sobota, 19 listopada 2016

Rozdział VI cz.1

Pierwszy dowódca 


Rycerze gwardii od zawsze budzili przestrach i szacunek. Uznawano ich za elitę, najlepszych spośród najlepszych. Trenowano od najmłodszych lat, tylko szczególne jednostki mogły kiedyś włożyć czarną zbroję, by później z dumą nazywać się wykonawcą woli samego króla.
Historia nie wskazuje początku ich istnienia. Najbliżsi wojownicy władcy funkcjonowali właściwie od zawsze. Jednak dopiero dwieście lat przed tym, kiedy na tronie zasiadł      Sambor I, wprowadzono szczególne zasady dotyczące przyjmowania rekrutów. Z czasem Lagara przestała być tylko twierdzą, stając się całym kompleksem szkoleniowym dla nieświadomych przeznaczenia chłopców. Po długim czasie ćwiczeń w zamknięciu, młodym pozwalano opuszczać tereny zamku, aby wykonywać najpilniejsze zadania.
Z czasem szeregi gwardii wzrastały, głównie żeby stanowić opór dla rosnących sił magnatów. Chociaż w stolicy jak i poza nią stacjonowały uzbrojone oddziały, żaden z nich nie dorastał do pięt rycerzom króla. Później jednak ich pozycja osłabła, głównie za sprawą rozwijającego się tworu państwowego, gdzie przytłaczające obowiązki władcy udaremniały mu sprawną kontrolę nad poddanymi. To właśnie wtedy stworzono specjalną pozycję pierwszego dowódcy.
Na początku miał on być jedynie doradcą w szeregach gwardii. Celem pozostawała jedynie kontrola, bez wnikania w przyzwyczajenia, tym bardziej bez możliwości wprowadzania zmian. Z czasem jego rola zyskiwała na sile, by ostatecznie z niewiele znaczącego pionka stać się prawdziwym utrapieniem. Najczęściej denerwował, wprowadzał nieprzyjemną atmosferę podejrzliwości, gdzie każdy fałszywy krok mógł zaprowadzić prosto do lochu. Jako wysłannik króla zazwyczaj o funkcjonowaniu samej gwardii wiedział niewiele, próbował więc przyrównać ją do innych formacji rycerskich. Do Lagary przybywał po to, żeby o sobie przypomnieć, bo na co dzień powierzano mu istotniejsze zadania. Stąd też formalnego zwierzchnika traktowano jak wroga.
Nic więc dziwnego, że nominacja na pierwszego dowódcę Dymitra bynajmniej nie ucieszyła. Jednak to nie pierwsza decyzja króla, która kojarzyła mu się tylko z kolejną kłodą rzuconą pod nogi. Dlatego przyjął ją ze spokojem… i dalej działał po swojemu.
Do twierdzy przybywał tak rzadko jak każdy poprzednik. W ten sam sposób spełniał wolę władcy. Jednak w przeciwieństwie do pozostałych, o samej gwardii wiedział dużo. Również w odmienny sposób kontrolował jej poczynania. Może wynikało to z ogromnego szacunku, którym darzył Racława… albo po prostu nie miał na to wszystko czasu.
Jako następca tronu musiał kierować cała armią królewską, nie tylko najlepszą częścią. Stąd też jak nie szukał aktualnie kolejnego stratega, to próbował utrzymać dyscyplinę w obozie, w którym zabrakło hetmana. Co więcej, wschodnia granica z każdym miesiącem rodziła coraz więcej konfliktów. Zamiast porządnej bitwy, czekała ich fala bezsensownych potyczek. Wcale nie zaskakiwał go fakt, że rycerze w obozach umierali ze znużenia. Brakowało im dobrego jadła, kobiet i wszystkiego, co mieli pod dostatkiem w domach. Konsekwencją tego były zbiorowe kradzieże oraz gwałty, przez co do króla trafiało coraz więcej skarg.
Gdziekolwiek nie trafiał, czekał na niego kolejny problem. Tak jak teraz, we wschodnim obozie w Kosyce.
– Naczelnik nakazał ich ściąć, wasza wysokość – mówił doradca piskliwym głosem. ­– Twierdził, że za dezercję obowiązuje kara śmierci.
Dymitr pochylił się nad mapą, na której dwóch strategów niedawno próbowało stworzyć zaskakujący plan poradzenia sobie z ciężką sytuacją na granicy. Kiedy jednak dostrzegł poustawiane przez nich figury dotarło do niego, że byli całkowicie bezużyteczni.
– Wśród nich jest syn magnata Ambroskiego, to wielka persona – próbował zwrócić jego uwagę doradca. ­– Pozbawienie go życia mogłoby zostać źle odebrane na dworze, wasza wysokość.
Mieli niewielką ilość sfrustrowanych i niezdyscyplinowanych rycerzy, powoli topniejące zapasy żywności. Musieli rozbójników pokonać jak najszybciej, żeby podnieść morale, uspokoić nastroje. Najpierw powinni wywabić tamtych z ukrycia. Tylko jak?
– Wasza wysokość?
Dymitr spojrzał na niego wyraźnie znudzony. Podrapał się po czole, by w końcu powiedzieć.
– Wezwij do mnie naczelnika.
– Oczywiście, wasza wysokość! – Doradca dumnie wypiął pierś i opuścił namiot.
Przynajmniej teraz miał trochę spokoju.
Gdziekolwiek nie ruszał, zawsze wysyłano z nim irytującego błazna, którego pomoc ograniczała się do przytakiwania, ewentualnie przypominania o dworskich manierach. Przez jakiś czas pozostawiano jedną osobę na tej pozycji, dzięki czemu Dymitr zdążył przywyknąć oraz nauczył unikać drażniącego towarzystwa. Nagle jednak linia postępowania władcy uległa zmianie. Zaczęto zastępować doradców z każdą wizytą w zamku, co następcę tronu doprowadzało do furii.  Musiał mimo wszystko trzymać temperament na wodzy.
Uwięziony w obozie w Kosyce, próbował zmienić ustawienie figur na mapie, ale w tym nigdy nie był dobry. Potrafił opracować proste plany bitewne, nic ponad to. Dlatego większą uwagę skupiał na odpowiednim doborze osób w swoim gronie. Tylko porządnych strategów w końcu zaczynało brakować. Zainwestowałby więcej w ich szkolenie, jednak król mu odmówił, twierdząc, że to zbędny wydatek złota. Dymitr powinien powiedzieć, że zamiast za te wszystkie bezsensowne bale w stolicy mógłby zapłacić co najmniej dziesiątce mistrzów. Jednak zachował to dla siebie. Wielkiemu Samborowi do rozsądku potrafiła przemówić tylko jego matka, która niestety już od wielu lat nie żyła.
Zanim zdążył wpaść na porządny pomysł, do namiotu wkroczył naczelnik w towarzystwie doradcy. Pierwszy wyglądał na przestraszonego. Całkiem słusznie, bo następca tronu mógł jednym ruchem dłoni przekreślić przyszłość. Mężczyzna z pewnością należał do niższych niż Dymitr, sprawiał też wrażenie człowieka, który znacząco schudł w krótkim czasie. Wynikało to najpewniej z ilości obowiązków, które złożono na jego barkach. Niegdyś naczelnicy nie mieli zbyt wiele roboty, ale Dymitr dostawał białej gorączki od lenistwa tak samo swojego jak innych. Dlatego znalazł zajęcie dla każdego, kogo przyłapał na odpoczynku.
– Słyszałem, że kazałeś ściąć dezerterów – rzucił, nie odrywając się od zajęcia, nad którym obecnie skupił uwagę.
– W tym syna magnata Ambroskiego – dodał dumnie doradca. ­– Bez konsultacji z nikim wyższym rangą, to doprawdy… – Zamilkł, kiedy Dymitr uniósł rękę.
– W prawie jest karać śmiercią dezerterów, wasza wysokość – tłumaczył naczelnik drżącym głosem. – Jeśli jednak życzysz sobie…
– W prawie jest zapisane – przerwał mu spokojnie. – Żeby dezerterów wieszać na szubienicy, nie pozbawiać ich głowy.
Obydwaj mężczyźni zamarli.
– Ścięcie to kara dla osób honorowych – kontynuował Dymitr, tym razem patrząc bezpośrednio na naczelnika. – Osoby uciekające z pola bitwy, opuszczające swój kraj w potrzebie na taki honor nie zasługują.
– Tak, wasza wysokość – wyjąkał zdezorientowany naczelnik. Najwyraźniej nie przekonały go jeszcze słowa następcy, ale pogląd na sprawę z każdą sekunda ulegał zmianie.
– Ale panie! – podniósł głos doradca. Wyglądał na oburzonego, co Dymitra wprawiło w stan szczerego rozbawienia.
– To ogromny dyshonor dla magnata Ambroskiego, że nie wychował syna na godnego rycerza. Nie omieszkam mu o tym wspomnieć.
– Nie możesz…
– Czy ty właśnie próbujesz mi mówić, co mogę a czego nie mogę robić? – Uniósł brwi w geście zdziwienia. Doradca nie wydobył z siebie głosu. Bardzo słusznie. Wtedy Dymitr kazałby go powiesić razem z resztą. Już wystarczająco długo testował cierpliwość mężczyzny.  – To wszystko. Możecie odejść.
Naczelnik wykonał polecenie od razu, doradca stał jak sparaliżowany, ruszył dopiero, gdy Dymitr wskazał mu ręką na wyjście. Kiedy w końcu został sam, usiadł na krześle, opierając łokcie na stole.
Rozdrażnienie powoli przejmowało nad nim kontrolę, ale czego mógł oczekiwać, skoro już od dłuższego czasu nie spotkał go żaden sukces. Powoli tonął w obowiązkach, które na niego narzucono, ale przecież taka rola następcy. Nieustannie mu o tym przypominano.
Sięgnął po stertę zapieczętowanych listów, które dostarczono mu rankiem. Do tej pory nie znalazł czasu, aby przejrzeć korespondencję. Większość z nich wysłano ze stolicy, więc dotyczyły kolejnego niecierpiącego zwłoki problemu, któremu Dymitr miał poświęcić uwagę. Oczywiście istniała licha nadzieja, że jakakolwiek wiadomość obwieszczała o znalezionych specjalistach, ale szczerze w to wątpił. Tylko dwie adresowano spoza centralnej części państwa i tak jak utyskiwań magnata Szczepana się spodziewał, tak już listu Flory nie.
Marszcząc brwi, rozpieczętował perfumowaną kopertę, żeby dostrzec tam ślady starannego pisma kobiety, którą lubił właśnie za to, że nigdy nie zawracała mu głowy.
Flora z wyglądu do złudzenia przypominała jego żonę, pod względem osobowości nie mogła się bardziej różnić. Z charakteru była prosta, pogodna, niewymagająca, do bólu wręcz pospolita. Mieszkała ze starym młynarzem, niewiele mówiła, nie zadawała pytań. Wiedziała, czego chce, a jednak nie prowadziła podwójnej gry. Przebywanie w towarzystwie tej kobiety przynosiło ulgę, bo jej, dla odmiany, nikt nie zmusił do tego, żeby dzieliła z nim łoże. Lubił ją… co nie oznacza, że miał ochotę wymieniać z nią listy.
Całość jedynie przeleciał wzrokiem. Mimo to dostrzegł słowo „brzemienna” i zaklął pod nosem.
Flora nosiła w sobie jego dziecko, przynajmniej tak twierdziła, przysięgając, że ze swoim mężem nie utrzymuje kontaktów cielesnych. Nie widział powodów, żeby nie wierzyć, przecież nie tak łatwo udawać matkę dziecka następcy tronu. Tylko osoba bezwzględnie głupia podjęłaby się takiego wyzwania. Chociaż tak naprawdę Dymitr nie wiedział zbyt wiele na ten temat. Do tej pory nie miał żadnej kochanki i tylko zbieg okoliczności przyniósł w tym zakresie zmiany. To go zresztą odróżniało od pozostałej części dworu, gdzie romanse stanowiły naturalny porządek rzeczy, jak zjedzenie śniadania albo polowanie. Może powinien dokładnie przemyśleć konsekwencje swojego działania, ale teraz już za późno na żale Jeśli kobieta mówiła prawdę, to za kilka miesięcy świat przywita pierwszego bękarta Dymitra, a Kasandra…
Otworzył kolejny list, odkładając poprzedni problem na inną okazję. Musiał porozmawiać z Florą w cztery oczy, dlatego najpierw należało opuścić ten przeklęty obóz... czyli zacząć od posprzątania bałaganu.
Kiedy jednak przełożyć stertę papierów na druga stronę stołu, dostrzegł kolejną kopertę, ze szkarłatną pieczęcią dowódcy wojsk na granicy południowo-wschodniej i krótkim znaczkiem „PILNE”. Zmarszczył brwi, maskując zaskoczenie. Wieści z tamtych terenów oczekiwał nie wcześniej niż w następnym miesiącu.
Pierwszym, co rzuciło mu się w oczy, było szczególnie niestaranne pismo. Pochylone litery, rozmazany tusz… wszystko to budziło niepokój. Jednak treść wiadomości znacząco przerosła jego wyobrażenia.

Obóz rozbity. Dwóch ludzi. Bez chorągwi. Natychmiastowy rozkaz wycofania.

Usiadł zdezorientowany na krześle, próbując rozszyfrować przekazane słowa. Nie zawierały pozdrowienia ani należnej formy piśmiennej w stosunku do następcy tronu. Oznaczało to, że nadawca nie miał czasu na sformułowanie odpowiedniego listu, całość ograniczył do komunikatu.
Dwójka ludzi nie mogła zniszczyć całego obozu, więc o co chodziło? Czyżby miał na myśli dowódców… zdrajców? Skąd mógł nadejść atak? Jeśli agresorzy nie nosili chorągwi, musieli działać z ukrycia, ale ku chwale czego. Przecież to nie pierwszy atak ze wschodu. Chyba, że to wcale nie byli ludzie z tych terenów. Tylko kto?
Musiał opuścić Kosykę i ruszyć na południe. Jednak pośpiech działał tylko na jego niekorzyść. Być może tamta tragedia miała go odciągnąć od zaplanowanych wyjazdów.
– Zbierz moich ludzi – powiedział zaraz po wyjściu z namiotu do pierwszego napotkanego rycerza. – Każ przygotować odpowiedni ekwipunek, wezwij doradcę i posłańca.
Musiał ich wysłać jeszcze przed sobą, żeby zbadali szkody, przyczyny i przebieg ataku. Sam chciał wyruszyć dopiero za kilka dni, kiedy ustabilizuje sytuację na miejscu.  Zorganizowanie tego zajęło mu więcej czasu niż planował. Zanim się zorientował, na niebie jaśniały gwiazdy, a po obozie spacerowały tylko pojedyncze jednostki.
To oczywiście nie pierwsza sytuacja, w której błyskawicznie zostali pokonani przez siły wroga. Jednak zazwyczaj otrzymywał kompletny raport zamiast enigmatycznej wiadomości, która mogła znaczyć właściwie wszystko. Opadł na krzesło zmęczony, doskonale wiedząc, że następnego dnia wcale nie będzie lepiej.
– Powinieneś bardziej o siebie dbać, Dima – usłyszał niski głos tuz przy wejściu do namiotu. Od razu go rozpoznał. Próbując ukryć zdenerwowanie, złapał leżące najbliżej jabłko i ścisnął je w dłoni.
– Wiedziałem, że wkrótce tu zawitasz – rzucił niezbyt pewnie, patrząc na swoje zbielałe knykcie.
– A jakże! – zaśmiał się mężczyzna, stając w lichym świetle lampy. – Potrafię czytać w twoich myślach.
Nie widział go co najmniej od kilku lat, ale najwyraźniej dla Kasjana czas się zatrzymał. Mimika twarzy, uczesanie, uzbrojenie, gesty, sposób poruszania były identyczne jak wcześniej, mógł spokojnie założyć, że zachował swoje młodzieńcze rysy, nawet jeśli w półmroku nie dał rady ich ocenić. Poczuł znajomą irytację na widok tego zuchwałego uśmieszku, pobłażliwego spojrzenia i niedbałego ruchu dłonią.
– Skoro znasz wagę zadania, to po jego wykonaniu powinieneś gnać do Lagary, czy nie tak? – powiedział wyniośle, ale kiedy Kasjan parsknął, nie mógł powstrzymać się od niepewnego przeczesania włosów.
– Daj spokój – rzucił niedbale, po czym położył na stole fiolkę. Dymitr spojrzał na nią zdziwiony, ale milczał. Nie wiedział, o co powinien zapytać, żeby uzyskać zadowalającą odpowiedź. Zwłaszcza, że przebywający z nim mężczyzna nie stracił nic ze swojego protekcjonalnego tonu. Dlatego sięgnął po drobny pojemnik, ale wtem przypomniał sobie, że wciąż ściskał w dłoni jabłko. Z roztargnieniem odłożył je na miejsce, po czym chwycił fiolkę i sprawdził zawartość. W środku znajdowała się ciecz przypominająca wodę, ale nie miał okazji dokładnie sprawdzić.
– A to jest….? – zapytał głupio… co Kasjan wyśmiał. Jednak wbrew wszystkiemu nie tak łatwo prowadzić kilka spraw na raz, zwłaszcza jeśli każda miała równy stopień wartości. Potrzebował przynajmniej kilka chwil, żeby przypomnieć sobie szczegóły zadania, które pozostawił na rękach rycerzy gwardii.
– Woda, po którą wysłałeś bandę szczeniaków, w tym swoją córkę – powiedział, kładąc nacisk na ostatnie słowo. – Sądziłem, że będziesz miał wobec niej więcej skrupułów… ale teraz już wiem, dlaczego to zrobiłeś.
– Tak? – burknął, nie wiedząc, co właściwie powinien odpowiedzieć.
– Jednak bardziej ciekawi mnie to, po co zorganizowałeś to całe zadanie, skoro tak naprawdę wcale nie zależało ci na wodzie Czystych – stwierdził twardo, wbijając w niego spojrzenie ciemnych oczu. – Od samego początku zakładałeś, że dostarczysz królowi zwykłą. – Dymitr nie wykonał żadnego gestu, którym miałby potwierdzić lub zaprzeczyć słowom mężczyzny. ­– Drugi dowódca o tym wiedział? Czy postanowiłeś działać na własną rękę?
– Zorganizowałeś mi przesłuchanie? – rzucił ze złością. – Przemyśl, do kogo mówisz. Nie obchodzi mnie twoje wygórowane…
– Skończ, Dima! – podniósł głos. – Nie zachowuj się jak dzieciak.
Na jego policzkach zakwitł rumieniec, co wprawiło go w jeszcze większe zakłopotanie. Na ten widok spojrzenie Kasjana jakby złagodniało. Mężczyzna przez długą chwilę milczał, a Dymitr wbił spojrzenie w drugą stronę namiotu, jakby w ciemności dostrzegł wyjątkowo ciekawe zjawisko. W końcu Kasjan westchnął głośno i powiedział już w zupełnie innym tonie:
– Trudno walczyć ze starymi przyzwyczajeniami.
To oczywiste. Dymitr sam nie potrafił pokonać własnych. Wielokrotnie próbował wyobrazić sobie ich rozmowę, żeby dla odmiany zareagować inaczej, ale w praktyce spotkanie wyglądało dokładnie tak samo jak ostatnio i kilka lat wcześniej. Chociaż dzieląca odległość powinna zbudować mur braku zaufania, on czuł, że w chwili nieuwagi wyśpiewałby mu wszystko. Zupełnie jakby życie w dwóch zupełnie obcych światach nie miało żadnego znaczenia. Nawet gdy próbował traktować go z dystansem, emocje zaraz dawały o sobie znać. Za każdym razem.

– Tak – rzucił w końcu. Dostrzegając pytające spojrzenie Kasjana, dodał – To jest odpowiedź na twoje pytanie. 

***

Hej cześć i czołem! 

Wreszcie, po długim czasie, udało mi się opublikować kolejną część. Jest ona stosunkowo krótka, bo i rozdział nie należy do długich, a nie chciałam już was zadręczać kilometrowym tekstem. Dlatego kolejny post będzie się zaczynał trochę hm... no trudno było mi znaleźć dobry moment, żeby ten rozdział podzielić i będzie to zwyczajnie kontynuacja tego, co tutaj ma miejsce, bez zbędnych wstępów i opisów. 

Przepraszam za błędy, bo wstępnie poprawiałam, ale też nie chciałam już zbędnie przedłużać. Powiem wam, że jestem znowu nakręcona tym, co sobie piszę i WRESZCIE po prostu, bo próbowałam, dużo bzdur napisałam, które musiałam potem kasować i już nie mam tego problemu. 

Ciekawi mnie, jak wam się podobało ; ) Dymitr to bardzo ważna postać i już czas najwyższy, żeby napisać o nim kilka słów. 

Ponieważ druga część tego rozdziału będzie już podsumowaniem całej wyprawy, chciałabym, żebyście nie krępowali się zadawać pytań, jeśli czegoś nie zrozumieliście albo nie zapamiętaliście. 

Chyba tyle :D 

14 komentarzy

  1. Heeej. Ale się cieszę, że wróciłaś do blogowania. Faktycznie rozdział krótki i w wiekszosci infirmacyjny, ale myślę, że takie się rpzydają, szczególnie gdyb tworzysz własny świat. jestem przeziebiona, wiec proszę, powiedz, czy dobrze zrozumiałam: Dymitr jako peirwszy przywódca to następca tronu? czyli w tym królestwie nie ma sukcesji rodzinnej?
    Najbardziej podobała mi się końcówka. Po pierwsze, ciekawe jest to, w jaki sposob Dymitr traktuje KAspiana, kim on dla niego jest? Po drugie, ciekawi mnie, dlaczego wysłał młodych na tę misję, skoro od razu wiedział, ze wody nie zdobęda. Czemu narazał własna córke na niebezpieczeństwo? Ciekawe, nie powiem... Czekam na ciąg dalszy i zapraszam do mnie ;) widziałam już Twój komentarz pod osiemnastką, za który dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dymitr jest następcą tronu i jednocześnie pierwszym dowódcą i tak samo synem króla Sambora. Żeby to najprościej pokazać
      - następca tronu to najstarszy syn panującego króla, pomijając jakieś skrajne okoliczności typu "nie mam syna"
      - pierwszy dowódca jest nominowany przez króla i tutaj on już sam sobie wybiera. Do tej pory był to zazwyczaj doradca, ale król Sambor postanowił sobie inaczej.

      Relacja Kasjana i Dymitra jest szczególnie ważna dla tej historii, można myśleć, że ten pierwszy trochę sobie pozwala, a ma do czynienia z pierwszym dowódcą haha.
      W każdym razie sprawa wody w większości wyjaśni się już w następnej części, a stosunku Dymitr-Kasjan nieco później. Ale polecam ich, bo z pewnością jeszcze wniknę w ich przeszłość.

      Dzięki bardzo za komentarz ; ) Miło powrócić do świata blogów : ))

      Usuń
  2. Cześć! Cieszę się, że już wróciłaś i że wena dopisuje. Miło wreszcie przeczytać na jakimś blogu, że autor jest zadowolony z tego co pisze, bo ostatnio cały czas czytam przeciwne komunikaty;D

    Po tym rozdziale nasuwa mi się w sumie jedno pytanie – po co była ta wyprawa? Już wcześniej zdążyłam się domyślić, że coś tu śmierdzi, a Woda Czystych nie jest aż tak ważna, jak to się może wydawać. Ale teraz Kasjan zasugerował, że Woda nie jest ważna w ogóle, a to już małe zaskoczenie :D Skoro tak, to dlaczego dowódca wysyła swoją córkę i kilka innych niedoświadczonych rycerzy na misję, która nie ma żadnego strategicznego znaczenia? Co więcej, odniosłam wrażenie, że on w ogóle zapomniał, że coś takiego miało miejsce! Oni o mało nie stracili życia, walcząc o tę wodę, a dowódca w pierwszej chwili nawet nie wiedział o co chodzi… Dobrze, że rycerze tego nie widzieli, bo by się chyba załamali wagą tej misji xD

    Niecierpliwie czekam na jakieś wyjaśnienia i pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie autor ogólnie powinien być zadowolony z tego, co pisze, niezadowolenie może bardziej dotyczyć tego JAK to napisze (tutaj wiadomo, że syndrom wiecznego niezadowolenia, bo nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej) :D

      Znaczenie wody i całej wyprawy wyjdzie oczywiście w następnej części, mogłabym się na ten temat rozpisać, ale nie chcę przez przypadek wyprzedzić wydarzenia. Może dodam ten brakujący element szybciej niż zwykle, bo znalazłam piosenkę, która mnie zainspirowała haha.

      Dzięki bardzo za komentarz!! ; ))

      Usuń
  3. Pierwszy dowódca jest zdecydowanie interesujący. Po pierwsze, po co zorganizował tę wyprawę? Żeby odwrócić uwagę króla i w innych kwestiach móc działać "po swojemu"? Ale po co w takim razie ryzykowałby życie swojej córki dla tak nieważnej misji. Może żeby zwiększyć jej wiarygodność, ale i tak... Coś kręci ten Dymitr.
    Zaciekawiła mnie jeszcze sama relacja Dymitra z Kasjanem. Muszą się naprawdę dobrze znać, skoro Kasjan pozwala sobie na takie zachowanie wobec przyszłego władcy, tylko skąd? Może byli kiedyś razem w jakiejś szkółce czy coś takiego. Nie umiem znaleźć innego słowa, które pasowałoby do tych realiów, ale wiadomo o co chodzi xD

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dymitr jest jedną z pierwszych postaci, które wymyśliłam i w sumie to miał być na początku głównym bohaterem (gdybym pisała tę historię z drugiej strony). A po co to wszystko z jego perspektywy już w następnej części, którą mam zamiary dodać jak najszybciej ; ))

      Skąd go Kasjan zna, to już gdzieś między wierszami mogło być sugerowane, ALE na pewno wyjdzie później ;D

      Dzięki bardzo za komentarz!!

      Usuń
  4. Blogger mnie nie lubi, wiesz? Bo chociaż mam cię w obserwowanych, to i tak nie pokazuje mi, że coś dodałaś i dlatego wpadam z tak potężnym opóźnieniem! Mam nadzieję, że mi to wybaczysz :(
    Rozdział świetny i jakoś wcale nie przeszkadza mi jego hmm... opisowość. Takie spokojniejsze momenty pozbawione opisów walk na śmierć i życie też są jak najbardziej potrzebne. Dymitr mnie intryguje. Zupełnie nie potrafię go rozgryźć, a przez to staje się dla mnie mało zrozumiałą postacią, ale jakże ciekawą! Jego pobudki są dla mnie na ten moment nielogiczne, ale wstrzymam się przed oceną, bo może jednak czymś nas zaskoczyć i całość ułoży się w jedną całość. Póki co jest naprawdę interesująco, ale przy okazji baardzo tajemniczo. Liczę, że niebawem dowiemy się czegoś więcej :)
    Lecę czytać kolejny rozdział.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy, przecież nie odpowiadasz za blogera, poza tym najważniejsze, że w ogóle jesteś ; )

      Z tą walką na śmierć i życie to też nie wiem, czy będzie tego u mnie w jakiś wielkich częściach. Wydaje mi się, że to nie jest tak, że każdą osobę na każdym kroku spotykają dramatyczne wydarzenia. Wiadomo, że w miarę rozwoju historii to będzie tych scen nieco więcej, ale też chyba nie jestem najlepsza w opisywaniu takich rzeczy :D
      Motywy Dymitra oczywiście wychodzą już w kolejnym rozdziale ; )
      Dzięki za komentarz! Pozdrawiam cieplutko ; ))

      Usuń
  5. Ja myślę, że takie zadawanie pytań, to i na mojej "Legendzie" by się przydało, by ludzie się nie krępowali, bo tam faktycznie trudno wszystko spamiętać, zwłaszcza, że ja tam tak rzadko dodaje nowe rozdziały.
    Co zaś tyczy się twojego opowiadania i tego rozdziału, to doszło do tego, że znowu mylę postacie i przez moment zastanawiałam się też kto to Dymitr, a potem dotarło do mnie że to ten co syna nie miał i córka jego w tym lesie też była, w tej gwardii. No i niby wszystko na początku tego rozdziału wyjaśniłaś, ale brakowało mi jakiegoś zobrazowania, czegoś co by pomogło zapamiętywać, a nie było takimi suchymi informacjami (ostatnio większości się o to czepiam, więc może to ze mną jest coś nie tak i na starość jakoś wolniej myślę).
    Ja sądzę, że on wysłał swoją córkę na pewne przeszpiegi, że ona jest swojego rodzaju zdrajcą co ma za zadanie coś wypatrzyć, a chodziło mu o ostrze, jego mowę, a przede wszystkim o tego kto potrafi je zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po przerwie zawsze sporo rzeczy umyka, zwłaszcza jak to historia z wieloma postaciami i wątkami :d
      Co do suchych informacji, to zwrócę na to uwagę w przyszłości, jak będę całość poprawiać czy coś. Na razie i tak nie mam pomysłu, jak to przedstawić lepiej, zwłaszcza że sam Dymitr jest ogólnie dość suchy, więc... no jeszcze pomyślę.

      Dzięki za komentarz!

      Usuń
    2. Ej, ubawiłem się, gdy przeczytałem powyższy komentarz, bo ja też tego Dymitra kojarzę przez to, że nie miał dziedzica xD Ta cecha jest widocznie bardzo zapamiętywana i nie tylko przez mnie. Ogólnie prędzej pamiętam bohaterów z zachowań, jakiś sytuacji jakie ich spotkały, niżeli z imion, nazwisk, stopni.
      Też zauważyłem taki styl informacyjny tego rozdziału, brakowało w nim emocji. Ty piszesz, że Dymitr jest suchy, ale to nie tłumaczy narratora, bo nie Dymitr nim jest. Gdybyś pisała w pierwszej osobie, to zacisnąłbym ząbki, zmilczał i zrozumiał :)
      Ja stawiam na to, że Dymitr nie wysłał córki na przeszpiegi, a po to, by się jej pozbyć. Po co mu córka? Trzeba tylko posag dać, więc niech lepiej zdechnie na misji, zostanie wychwalona, on nie przyłoży do tego ręki, ani też nie powstrzyma. Ja sam, córki nie puściłbym na taką misję, nawet jakby chciała. Wolałbym przyrżnąć, zamknąć w pokoju, ale mieć ją żywą, niż dać jej hasać po lesie z szabelką. Ja jednak mam jakieś uczucia, a Dymitr jest suchy, dlatego ta teoria najbardziej mi do niego pasuje, że mu po prostu nie zależy na niej, bo pewnie ani ładna, ani zdolna, no i z brakiem penisa między udami xD

      Usuń
    3. Skoro kojarzysz Dymitra w ten sposób, to już całkiem sporo, bo przecież on się pojawił ze dwa razy haha.
      Ten rozdział miał miec charakter informacyjny w sumie, a czy wyszedł sucho to oczywiście później zwrócę uwagę ; )
      Ale kilka słów o narracji - może jestem niepoprawna, ale ja stosuję trzeciosobowego narratora, który opowiada historię z perspektywy kogośtam i przez to jego mowa nabiera cech tej osoby. Oczywiście wyrównuję ten styl przez sam fakt pisania w trzeciej osobie, ale czasami będą takie wstawki, co stanie się widoczne, kiedy pojawi się perspektywa np. Nadara.
      Stosunek Dymitra do córki jest specyficzny, ale warto podkreślić, że on sam też taki jest. Wspomniałam gdzieś po drodze, że on wybija się ze schematów, bo kieruje się jakąś tam logiką i ona niekoniecznie innym pasuje. Może być oczywiście tak, jak piszesz, ale zwrócę uwagę na to, że Gaja nie może być w ogóle nie zdolna, bo by nie przyjęli jej do gwardii... tzn. mogliby przyjąć, ale by umarła przy pierwszej okazji.

      Dzięki bardzo za komentarz ; ))

      Usuń
  6. Ja się cieszę, że ten rozdział był taki informacyjny, może rzeczywiście nieco suchy, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Ogólnie to podziwiam Cię za wykreowanie takiego świata, za stworzenie tego systemu Lagary, podziałów i zasad, bo ja nigdy nie miałam głowy do takich rzeczy, polityki itp. Myślę, że to bardzo ważna umiejętność, urzeczywistniać stworzone przez siebie światy i myślę, że bardzo Ci to wychodzi.
    Rozdział rzeczywiście krótki, także zbyt wiele nie napiszę, ale spodobała mi się końcówka i to, do czego w zasadzie miała prowadzić ta wyprawa na tereny Czystych, szczerze mówiąc zaciekawiło mnie to Źródło, ale w sumie ten tajemniczy miecz też wydaje się być ważny i coś mi podpowiada, że to on może mieć tutaj istotniejszą rolę. Chociaż może się mylę. Zauważyłam też, że Kasjana i Dymitra coś łączy (choć może takie określenie dziwnie brzmi ;)) i jestem ciekawa rozwoju sytuacji.
    Weny
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję się, że żeby nie pomieszać tych systemów w Lagarze wszystko sobie zapisuję... dobra, może nie wszystko, ale mam w kajecie zapisane nazwy poszczególnych ziem (żeby mapa był zgrana haha) i nawet w jaki sposób się przedstawiają :D
      Kasjana i Dymitra oczywiście coś łączy, ale jeszcze potrzeba trochę czasu, żeby wyszło jak bardzo (bo co ich łączy to można chyba się domyślać, ale pewnie tylko mi się wydaje, bo ja to piszę haha)

      Dziękuję bardzo za komentarz. Pozdrówki!

      Usuń

© Halucynowaa | WS | X X X