknął kalectwa. Brata więcej nie zobaczył. Przynajmniej nie pamiętał, by go jeszcze spotkał.
Od tamtej pory ostrożnie podchodził do spacerów w okolicy, choćby znanej. Wyleczył strach związany z ciemnością, ale dyskomfort pozostał. Chociaż nie potrafił powiedzieć, z czego ten stan wynikał, bo na dnie studni leżał nieprzytomny. Nie licząc kilku połowicznych powrotów świadomości, przebudził się dopiero w ciepłym łożu własnego domu. Pierwszym, co zobaczył, była głowa matki oparta na pierzynie.
Brakowało mu domu. Jako rycerz nie będzie mógł tam wrócić na stałe, ale… zawsze mógł prowadzić życie jak ojciec – z wyłączeniem płodzenia dzieciaków w każdej napotkanej gospodzie.
Nabrał głośno powietrza, powracając do chłodnej rzeczywistości. Mildred właśnie zakończyła rozmowę ze strażnikiem i przywołała go ręką.
Kiedy przekroczyli progi stolicy, pierwszym, co rzuciło się w oczy młodemu rycerzowi, był tłok. Masa ludzi łaziła, krzyczała, coś ciągnęła, kogoś tłukła. Ludzi chodziło tak dużo, że z trudem prowadził konia. Mimo to dostrzegł niemal od razu, że sprawiali oni wrażenie o wiele bogatszych niż w pozostałych częściach kraju. Większość nosiła trzewiki, niektórzy prezentowali nawet pozłacane ozdoby, w szczególności bransolety. Nawet stroje, chociaż równie skromne jak w innych miastach, sprawiały wrażenie jakby nowszych, czystszych.
 – Oddaj japka, ty stara jędzo! – Mężczyzna w podeszłym wieku wymachiwał pięścią w kierunku kobiety, która chowała za plecami worek, najpewniej wypełniony owocami.
– Talizman zdrowia za trzy miedziaki! – wołał chłopak w podobnym wieku co Milan. – Tylko trzy miedziaki, ręka od trądu nie odpadnie, gdy moc amuletu tobą zawład… – przerwał, napotykając spojrzenie Mildred. Rycerz nie powiedziała jednak nic, bo chłopak zaraz zniknął.
Przeciskanie przez taki tłum nie należało do najłatwiejszych, im wyżej zmierzali, tym więcej wysiłku kosztowała ich jazda na koniu. Dodatkowe utrudnienie stanowiły wąskie uliczki, gdzie jeśli akurat nie przebywała zgraja pospólstwa, to co chwilę z rogu wyskakiwał nieostrożnie jakiś mieszkaniec, omal nie powodując zderzenia z koniem.  Ponad to niemal każda napotykana osoba wbijała w nich swoje ciekawskie spojrzenia, jakby przyprowadzono im egzotyczne zwierzę.
– A oto Fantazja – wysapała Mildred, kiedy dotarli do kolejnego muru, tym razem nieco niższego. Tak jak wspominała, wyróżniała go nierówna konstrukcja i fosa, która jednak sama w sobie nie robiła wielkiego wrażenia. Dla Milana była płytka i niewielka, przez co jej wartość obronną oceniał marnie. Z drugiej strony jeśli przeciwnika nie zatrzyma Gigant, wątpił, by zrobiło to cokolwiek innego.
Okrążyli mur, żeby dostać się do mostu zwodzonego, pilnowanego przez siedmiu strażników. Każdy z nich nosił wypolerowaną zbroję, która na polu walki nie wytrzymałaby nawet porządnego kopnięcia.
Niedługo potem wkroczyli na teren dworu królewskiego, w towarzystwie nadwornego rycerza, który wskazał im drogę wprost do tutejszego dozorcy.
Milan nie miał czasy podziwiać przepięknych terenów pałaców ani ogrodu, chociaż ten robił wrażenie z daleka. Nie tylko bujnością zagranicznej roślinności, ale i przepięknymi dekoracjami: ścieżkami, rzeźbami czy ławeczkami.
– Nie wiem, czy król zechce was przyjąć – burknął do Mildred dozorca, patrząc gdzieś obok jej ramienia.
– O tym zadecyduje sam król – warknęła kapitan. – Tak samo jak o tym, cóż uczynić z człowiekiem, który nie przekazał mu pilnej wiadomości.
– Zdobędę stosowne informacje i wam je przekażę, rycerzu – rzucił z pogardą i zniknął za drzwiami, pozostawiając ich na zewnątrz.
– Przydaj się na coś, Derwan i zaprowadź konie do stajni – rozkazała do obcego, rzucając w niego lejcami. Milan pewnie by wyśmiał takie zachowania, a starszy mężczyzna po prostu zignorował… ale Mildred zionęła taką furią, że nikt nie śmiał polemizować.
Nie miała mimo to okazji prezentować złości, bo na drodze stanęła im grupa pięknie ubranych kobiet, kroczących w towarzystwie strażników. Na ich czele szła dama o tak silnej urodzie, że chociaż pozostałe były od niej stanowczo młodsze, to w jej towarzystwie blakły, niczym źdźbło trawy obok zakwitniętego rododendronu.
Milan nie musiał się długo zastanawiać. O urodzie królowej Aurory śpiewano pieśni nawet na jego rodzinnych ziemiach, a wysoko uniesiona głowa i złoty diadem nie pozostawiały miejsca na wątpliwości.
Sądził, że grupa ich wyminie, najprawdopodobniej ignorując, ewentualnie dając znak „dostrzeżenia”. Byli przecież tylko rycerzami. Ukłonił się sztywno, czekając, aż ciemnowłosa piękność zniknie mu z oczu, ale ta nagle zatrzymała się i spojrzała wprost na niego.
– Czy to nie rycerze Gwardii Królewskiej? – zapytała jednego ze strażników towarzysząca królowej dama dworu, ale czy i co jej odpowiedział Milan już nie słyszał… bo królowa Aurora do nich podeszła, sunąc po podłożu jak nimfa.
– Wasza wysokość – powiedziała Mildred z takim szacunkiem, że jej głos brzmiał wręcz nienaturalnie. Zniknęła złość i frustracja, pozostało tylko rycerskie wychowanie.
– Niesamowite, czy to nie słynna gwardzistka, Mildred córka Magnusa z Kowalów? – przemówiła melodyjnie królowa. Nie czekała jednak na potwierdzenie. – Pierwsza kobieta rycerz, pogromca tych zamorskich szaleńców, to niesamowite móc cię zobaczyć na własne oczy – mówiła o niej bardziej jak o zjawisku niż człowieku, ale i tak trudno uwierzyć, że tak wiele o niej wiedziała.
– Pani, to zwycięstwo było wynikiem pracy wielu ludzi, również tych, którzy polegli. Ja jedynie dołożyłam swoją…
– Całkiem widowiskowo – wtrąciła. – Nic dziwnego, że Kasandra właśnie ciebie wybrała do gwardii… oczywiście odkąd mogły w niej walczyć kobiety. Któż ci towarzyszy, Mildred?
– To jest Milan, wasza wysokość, niedawno ukończył szkolenie w Lagarze – wyjaśniła kobieta, a on pomyślał, że chyba nie mogła go gorzej przedstawić przed królową. Zacisnął zęby.
– Możesz powstać, Milanie – rzekła królowa, a on nie wahał się wykonać polecenia, choćby po to, żeby zaznaczyć swoją posturę.
Czuł spojrzenie każdej damy dworu, jak go mierzą od stóp do głów i utrzymanie neutralnego wyrazu twarzy po prostu mu nie wyszło. Sama Aurora uniosła brwi, ale po chwili na jej twarzy pojawił się przepiękny uśmiech, który momentalnie skradł jego serce.
– Jak mniemam, sprowadzają was do stolicy pilne sprawy, nie chciałabym spowalniać misji, którą was obarczono.
– Pani, na razie czekamy na spotkanie z królem…
– To pewnie jeszcze długo przyjdzie wam czekać, gdyż mój małżonek nie wstał dzisiaj w wyśmienitym humorze – westchnęła teatralnie. – Ale być może jestem w stanie coś z tym zrobić.
Po tych słowach ruszyła dalej, pozostawiając rycerzy z ich własnymi myślami.
Milan nie miał wątpliwości, że osoba taka jak królowa Aurora mogłaby ściągnąć dla siebie kawałek nieba samą urodą. Nawet jeśli była w wieku jego babki. Natomiast nie sądził, żeby chciała skorzystać z wpływów dla pospolitych przejezdnych gwardzistów.
Niedługi czas później już wiedział, że się mylił.
Stali cały czas w tym samym miejscu, kiedy podszedł do nich dozorca… ten sam wstrętny, typ, który okazał im lekceważenie. 
– Król przyjmie was wieczorem. Czekajcie przy drzwiach do sali tronowej – przekazał im, rezygnując ze złośliwości. Jednak zanim odszedł, rzekł bezpośrednio do Milana. – Królowa na ciebie oczekuje w ogrodzie, rycerzu.
Tym krótkim zdaniem całkowicie zbił go z tropu, ale Mildred nie sprawiała wrażenia zaskoczonej. Wręcz przeciwnie. Wyglądała, jakby właśnie takiej informacji oczekiwała.
Milan nie mógł sobie wyobrazić, żeby królowa czegokolwiek do niego chciała. Nie miał zaniżonego poczucia własnej wartości, ale nawet się porządnie nie przedstawił.
– Zawitałeś kiedyś na dworze, Milanie? – zapytała go Mildred, kiedy dozorca zniknął im z oczu.
Młody rycerz pokręcił głową, próbując ukryć przestrach na myśl spędzenia tyle czasu w towarzystwie żony władcy.
– W takim razie miej się na baczności – przemówiła ostro. – Zarówno król, jak i jego wybranka prezentują klasyczne podejście do formacji rycerskich. Nie daj się zwieść grzecznościami, nie bez powodu naszą audiencję wyznaczono na wieczór. Możesz sądzić, że takie spotkanie nic nie zmieni w twoim życiu, ale… tradycyjnie młodych rycerzy traktowano ja maskotki. Królowa zabawi się twoim kosztem i odejdzie, ale jeśli pozwolisz sobą sterować, plamę na reputacji nie zmażesz żadnym czynem. Z drugiej strony musisz spełnić jej oczekiwania, zuchwalstwo pozbawi cię statusu rycerza w gwardii… w najlepszym wypadku.
– Rozumiem – wycedził przez zaciśnięte zęby, bo chociaż powinien okazać wdzięczność za tę radę, tak naprawdę poczuł frustrację.
– To dobrze – odparła, unosząc brwi. – Bo będziesz jednym z ładniejszych bawidamków, więc i propozycji może być więcej. Nie dotykaj żadnej damy dworu, bo stracę do ciebie szacunek.
Chciał jej na to odpowiedzieć, ale wtedy wrócił  Derwan, więc zacisnął szczęki. Chociaż komentarz aż cisnął mu się na usta… bo Mildred narzekała na klasyczne podejście do rycerzy, a sama potraktowała go jak laleczkę do zabawy.
Mildred musiał nazywać swoim kapitanem, ale poza tym widział ją jako głupią babę, która burzyła racjonalny porządek świata.
– Przygotuj się, Derwan, bo król nie przepada za niechlujstwem – rzekła do mężczyzny.
– Wzrok jego wysokości będzie z pewnością skupiony na tobie, rycerzu – odparł, mierząc ją wzrokiem.
Nie skłamał. Mildred na pewno nie wpasowała się w gust Sambora, bo ani nie wyglądała ani jak mężczyzna ani piękna kobieta, której można wybaczyć omyłki.
– Milan został zaproszony na spotkanie z królową – rzekła, ignorując tę złośliwą uwagę. – Chcesz dołączyć?
– Oczywiście nie chcę. Moje kondolencje, Milanie – zakpił, a to była chyba ich najdłuższa do tej pory rozmowa i pierwszy raz, kiedy zwrócił się do kogoś po imieniu.
– Pamiętaj, żeby przed wieczerzą czekać pod salą audiencji – przypomniała Mildred. ­– Derwan, my idziemy pomówić ze strażą.
Milan długo stał w miejscu, patrząc, jak dwójka nielubianych przez niego ludzi znika w bocznym wejściu do zamku. Nie mógł dłużej czekać, więc ruszył w stronę parku, gdzie miał znaleźć królową i towarzyszące jej damy dworu. Przybrał neutralny wyraz twarzy, wyprostował maksymalnie plecy, przeczesał brązowe włosy. W jego stronach noszono je krótko przycięte, więc nie musiał walczyć z nieładem. Niewielki ruch dłonią absolutnie wystarczył, żeby sprawić nienaganne wrażenie. Przynajmniej on tak twierdził.
Ciekawskie spojrzenia grupy kobiet zwróciły uwagę młodego rycerza, jeszcze zanim zdążył podejść. Królowa doprawdy rozmawiała z jednym ze służących, ale jej towarzyszki szeptały między sobą, omal nie wskazując na niego palcem. Wszystkie były śliczne, ładnie ubrane i wesołe. Milan pomyślał, że to obrazek iście dworski, kiedy królowa odwróciła się w jego stronę. Wtedy w umyśle rycerza wyblakły wszelkie rozważania.
– Wasza wysokość – powiedział, kiedy już dotarł dostatecznie blisko, by nie musieć podnosić głosu.
– Dobrze, że do nas zawitałeś, Milanie – rzekła melodyjnym głosem, a na jej twarzy zagościł uśmiech. – To jeden z rycerzy Gwardii Królewskiej, który gości w stolicy – wyjaśniła towarzyszkom, zaspokajając ich ciekawość. Milan nie do końca je widział, bo obraz zlał mu się w wielką plamę, na której stała królowa Aurora.
Zarówno w domu w Zalesiu jak i w Lagarze niewiele mówiono o kobietach, które nie odgrywały znaczącej roli w polityce czy bitwach. Jednak żona wielkiego Sambora zawsze budziła zainteresowanie. Ponieważ przyszła na świat jako córka podległego władcy księcia, początkowo nie widziano jej na szczycie władzy. Jednak w pewnym momencie śluby z zagranicznymi rodami zaczęły budzić niechęć, więc młodemu królowi nakazano znaleźć wybrankę wśród rodzimych możnych. Nikt nie miał wątpliwości, że Aurora to idealna kandydatka. Piękna jak bogini, a przy tym wszystkim pogodna i dobrze urodzona zrobiła wrażenie na wszystkich. Jej uśmiech poprawiał nastrój każdemu żołdakowi. Już od dnia ślubu obraz Aurory zaczęto przywoływać jako ideał żony, wybranki serca. Nawet po wielu latach, kiedy królowa doczekała wnuków, wciąż budziła zachwyt każdego, kto ją ujrzał.
­– Usiądź – wskazała Milanowi miejsca na drugim kocu. Bez wahania wykonał polecenie, utrzymując odpowiednią postawę.
– To niesamowite – wyraziła zachwyt jasnowłosa dziewczyna, niewiele starsza od niego, która siedziała obok… Gai?
Przez długą chwilę wpatrywał się w marchewkowy warkocz, nie słysząc ani słowa z pytań innych dam dworu.
Dopiero kiedy przemówiła do niego królowa, otrząsnął się z szoku. Wtedy dotarło do niego, że chociaż dziewczyna była niezwykle podobna, nie mogła być tą rudą złośnicą. Jej długie włosy spleciono w ozdobny warkocz, na głowę włożono skromny diadem, a bordową suknię udekorowano złotymi haftami. Gaja na głowie miała tylko swoją czuprynę, której nie potrafiła ulizać, cóż dopiero pleść, a ponad wszystko zawsze chodziła w spodniach. To zasadnicza różnica, chociaż rysy twarzy, budowę ciała miały tak siostrzaną, że przy pierwszym wrażeniu łatwo je pomylić. Chociaż butny wyraz twarzy tej dziewczyny skrywał się za zasłoną królewskich pozorów.
– Czyżbyś zobaczył marę, rycerzu? – zapytała uroczo i wtedy czar prysł… bo jej głos brzmiał tak inaczej, że Milan przysiągłby, że pochodził z innej krainy.
– Nie – odpowiedział i ponownie skupił spojrzenie na królowej.
– Twoja uroda, Marianno, zawsze zwraca uwagę, ale nie porównuj się do leśnych demonów – powiedziała karcąco Aurora.
„Więc to ona” pomyślał, chociaż powinien wpaść na to wcześniej.
– Jest gwardzistą, takim jak Gaja? – zapytała królowej dziewczyna, nagle całkowicie ignorując Milana, jakby wspominała nieobecnego.
– Zupełnie innym – burknął, kryjąc niezadowolenie. Marianna nie zareagowała, wciąż czekała na odpowiedź babki.
– Zachowujesz się niestosownie – powiedziała królowa, przywołując rudowłosą do porządku.
– Wybacz, rycerzu. – Zatrzepotała sztucznie rzęsami, a Milan wyczuł w tym bardziej pogardę niż żal. ­– Nie chciałam cię obrazić, zrównując z kobietą.
– Poznałem twą siostrę, wasza wysokość i wiem, że chęć obrażenia kogokolwiek nawet nie przeszła by ci przez myśl – rzucił, hamując wszelkie niepotrzebne reakcje. – Jesteście bardzo podobne.
Marianna otworzyła usta, żeby to skomentować, ale wtedy obydwoje usłyszeli wesoły śmiech Aurory. Dziewczyna pochyliła głowę i zacisnęła dłonie na sukni.
– Bardzo cenię rycerzy gwardii właśnie za to – rzekła królowa, poprawiając białą rękawiczkę. – Chociaż prawdopodobnie to ja mam szczęście trafiać na takie okazy.
– To pewnie przez te przygody, pani – zachichotała jedna z dwórek. Miała czarne włosy, piękne, pełne usta, z pewnością przeganiała urodą księżniczkę. Jednak sposób wypowiedzi z jakiegoś powodu raził Milana, jakby miał do czynienia z kimś niewybaczalnie głupim. Powinien tego nie okazywać, ale nie powstrzymał uniesienia brwi.
– Słyszałam, ze rycerze gwardii nie posiadają żon, czy to prawda? – zapytała kolejna, z wyglądu przypominająca poprzednią, z tym że jej twarz zdobiły ostrzejsze rysy.
– Nieprawda – odpowiedział krótko.
Mimo to mało która chciała poślubić gwardzistę, ale tego postanowił nie dodawać. Od razu przed oczyma zobaczył twarz sfrustrowanej matki, która musiała wszystko poświęcić, a w zamian otrzymała samotność przez praktycznie cały rok. Ojciec odwiedzał dom na kilka dni, najczęściej porą wczesnojesienną, kiedy należało dopilnować zbiorów. Nigdy z żoną nie wszczynali awantur, nie mieli na to czasu. Przy nim zawsze udawała zadowoloną, a on zachowywał się tak, jakby wcale nie czekało na nich kolejne rozstanie.
Tylko jeden raz usłyszał ich kłótnie, która dotyczyła bezpośrednio Milana. Dokładnie pamiętał wypowiedziane wtedy słowa...
„Nie zabierzesz mi syna. Nie jego!” mówiła podniesionym głosem. Co odpowiedział ojciec, nie dosłyszał.
– Tak?! To zabierz jednego z tych twoich bękartów! – krzyknęła, tym razem tak głośno, że przechodząca obok sypialni gosposia podskoczyła i przyspieszyła kroku. Milan ukrył się w ciemniejszym kącie, by za chwilę podejść do drzwi oraz przystawić ucho do dziurki od klucza.
– Nic o nim nie wiesz – dorzuciła matka, a kilkuletni Milan przełknął ślinę. – Nie widziałeś, jak dorasta…
– Widzę, jak zamieniasz go w kalekę – przerwał ojciec. Nie mówił głośno, ale z daleka można było zrozumieć każdą sylabę. – A on jest moim synem, wyrośnie na mężczyznę, którego sobie życzę.
– Nie rozumiesz…
– To ty nic nie rozumiesz – ponownie nie pozwolił jej dokończyć. – Dlaczego naszym pozostałym dzieciom nie poświęcasz tyle uwagi?
– Milan jest najstarszy.
– Dlatego zawsze najbardziej będzie skupiał na sobie uwagę. Musi zostać dobrze wychowany.
– On jest dobrze wychowany! – wrzasnęła, a Milan odskoczył od drzwi, przewracając przez przypadek miotłę opartą o ścianę. Hałas nie był wcale znaczący, ale i tak czmychnął do kuchni.
Po latach nie żałował, że zamieszkał w Lagarze. Jednak dla siedmiolatka opuszczenie rodzinnego domu kojarzyło się jedynie z drogą do piekła.
Ojca kojarzył niezbyt dobrze. Wiedział, że to ktoś ważny któremu musi pozostać posłuszny, ale poza tym nie rozumiał zbyt wiele. Podczas podróży do zamku gwardii uwierzył, że może między nimi powstanie więź. Wtedy wszyscy będą go poważać, bo tylko on zamieszkał z ojcem i tylko on z nim rozmawiał sam na sam.
Później przekonał się, że w trakcie szkolenia Ruben nie tylko nie miał czasu dla syna, ale i sam Milan nie nadążał nawet z porządnym snem. Często chorował, więc jak akurat nie trenował, to leżał w izolatce.
Mimo to każdy kolejny dzień w gwardii wzmacniał u niego szacunek do ojca, który życie poświęcił dla królestwa.
Spojrzał na zaskoczoną odpowiedzią dziewczynę i westchnął głośno. 
– Czyli planujesz założyć rodzinę? – dopytała blondynka, szturchając koleżankę.
– Nie planuję… – rzucił, skrywając irytację.
– Dlaczego? – Twarz dziewczyny posmutniała, zupełnie jakby miała zostać jego wybranką.
– Rycerze spędzają w domach nie więcej niż miesiąc w roku, Amando – wtrąciła królowa, a w jej głosie zabrzmiało zmęczenie. – W takiej sytuacji trudno utrzymać rodzinę.
– Ja bym dała radę – burknęła, po czym nagle rozpromieniła się i mrugnęła zalotnie do Milana. Najwidoczniej nie zdawała sobie sprawy, że on wciąż był za młody, żeby myśleć o poważnych zobowiązaniach uczuciowych.
– Doprawdy? – prychnęła Marianna. – Ile poznałeś żonatych gwardzistów, rycerzu?
– Dwóch – wycedził przez zaciśnięte zęby. Z trudem skrywał zdenerwowanie, powoli docierała do niego sensowność rad Mildred.
– Aż dwóch? – Aurora uniosła brwi.
– Tak, czwartego dowódcę i kapitana drużyny na mojej poprzedniej wyprawie… – zamilkł na chwilę, rozważając następne słowa. Zdecydował zaryzykować – Kasjana.
Jak przewidywał, twarz królowej pociemniała, a w błękitnych oczach zajaśniał dziwny blask, którego nie potrafił sklasyfikować. Przez długą chwilę milczała, jakby walcząc z samą sobą, aż w końcu przemówiła.

– Muszą mieć cierpliwe żony. Chociaż nie bardziej niż te w stolicy. – Posłała kobietom znaczący uśmiech, by zaraz potem zatopić się w rozmowie o trudach,  które znosiła płeć piękna. Milan słuchał, nie prezentując własnej opinii, w końcu i tak zdradził nazbyt wiele. Nie były to informacje szczególnej wagi, bo Kasjan jakkolwiek o małżeństwie nie rozpowiadał w gospodach, to wcale nie próbował tego ukryć. Mimo to w normalnych okolicznościach Milan nie widział potrzeby wypowiadania imienia innego rycerza, co uznawał za przykład plotkarstwa. Tym razem uznał, że reakcja królowej odpowie mu na co najmniej kilka pytań… i miał rację. Szkoda tylko, że w  tym wszystkim nie dostrzegł, że oczy Marianny śledzą każdy jego ruch. 


***

Zapomniałam dodać kilu słów od siebie, co przecież jest bardzo ważne haha (wiem, że nie, ale zawsze jakoś kończę, to nie będę wprowadzać tutaj chaosu). 

Tak czy inaczej ta część, jak w zasadzie ogólnie ten rozdział, zawiera w sobie mniej akcji, jest bardziej takim wstępem do dalszych wydarzeń. Mamy nową postać Derwana, poznajemy Mariannę wraz z rodziną królewską, pojawi się też nowe zadanie i nowe problemy. Mogę też dodać, że kolejny rozdział z kolei doda swoją cegiełkę do zagadki związanej z przełamanym mieczem, który tak poturbował Aarona. Nie mogę się doczekać! 

Ciekawi mnie, co myślicie o nowych bohaterach, dworze królewskim i zachowaniu Milana :D 

Pozdrawiam cieplutko! 

4 komentarze

  1. Hejka :)
    Podobał mi się te rozdział, pomimo że był dość spokojny. Zawsze miło jest poznać backstory bohaterów. Ojciec Milana sprawia wrażenie... takiego trochę dupka, jeśli przyrównać to do naszych czasów, ale to chyba taki typowy rycerz. Ale myślę, że dzięki temu Milan ma lepszy pogląd na życie kobiet związanych z rycerzami i jest bardziej odpowiedzialny.
    Królowa Aurora jest intrygująca. Trudno ocenić, czy ma jakieś... większe plany odnośnie Milana, ale na pewno nie zaprosiła go od tak sobie. Ale przynajmniej Milan spotkał się z Marianną i myślę, że ona będzie chciała się z nim spotkać ponownie, więc łatwiej będzie mu przekazać list od Gai.

    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo uwagi poświęcam Milanowi, a to zabawne, bo na początku wcale nie miał być istotnym bohaterem. To tylko pokazuje, że historia żyje własnym życiem haha.
      O ojcu Milana... albo raczej o całej tej rodzince jeszcze trochę będzie, ale na moje dobre wnioski wyciągasz. Spośród przedstawionych u mnie rycerzy nikt złoty nie jest :D Ale z pewnością to wychowanie miało na Milana duży wpływ.
      Dziękuję ci bardzo za komentarz!!

      Usuń
  2. Rozdział faktycznie spokojnu ale takie sa potrzebne szczególnie w opowiadanich, ktore są umiesczone w inych światach, gdzie trzeba bardziej szczegółowo przedstawiać rzeczywistość i zwyczaje. Milan nie do końca potrafi się odnaleźć, ale trudno mu się dziwić;wg mnie na razie idzie mu dobrze, ciekawe, co będzie na balu (ktorego nie mogę sie doczekać). Nie wiem, czy jest juz w tym wieku, by być bawidamkiem z prawdziwego zdarzenuia.
    Królowa z pewnościa jest intteresującą postacią i pewnie baaardzo inteligentna, na pewno coś tam sobie kombinuje. a Mariannw wydaje się trochę trzpiotkowata i ciekawska, ale pewnie też nie da sobie w kaszę dmuchać. ciekawe, jak się rozwinie między nimi znajomosć,jest też jeszcze kwestia listu. Na temat Derwana na razie zdania nie mam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Milan wygląda na ciut starszego niż jest, głównie dlatego, że chodzi cały czas sztywny i poważny. Jego sposób myślenia może nie należy do niezwykle dojrzałych, natomiast zachowanie już podlotka nie przypomina. Co nie zmienia faktu, że królowa głupia nie jest i widzi, że bawidamkiem z prawdziwego zdarzenia nie będzie. Przede wszystkim nie może haha. Nie po to go szkolili przez tyle lat na rycerza gwardii, żeby miał zabawiać damy dworu, Dymitr by chyba zszedł na zawał xD
      Marianna pod wieloma względami jest podobna do siostry, może ciut mądrzejsza.
      O Derwanie więcej informacji pojawi się później, na razie ma być tłem i widzę mi wyszło :D
      Dziękuję bardzo za komentarz!

      Usuń

© Halucynowaa | WS | X X X