sobota, 23 stycznia 2016

Rozdział I cz.1/2


Dziękuję bardzo za komentarze pod Prologiem : ) Bardzo mnie zmotywowały do dalszego działania.

Tę część chciałabym zadedykować Wilenie, bo Racław. Dziękuję za wszystko! 


LAGARA


Promienie słoneczne ledwo docierały do komnaty drugiego dowódcy. Niewielkie okno w kamiennym murze oświetlało jedynie stojący w kącie drewniany stół i leżące na nim przedmioty. Poza tym wnętrze kryło się w mroku. Nie było to zresztą pomieszczenie godne tytułu, który nosił Racław. Po objęciu przez niego stanowiska, wielu doradzało mu przeprowadzkę do bardziej okazałych części zamku. Jednak on sam już dawno przyzwyczaił się do warunków, które panowały wokół niego i na przekór wszystkim pozostał tam, gdzie przydzielono go jako początkującego rycerza Gwardii Królewskiej. Niewielka prycza z posłaniem wykonanym z miernej jakości materiałów, skrzynia z najcenniejszymi rzeczami, wspomniany wcześniej stół i twarde, niewygodne krzesło to jedyne wyposażenie, którym raczono najmłodszych. Sama komnata znajdowała się w takim ułożeniu, że zaledwie przez kilka godzin dziennie padały na jej mury promienie słoneczne, przez co niemalże bez przerwy panowały w niej chłód i wilgoć. Już pierwszego dnia po przeprowadzce do nowego miejsca Racław, tak samo jak inni jemu podobni rycerze, mierzył się z atakującymi chorobami. Długie miesiące nie mógł pozbyć się kataru, a podczas jednej z srogich zim niemalże stracił życie przez wyziębienie wciąż słabego organizmu. Po latach jednak potrafił docenić niezbyt sprzyjające zdrowiu warunki, które uczyniły z niego człowieka silnego. Jako drugi dowódca cieszył się niezwykłym szacunkiem, nazywany był nawet najlepszym obrońcą Gwardii Królewskiej od początku jej istnienia. Nie tylko jego szczególne zdolności w walce, ale również charakter pozwoliły mu zajść tak wysoko. Nieustępliwość i pokora – to jego zdaniem najważniejsze cechy osoby, która powinna zarządzać Lagarą.
Zamek znajdował się w środkowej części królestwa, jedynie pół dnia drogi od stolicy. Otaczały go gęste lasy pełne niebezpiecznej zwierzyny, która z trudem zaakceptowała obecność intruzów. Ten wyjątkowy teren nazywano nawet drugim murem Lagary, ponieważ przebicie się przez niego dla ludzi nieobeznanych w walce było praktycznie niemożliwe. Nieuważni mogli zostać zabici przez wściekłe wilki, zuchwałe jelenie albo potężne niedźwiedzie. Nawet rycerze Gwardii Królewskiej musieli uważać podczas podróży, gdyż nawet jeśli mieszkańcy lasu nie ryzykowali atakowaniem świetnie wyszkolonych poddanych króla, to z pewnością nie hamowali się w stosunku do ich koni. Niejeden wierzchowiec zakończył żywot przez nierozwagę swojego jeźdźca, który nie zastosował się do zasady „las opuścić jak najszybciej, nie zatrzymywać się”.
Samą twierdzę chronił kamienny mur zbudowany za panowania pierwszego króla z dynastii Wettonów. Od tamtej pory wzmacniano go i udoskonalano, mimo że do tej pory nikt nie przekroczył czystych granic państwa. W kilku strategicznych miejscach ustawiono specjalne wieżyczki, na których organizowano warty – w zasadzie bezużyteczne, bo tereny w pełni uniemożliwiały zlokalizowanie intruzów z takiej wysokości. O wiele bardziej przydatne okazały się jednostki stacjonujące w lesie, chociaż i te nierzadko zawodziły. Aby dostać się bowiem do Lagary i tym samym przekazać informacje, należało poczekać na otwarcie głównej bramy, co często zajmowało nazbyt wiele czasu. W obecnych czasach jednak nie przejmowano się tym, obronność twierdzy nie była konieczna, a jej celem głównym pozostało podkreślenie prestiżu Gwardii Królewskiej.
Po przekroczeniu murów na rycerzy czekał ogromny dziedziniec i chyba jedyne miejsce w zamku, w którym można było znaleźć jakikolwiek przejaw roślinności. Samotna wierzba zasadzona została kilkadziesiąt lat wcześniej, kiedy ówczesny pierwszy dowódca określił Lagarę jako miejsce smutne i bez życia. Oczywiście to jedno, skromne drzewo nie zmieniało charakteru twierdzy Gwardii Królewskiej, jednak z czasem zaczęto je traktować jak świętość, symbol rycerzy władcy. Posiadanie przy sobie listka z wierzby miało przynieść powodzenie podczas wykonywania rozkazów, a złota podobizna zawieszona na szyi dawała poczucie przynależności, sugerowała również pierwotną równość wszystkich poddanych. Nawet emerytowani rycerze nie rozstawali się ze swoimi łańcuszkami, nagrobki poległych zawsze zawierały nawiązanie do ukochanego drzewa. Z czasem nawet sam król do swoich licznych ozdób dodawał również emblemat gwardii.
Na dziedzińcu prawie zawsze panowało zamieszanie. Kolejne oddziały szykowały się do wyprawy w nowe tereny, początkujący zmierzali na kolejne zajęcia treningowe, profesorowie pouczali podopiecznych, część rycerzy najzwyczajniej napawała się promieniami słonecznymi, które w tym miejscu grzały najmocniej. Czasami pojawiali się sprzątacze, żeby pozbyć się bardziej widocznych śladów odchodów koni, jeśli piąty dowódca akurat miał taki kaprys. Nawet w środku nocy nader rzadko zdarzało się, aby na dziedzińcu nie przebywało chociaż kilka dusz. To tętniące życiem miejsce napawało optymizmem nawet bardziej opornych ludzi, dlatego właśnie komnaty w zamku z widokiem na dziedziniec ceniono najbardziej ze wszystkich.
Plac z samotnym drzewem otaczał kompleks różnych budynków, których dokładne przeznaczenie znał tylko piąty dowódca. Niektóre z pomieszczeń pozostawały zamknięte nawet dla najważniejszych rycerzy w gwardii, o innych zapomniano, określając je za całkowicie bezużyteczne. Lagara wydawała się całą siecią splątanych korytarzy i kryjówek prowadzących niejednokrotnie donikąd. Mało który mieszkaniec zajmował się poznawaniem uroków zamku, bowiem każdy z nich miał na głowie natłok spraw – bez względu na to, czy był kapitanem oddziału czy zwykłym podlotkiem dopiero rozpoczynającym swoją przygodę wśród gwardii. Każdy więc skupiał się jedynie na lokalizowaniu najważniejszych dla siebie miejsc takich jak sala treningowa, cela sypialna, jadalnia, łaźnie, komnata dowódcy czy przełożonego, Pokój Dziesięciu Obrad, lecznica, stajnia oraz inne, zależne już od konkretnego rycerza.
Drugim najbardziej hałaśliwym miejscem w Lagarze była jadalnia, a i trudno się dziwić, bo jeśli słońce nie wprawiło mężczyznę w dobry humor, to z pewnością uczyniła to uczta. Jako drugi dowódca Racław mógł doprawdy liczyć na dostarczenie przez służbę jadła do celi, nie ulegało też wątpliwości, że taki posiłek odpowiadałby mu o wiele bardziej niż to, co serwowali w jadalni. Jednak on zawsze cenił sobie towarzystwo podległych mu rycerzy, ponad to nie znosił smakować potraw w samotności. Prostackie żarty, polityczne dysputy, nowinki treningowe, rycerskie plotki – to wszystko darzył szczególnym sentymentem. Kiedy objął stanowisko siódmego dowódcy wszyscy spodziewali się, że tak samo jak pozostali równi mu rangą zacznie wymagać szczególnych mięs w zaciszu własnych komnat. Jednak on jakby na złość otaczającym go zwyczajom pojawił się w jadalni i usiadł dokładnie w tym sam miejscu, co przed nominacją królewską. Zdziwienie obecnych rycerzy było nie do opisania, ale Racław doskonale wiedział, że tą decyzją zyskał dodatkowy szacunek i sympatię, co w przyszłości pomogło mu wspiąć się na sam szczyt. Kiedy więc już jako drugi dowódca zasiadł wśród gwaru rycerskiego, nikt nie wydawał się zdumiony. Być może wymienili mu krzesło na wygodniejsze, zawsze stawiali najlepszej jakości zastawę, ale jadło wciąż pozostało dokładnie takie samo jak wszystkich. Z czasem do Racława dołączyli trzeci i czwarty dowódca, chociaż przebywanie w jadalni traktowali raczej jako możliwość zyskania uznania wśród rycerzy, a odpowiedni posiłek spożywali już we własnych komnatach.
Sama jadalnia nie wyglądała przytulnie, nie unosiły się w niej przyjemne zapachy. Jednak ogromne okna wpuszczały do pomieszczenia znaczącą ilość światła, niekiedy można było nawet dostrzec tańczące promienie słoneczne. Przez szyby zainteresowani obserwowali codzienne zamieszanie na dziedzińcu, niektórzy po prostu podziwiali krajobraz wokół zamku. Inni zatrzymywali się przy długich, drewnianych stołach, na których postawiono specjalnie przygotowane potrawy. Były to najczęściej specjały zawierające mięso, zupy, kaszę czy ciecierzycę z nieznanymi im ziołami. Niejednokrotnie pojawiały się również misy wypełnione czymś, dla czego nazwy jeszcze nie wymyślono i wcale nie należało do smacznych. Najczęściej takie specjały pozostawały nietknięte, tylko początkujący rycerze byli zmuszani do wciskania w siebie okropieństw pod każdą postacią. Miedziane lub gliniane naczynia takie jak talerze czy kubki znajdowały się na niskiej półce pod stołem, wybranym osobom dostarczano srebrną zastawę. Służba kuchenna ograniczała się do przyniesienia posiłku do jadalni, jak i do późniejszego sprzątnięcia bałaganu, który za każdym razem pozostawiali po sobie rycerze. Miejsca przeznaczone bezpośrednio do spożywania posiłku czyszczono raz dziennie, co okazywało się niewystarczające. Tak jak podczas śniadania zasiadano przy czystych stołach, tak późniejszymi porami ciężko było ustrzec się przed kawałkami pieczywa, rozlanymi sosami, a nawet rozbitymi częściami zastawy. Całe szczęście, że rycerzom nie wolno było spożywać alkoholu. Pod wpływem jego zgubnego działania, zapewne zamieniliby jadalnię w chlew.
Ten dzień pozornie nie różnił się od pozostałych. Racław przejrzał rozkazy królewskie, zestawienie misji rycerzy gwardii, uczestniczył w obradach dowódców, zamienił kilka słów z więcej znaczącymi personami, napisał dziewięć listów, pozwolił sobie na godzinny trening z początkującymi podlotkami i planował strategię zdobycia wschodnich ziem, co było jawnym kaprysem króla. Kaprysem, który mógł ich sporo kosztować, ale kim on był, żeby sprzeciwiać się rozkazom jego władcy? Dopiero wieczorem, jak to zwykle bywało, udał się na odpoczynek wraz z magiczką Żywią. Grali w szachy, szczerze polecaną rozrywkę dla bardziej ambitnych jednostek, a on jak zwykle miał problem z pokonaniem przyjaciółki. Nawet w momencie, w którym udało mu się w końcu zbić jej najważniejszą figurę i tak odnosił wrażenie, że ta wyjątkowa kobieta nie dała z siebie wszystkiego. Była nieprzeciętnie inteligentna, szczególnie uzdolniona w sprawach magii. Dlatego właśnie król wysłał ją do Lagary, aby korzystając z własnej wiedzy, przygotowała rycerzy na moment objęcia własnego ostrza. Żywia nigdy nie wydawała się zadowolona z faktu przynależności do kadry Gwardii Królewskiej, jednak nie pozwoliła sobie na narzekanie. Pod tym względem ona wraz z Racławem byli do siebie bardzo podobni. Jednak nie tylko to ich łączyło. W zamku krążyły plotki o rzekomym romansie i chociaż nie miały nic wspólnego z prawdą, to z pewnością nie wydawały się bezpodstawne. Któż bowiem wiedział, że za zamkniętymi drzwiami sypialni magiczki dowódca skupiał swoją uwagę na rozstawieniu figur na szachownicy?
Mieszkańcy Lagary permanentnie cierpieli na niedobór kobiecego ciała. Nawet po szokującej zmianie funkcjonowania Gwardii Królewskiej, dzięki której rycerzami mogły zostać również kobiety, niewiele się zmieniło. Wciąż bowiem niechętnie decydowano się na przyjęcie żeńskich okazów, uznając je za rozpraszające. Te kilkanaście zaakceptowanych w zamku dodatkowo ceniło sobie niezależność, nie miało również najmniejszego zamiaru zrównać się z pozycją prostytutki dla niedopieszczonych mężczyzn. Szanse na zaspokojenie własnych żądz pojawiały się dopiero podczas wypraw za mury Lagary, jednak nie zawsze zostawały one wykorzystane. Rycerze gwardii nie mogli rzucać się w oczy, niejednokrotnie podróżować zezwolono im jedynie nocą. Innym razem musieli gnać przez wsie i miasteczka, nie pozwalając sobie nawet na chwilę odpoczynku. Tylko raz w roku zezwalano im na załatwienie spraw rodzinnych w ramach zawieszenia służby, co trwało od dwóch tygodni do miesiąca. Dłuższe prywatne wyjazdy zdarzały się wyjątkowo i tylko za szczególnym pozwoleniem drugiego dowódcy. W praktyce ten wolny czas rycerze przeznaczali na odwiedzanie matek, a później zachlewanie się w burdelu. Mało który mógł pochwalić się żoną czy narzeczoną, bo też kandydatek brakowało. Kobiety oczekiwały wsparcia i ochrony, a rycerze gwardii nie mogli im nawet czasu poświęcić w ilości większej niż raz w roku. 
Dlatego właśnie dla rycerzy romans ich dowódcy oraz wyjątkowej magiczki wydawał się czymś naturalnym – jak przywilej dla osoby wyższej rangą. Nie mogli uwierzyć, że Racław marnuje czas z Żywią, grając z nią w szachy, zamiast usadowić się wygodnie między jej nogami i po prostu sprawić sobie odrobinę przyjemności. Tylko kilku starszych członków gwardii potrafiło pojąć zachowanie człowieka, który od wielu lat przebywał w twierdzy i najpewniej jego zdolność odczuwania znacząco zmalała. Niektórzy nawet przyglądali mu się badawczo podczas kolacji, chociaż nie dostrzegli na twarzy Racława nic szczególnego. Sam dowódca skupił się na wyborze jedzenia, a dzisiejszego dnia czekała na nich dziczyzna, jak zwykle kasza i dziwna mieszkanka rośli, której smak przypominał trawę zmieszaną z gilami z nosa. W końcu zasiadł w samym rogu sali, ciesząc się przestrzenią wokół niego. Rzadko bywało, żeby w jadalni brakowało miejsca. Wybudowana została ona w taki sposób, żeby mogła pomieścić wszystkich rycerzy, ale zazwyczaj ponad połowa z nich przebywała poza twierdzą. Ponad to posiłki pojawiały się w pomieszczeniu na dwie do trzech godzin, wobec czego poszczególne osoby wybierały różne pory, aby zaspokoić głód. Miejsce obok Racława zajął jak zwykle trzeci dowódca, przyjmując neutralny wyraz twarzy. Przywitał się, okazując należny szacunek, ale poza tym nie rozmawiali. Przynajmniej do czasu, aż do jadalni wkroczył pospiesznie jeden z wartowników.
Już od pierwszej chwili wzbudził zainteresowanie obecnych w sali. Spojrzenie mężczyzny omiotło pospiesznie całe pomieszczenie, a kiedy zlokalizował drugiego dowódcę, od razu ruszył w jego stronę. Jego krok był nerwowy, oczy mówiły, że przynosił poważne wieści.
– Co się stało? – zapytał siedzący przy stole trzeci. Rycerz przez krótką chwilę próbował złapać oddech, wkrótce potem chrząknął, ale nie zebrał się do odpowiedzi. – No mówże!
– Pierwszy dowódca, zaraz tu będzie – wysapał wartowik, a Racław machinalnie podniósł się z krzesła. Przez salę przepłynęła fala szeptów, niektórzy wyglądali z zaciekawieniem na drugiego, inni udawali nieporuszonych, chociaż ich wzrok niespokojnie błądził po zebranych.
– To naprawdę on? – zaciekawiła się młoda, na oko piętnastoletnia dziewczyna siedząca na samym końcu długiego stołu. Miała długie, ciemnobrązowe włosy splecione w grubego warkocza i piwne oczy otoczone gęstymi rzęsami. Wyjrzała przez okno, nie okazując przy tym należytej dyskrecji.
Na dziedzińcu pojawiła się grupa żołnierzy, przy czym jeden z nich wyróżniał się szczególnie. Być może z powodu pięknego wierzchowca, który wzbudzał zazdrość chyba każdego z rycerzy gwardii. Zachwycający, biały koń z długą grzywą przerzuconą na prawą stronę wbijał w otaczających go ludzi spojrzenie swoich jasnych, czujnych oczy. Mimo pokaźnej wielkości zachował odpowiednie proporcje ciała, nawet z tej odległości można było dostrzec wspaniale pracujące mięśnie, a uderzenia twardych kopyt o kamienną posadzę odbijały się echem po ścianach Lagary. Sam jeździec całe oblicze skrył pod szkarłatną peleryną, jednak nawet ona wyróżniała się w tym szarym, ponurym zamku. Wykonana musiała zostać z doskonałej jakości materiałów, chociaż z tej odległości dziewczyna nie miała szans przyjrzeć jej się z bliska. Mimo wszystko dałaby sobie uciąć rękę, że uszyto ją korzystając z najlepszych nici – najpewniej tych sprowadzanych z zachodnich pól.
Jeździec ściągnął wodze i zatrzymał się dokładne tam, gdzie zazwyczaj robiła to większość członków gwardii. Zeskoczył zgrabnie z konia, poklepał go po szyi i od razy przekazał wodze stajennemu, który wyglądał, jakby strzelił w niego piorun. Nie czekając, aż towarzyszący mu uzbrojeni mężczyźni wygramolą się z własnych siodeł, ruszył do wejścia zamku, zamiatając peleryną podłoże.
– Liliana – zawołał jeden z młodych chłopaków, a na jego twarzy pojawiły się rumieńce. – Przestańże się tak gapić, chodź tu!
Dziewczyna wróciła szybko na miejsce, ignorując karcące spojrzenie innych rycerzy. Uśmiechnęła się do siedzących obok chłopaków i skrzyżowała ręce na piersi. Chciała zobaczyć pierwszego dowódcę z bliska. Z daleka dostrzegła, że był o wiele wyższy niż Racław. Ciekawiło ją jednak, jaka twarz skrywała się pod peleryną. Słyszała, że ludzie ze stolicy są jak porcelanowe laleczki i nawet kiedy osiągali sędziwy wiek, prezentowali się o wiele lepiej niż większość mężczyzn z innych terenów. Nie miała pojęcia, jak stary musiał być najważniejszy przywódca gwardii króla i czy będzie jej dane dostrzec jego zmarszczki. Chciała się przekonać, czy ta twarz objawiała ślady zmęczenia, czy dłonie stały się szorstkie od walki mieczem. Być może jego broń służyła tylko jako ozdoba, a ręce pozostały delikatne jak u młodej szlachcianki.
Drugi i trzeci dowódca skierowali się w stronę wyjścia, poprawiając ubranie i rozmawiając półszeptem. Żaden z nich nie wyglądał na zadowolonego, ale też nie można było doszukać się tam szczególnego wzburzenia. Zanim jednak dotarli do końca sali, drzwi jadalni otworzyły się, a do środka wkroczył mężczyzna, skupiając na sobie spojrzenie wszystkich obecnych.
Jeśli Liliana miała jakiekolwiek wyobrażenie o pierwszym dowódcy, to z pewnością musiało być one znacząco różne od tego, co znalazło się w jej polu widzenia. Mężczyzna, który bezceremonialnie ruszył w kierunku Racława, nie mógł mieć więcej niż trzydzieści pięć lat. Jego kasztanowe włosy zaczesano do tyłu, chociaż kilka kosmyków wydostało się z tej klasycznej fryzury i figlarnie opadało na twarz. Oczy mimo stalowej barwy wydawały się ciepłe i błyszczące niczym u młodzieńca, który nie zaznał w życiu trudów. Jednak twarz nie prezentowała się tak idealnie, jak oczekiwano od człowieka jego pokroju. Chociaż nie można było na niej znaleźć śladów zarostu, to bystre oko nie pominęło drobnych zmarszczek wokół oczu i na czole, które najpewniej powodowało zmęczenie, przepracowanie i nieustająca bitwa z myślami. Pierwszy dowódca szedł wyprostowany i dumny, jak przystało na członka rodu królewskiego, jednak poruszał się znacznie szybciej niż większość wysoko urodzonych mężczyzn, którzy w każdym kroku chcieli zaprezentować własną pozycję. Jego chód wydawał się lekki, płynny, bezszelestny. Nie ulegało wątpliwości, że ubranie tego człowieka ma podkreślać jego zamożność i nie trzeba było należeć do znawców, żeby rozpoznać buty z najlepszej skóry, idealnie dopasowane spodnie i złote zdobienia na rękojeści miecza. Jednak mężczyzna nie nosił na sobie zbyt wielu ozdób, widoczna pozostawała tylko szmaragdowa wierzba zawieszona na cienkim łańcuszku, odznaczająca się na żelaznym napierśniku.
– Co za niespodzianka – powiedział Racław, zatrzymując się przed przybyszem. – Nie sądziłem, że zaszczycisz nas swoją obecnością, wasza wysokość. Zarządziłby przygotowanie uczty powitalnej.
– Nie ma takiej potrzeby – powiedział pierwszy dowódca, uśmiechając się i to był chyba jeden z najpiękniejszych uśmiechów, jakie Liliana widziała w całym swoim życiu: szeroki, ale bez zbędnej przesady, z pewnością szczery i jakby chłopięcy, niczym słońce zaszczycające niebo po ulewie. – Jestem tylko przejazdem i, korzystając z okazji, przekażę pewną informację. – Ostatnie słowa wypowiedział już poważniej, rezygnując z pogodnego wyrazu twarzy.
– W takim razie udajmy się do komnat – zaproponował trzeci dowódca, dostrzegając niezdrowe poruszenie wśród rycerzy, którego pierwszy zdawał się nie zauważać.
– Będziesz miał coś przeciwko, drugi dowódco, jeśli moi żołnierze posilą się w jadalni? – zapytał uprzejmie i chyba naprawdę oczekiwał zgody Racława, chociaż odpowiedź była z góry znana.
– Oczywiście, nie ma potrzeby, żebyś pytał o takie rzeczy, wasza wysokość – żachnął się Racław, poprawiając rękaw lnianej koszuli. – Chodźmy.
We trójkę ruszyli w kierunku wyjścia, odprowadzani spojrzeniem obecnych w jadalni. Pierwszy dowódca wydawał się rozluźniony w przeciwieństwie do dwóch pozostałych rycerzy, zwłaszcza trzeci sprawiał wrażenie zdenerwowanego i przytłoczonego obecnością przybysza.
– Nie wiedziałam, że on jest taki młody – powiedziała Liliana, nachylając się bezczelnie w stronę wyjścia, chcąc dostrzec jeszcze choćby cień mężczyzn.
– A jaki ma być następca tronu? – rzucił podirytowany chłopak, mieszający łyżką w swojej kaszy. – Nasz król nie ma nawet sześćdziesięciu lat, jego syn nie może mieć więcej niż czterdzieści.
– Mnie bardziej zastanawia, co on tutaj robi – odezwał się cicho kolejny młody rycerz, pochylając głowę, aby nie skupiać na sobie uwagi dalej siedzących. – Działalność pierwszego dowódcy ma miejsce zazwyczaj w zamku królewskim, on sam nie odwiedza Lagary, bo niby po co? Tutaj rządzi drugi, nawet nasz władca od wielu lat nie zawitał...
– Ale przecież pierwszy dowódca ma właśnie realizować wolę króla, prawda? – wtrąciła Liliana o wiele za głośno. Pod wpływem wściekłych spojrzeń kolegów ściszyła nieco głos i dodała: – A ten mieszka w stolicy.  
– Co nie zmienia faktu, że pierwszy wydaje rozkazy z daleka, nie zaszczycając obecnością Lagary. Teraz stało się inaczej… co ty robisz? – zdziwił się, dostrzegając, że Liliana poderwała się z krzesła i ruszyła w kierunku wyjścia. – Czekaj!
– Nie wrzeszcz tak, Bart, bo skupiasz na sobie uwagę – zaśmiała się dziewczyna i pobiegła przed siebie. Zdziwiony chłopak podążył jej krokiem, obawiając się najgorszego.
Liliana często miewała durne pomysły, przez co wielu młodych wpadało w kłopoty. Kiedyś wkradła się do osobistych komnat czwartego dowódcy i tylko cudem ich nie przyłapano. Dziewczyna zabrała jego spinkę, jako trofeum i opuściła pomieszczenie z wysoko uniesioną głową. Tym razem na jej twarzy widniał ten sam wyraz rozbawienia, jakby właśnie wpadła na iście genialny plan, który mógł się skończyć zakuciem ich w dyby na dziedzińcu.
Dziewczyna ominęła zgrabnie grupę rycerzy rozmawiających na placu i skierowała się do czwartego wejścia, prowadzącego do Pokoju Dziesięciu Obrad, gdzie, była pewna, Racław i Domagoj  zaprowadzili następcę tronu. Starała się przy tym pozostać niewidoczna, co było o tyle trudne, że dziewczyny zawsze zwracały na siebie uwagę w tak przepełnionym mężczyznami miejscu. Liliana miała szczęście, że była drobna i zazwyczaj rycerzom sięgała najwyżej do ramion. Niewielu zawracało sobie głowę szukaniem czegoś, co znajdowało się poniżej ich brody. Niski wzrost nakazywał myśleć, że dana osoba jest wciąż młodzikiem, a ci traktowani byli przez starszych rycerzy jak powietrze.
Skręciła w prawo na długim korytarzu, czując niepokój, który ekscytował jeszcze bardziej. Zbiegła po schodach do piwnic, gdzie w ciemności szukała ciężkich drzwi, prowadzących do spiżarni. Na całe szczęście po wydanym posiłku nie kręcił się tutaj żaden z kucharzy i dziewczyna nie musiała zważać na niczyją obecność. Zatrzymała się w połowie drogi, czekając na doganiającego ją Barta. Chłopak dyszał ze zmęczenia, chociaż równie dobrze jego stan mógł wynikać ze stresu podszytego podnieceniem. Liliana złapała go za rękę, później pociągnęła za sobą, zatrzymując się dopiero pod ciężkimi, blaszanymi drzwiami.
– Otwórz je – rozkazała, wskazując palcem na kolegę. Ten jakby wahał się przez chwilę, ale pod wpływem jej rozbawionego spojrzenia sięgnął rękami do żelaznej kłódki. Na początku kompletnie nie wiedział, co miałby z nią zrobić, dopiero kiedy Liliana wręczyła mu spinkę do włosów, zaczął grzebać w zamku. W końcu kłódka odpuściła, a dwójka młodych znalazła się w chłodnym pomieszczeniu pełnym jedzenia dla rycerzy. Dziewczyna rzuciła w kierunku jednej z szaf, bez zastanowienia sięgnęła po jabłko z worka i wgryzła się w nie, rzucając drugą sztukę Bartowi. Ten, nieprzekonany, odłożył owoc, kiedy Liliana wyciągała rzeczy z dolnej półki, aby następnie pozbyć się deski, otwierającej przejście, którego chłopak jeszcze nigdy nie widział. Liliana nie czekała na niego, zamiast tego sama wskoczyła do ciemnego tunelu i na czworaka parła przed siebie. W tym momencie wycofanie się nie miało sensu, więc Bart ruszył za nią, a po chwili zdał sobie sprawę, że tuż nad jego głową ktoś uderzał ciężkimi butami o podłogę. Mimowolnie zadrżał ze strachu, a kiedy przez szczelinę w deskach dostrzegł niewyraźny profil drugiego dowódcy, na skórze jego rąk pojawiła się gęsia skórka. Liliana, kompletnie nieporuszona, położyła się na wznak na ziemi. Wpatrywała się w górę, jakby nie pierwszy raz znalazła się w takim miejscu i wcale nie uznawała je za specjalne.
– … warte ceny, którą będziemy musieli zapłacić – usłyszał głos trzeciego dowódcy. – Wysyłając tam młodych ryzykujemy więcej niż te kilka żyć. Początkujący nie mają wyczucia, mogą łatwo wpaść w zasadzkę, a wtedy Czyści uznają to za jawny atak na ich niezależność, mogą nawet zniszczyć źródło.
– Jednak właściwi rycerze zostaną rozpoznani przy pierwszym kroku w lesie Czystych – wtrącił pierwszy dowódca. – Muszą tam wejść osoby, które tamci akceptują, a zaliczają się do nich tylko rycerze o nieszczególnie rozwiniętym instynkcie.  
– Niedługo powinna wrócić grupa zwiadowcza, wtedy będziemy mieli więcej informacji – powiedział Racław, w jego głosie można było dostrzec zmęczenie.
– One już nie są potrzebne na tym etapie. Król chce wiedzieć, czy źródło czystych autentycznie przysłuży mu się w zamku, dopiero wtedy podejmie stosowne kroki. Przygotuj odpowiednią grupę, wyślij ich za twa tygodnie. Jakkolwiek by to nie brzmiało, to nie jest prośba. – Następca tronu mówił spokojnie, ale jakaś nuta w jego głosie wydawała się ostra, przenikliwa.
– Dołączy do nich dwóch rycerzy właściwych, żeby reagować w odpowiednim momencie – dodał Racław. – Jednak to wciąż może być za mało, Dymitrze.
– Poślij z nimi Kasjana – powiedział pierwszy dowódca, a w sali zapadła cisza.
Bart poruszył się niespokojnie. Nawet Liliana podniosła głowę z zaciekawieniem, chociaż wspomniany człowiek nic jej nie mówił.
– Jest dopiero w podróży do zamku – powiedział bardzo powoli trzeci dowódca, Domagoj. – Powinien wrócić dopiero za dwa, trzy tygodnie.
– To chyba dobrze – rzucił niedbale następca tronu. – W sam raz na przygotowanie planu działania. Twoi zwiadowcy, drugi dowódco, może zdążą przekazać upragnione informacje.
- Kasjan po tym zadaniu miał udać się… - zaczął Racław, ale pierwszy przerwał mu z wyraźnym zniecierpliwieniem:
– Przełoży to.
W sali znowu zapadła cisza, ale tym razem o wiele dłuższa niż poprzednia. Dwaj mężczyźni wydawali się zatopieni we własnych myślach, tylko Domagoj przenosił swoje spojrzenie z Racława na następcę tronu, oczekując reakcji. W końcu drugi dowódca przemówił, chociaż nie sprawiał wrażenie zadowolonego:
– Skoro tego sobie życzy król, nie mamy innego wyjścia. Czy nie tak, Dymitrze?
Młodszy mężczyzna uśmiechnął się, być może nawet przepraszająco, ale w tej pozycji Bart nie mógł określić.
– Czas ruszać – powiedział już w zupełnie innym tonie, niemalże młodzieńczym. Przeczesał ręką włosy, marszcząc przy tym brwi. – Czeka na mnie pewien bardzo nieposłuszny magnat. - Dwaj dowódcy kiwnęli głowami z uznaniem, jakby doskonale wiedzieli, jakie plany miał następca tronu. – Ach, jeszcze coś – rzucił po chwili, ponownie przyjmując poważny wyraz twarzy. – Chciałbym, żeby przygotowana przez was grupa obejmowała Gaję.
Na tym skończyli dyskusje, pozostawiając dwójkę młodych ludzi w niezbyt przyjemnym uczuciu rozczarowania. Niezbyt wiele zrozumieli z podsłuchanej wymiany zdań, ale i tak nietrudno było im dostrzec napięcie, które ewidentnie utrzymywało się między pierwszym i drugim dowódcą. Czego jednak dokładnie dotyczyło i czy miało to jakikolwiek wpływ na ich życie… nie wiedzieli. Niejednokrotnie spory natury politycznej jedynie w niewielkim stopniu oddziaływały na rycerzy, chociaż czasami kaprysy króla mogły skończyć się dla ich nie tylko utrudnienie funkcjonowania, ale nawet niewolą czy śmiercią.
Kim była Gaja i w jakim celu następca tronu żądał jej włączenia do wyprawy? Bart nie przypominał sobie, żeby spotkał tę dziewczyną choćby raz, a przecież nietrudno było dostrzec rycerzy płci żeńskiej. Doprawdy nie znał wszystkich kobiet w Lagarze, przy takim trybie życia, jaki prowadził, nie miał nawet szans na nawiązanie bliższych relacji z osobami, które akurat nie miały z nim ćwiczeń. Zerknął kątem oka na Lilianę, ale ta wydawała się nieporuszona, jakby ich dowódcy rozmawiali o pogodzie i strasznie ją tym znudzili. Przez dłuższą chwilę leżeli w ciemności, podnosząc się dopiero w momencie, w którym bolące  plecy zmusiły ich do zmiany pozycji.

30 komentarzy

  1. Jestem zafascynowana historią <3 uwielbiam to jak kreujesz bohaterów i to jak budujesz napięcie :D
    Niezmiennie jesteś moim mistrzem budowania opisów.

    Racław rządzi cnie? :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, o co chodzi z tym Racławem XD Może to przez imię tak rzuca się w oczy haha

      Dziękuję : ))

      Usuń
  2. Opowiadanie miło się czyta,lecz moim zdaniem powinnaś zająć się wyglądem bloga i dodać akapity dzięki, którym rozdziały będą wyglądały estetycznie.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo ; )
      Co do wyglądu bloga, to problem polega na tym, że ja się na tym totalnie nie znam. Chcę tylko, żeby był czytelny, nie utrudniał czytania, a tekst ma się bronić sam. Oczywiście nie wątpię w to, że ładny szablon może zdziałać cuda, ale każdy ma jakieś talenty, ja granicznych nie mam na pewno.
      Co do akapitów, to chodzi ci o te wcięcia w tekście? Bo jeśli tak, to jeszcze to przemyślę ; )

      Usuń
  3. Hej,
    zostałaś nominowana do LIEBSTER BLOG AWARD ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo! Z natury jestem nieśmiałym człowiekiem, ale podejmę wyzwanie i wezmę udział w zabawie haha

      Usuń
  4. Hej. Miło mi widzieć nowy rozdział. Choć muszę przyznać, że nieco brakuje tutaj szablonu, powinnaś się tym zająć. Jęsli chodzi o rozdział, zainteresował mnie. nie wiem, co ma wspólnego z tym prolog i chyba dlatego tak bardzo mi się podobało. wydawało mi się, że będziesz pisać coś w tylu science fiction, a tym czasem Twój świat przypomina średniowiecznym, co bardzo mnie zdziwiło. I zaintrygowało.
    Cieszę się, że tak dużą część rozdziału poświęciłaś Lagerze. trochę mnie tylko denerwowało to, że od czasu do czasu dodawałaś wstawki o RAcławie i ja już myślałam, że przechodzisz do właściwiej akcji, a okazywało się, że to tylko pretekst do opisywania kolejnych aspektów życia w zamku. W każdym razie koncepcję masz ciekawą. Najbardziej podobało mi się to,że rycerzami mogą być kobiety, choć i tak mężczyznom to mało co daje, haha, i dobrze. Ciekawe, kim jest Żywia, skąd Racław ją zna tak właściwie? W ogole za imię masz wielki plus, rozwaliło mnie. tylko że wiesz, raz napisaląś, jakby Racław był siódmym dowódcą, a chyba jest drugim, co? czy może czegoś nie zrozumiałam?
    Jeśli chodzi o drugą część rozdziału, była to już właściwie akcja i cieszę się, że już ją wprowadziłaś, choć tak naprawdę niewiele więcej zrozumiałam ze słów pierwszego dowódcy niż podsłuchujący... Ale podejrzewam, że to własnie oni mogą zostać wysłani do tych Czystych, skoro są młodzi... to trochę okrutne, ale...Chyba nie mają wyjścia, nie sądzę, żeby Racław się przeciwstawił decyzji króla... Może ci czyści to grupa, która zajmowała się tą dziewczynką z prologu (w ogóle nieco mnie zdziwiła zmiana narracji, nie jestem tego zwolenniczą, ale jeśli już pozostaniesz przy trzecioosobowej, to ok). Podobało mi się, że wplotłaś w to wszystko Lilianę, wydaje się być naprawdę interesująca osobą, raczej nie boi się za wielu rzeczy i rządzi nieźle swoimi kolegami. tylko denerwowało mnie, że nie napisałaś od razu albo przynajmniej o wiele szybciej imion jej kolegów, łatwiej byłoby ich wtedy rozróżnić. Jeśli chodzi o błędy, to zauważyłam, że pierwszym akapicie napisałaś dwa razy równoważniki zdań tak jakby w czasie teraźniejszym, pisze się „ponadto” w znaczeniu „również/w dodatku”, kiedy używasz imiesłowów, zawsze stawiasz przecinki w oddzieleniu ich od innych orzeczeń. Z niecierpliwością czekam na dójkę i zapraszam do mnie na zapiski-condawiramurs 

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uou, dzięki za tak długi komentarz :D
      Z tym szablonem, to już pisałam, że nie umiem. Polecano mi szukać blogów z szablonami, ale jeszcze nie znalazłam odpowiedniego - żeby było minimalistycznie, estetycznie i w klimacie. Natomiast w wolnym czasie zajmę się tym.
      Wiedziałam, że prolog wyda się bardzo różny od kolejnych rozdziałów, ale mogę obiecać, że kolejne części (poza kilkoma wyjątkami, ale to w dalekiej przyszłości) bedą już się trzymać tego, jednego stylu.
      Z tym Racławem to już pędzę wyjaśnić - kolejność dowódców w zamku jest czymś w rodzaju hierarchii, więc Racław został siódmym dowódcą, a później awansował na drugiego. Widać nie dość to podkreśliłam w tekście.
      Imiona kolegów - widać na tym etapie historii nie są oni tak ważni. To nie znaczy, że w przyszłości nie staną się centrum historii, po prostu mam zamiary już wkrótce wprowadzić kolejnych bohaterów i gdybym każdego podawała z imienia, w konsekwencji mogłoby się to trochę poplątać.
      Co do błędów, to oczywiście przyjrzę się i poprawię.
      Dzięki jeszcze raz ; ))

      Usuń
    2. No tak, ale koniec końców i tak podałaś te imiona, a łatwiej czytałoby sie dialog miedzy nimi w stołówce, gdybyśmy znali je wczesniej ;)

      Usuń
    3. W ten sposób, już ogarniam. Zwrócę na to uwagę w przyszłości, bo chyba mam jakiś zły nawyk : )

      Usuń
    4. To dość często sie zdarza, sama tez skę musze z tum pilnować, podobnie jak z podmiotami :)
      Nie wiem, czy widziałaś, ale prowadzę ocenialnie: konstruktywna-krytyka-blogow.blogspot.com - moze byłabyś zainteresowana dołączeniem do załogi. Uwazam, ze dostrzegasz naprawdę Ciekawe rzeczy w opowiadaniach innych :)

      Usuń
    5. Widziałam i pięknie to wygląda : ) (w takich chwilach wstyd mi za mój szablon haha) Ja chyba za nowa jestem na to, na razie czytam tylko kilka blogów, więc ciężko by mi było znaleźć jakąś wymierną skalę oceny.

      Usuń
  5. Było kilka literówek, ale mniejsza o nie xD
    Co do rozdziału - lubię takie klimaty :D Trochę się gubiłam w bohaterach, ale to u mnie normalne xD Poza tym - Racław - boskie imię xD Jak dla mnie to trochę dużo opisów, ale i tak dobrze się to czyta ;)
    Czekam na dalsze losy bohaterów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak jakaś ci się rzuci w oczy, to możesz mi ją wytknąć - będę miała szansę poprawić. Oczywiście tylko o ile będziesz miała chęci, bo nie musisz ; )

      Bohaterów będzie dosyć sporo w tej historii, ale z czasem przestaną się mieszać... mam nadzieję :d

      Usuń
  6. Blog został dodany do Katalogu Euforia.
    Pozdrawiam, Białko :>

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapraszam do ankiety ! : )
    Pozdrawiam!

    http://kochamczytacblogi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Tyle opisów, o wow! Powiem ci, że znowu odwaliłaś kawał dobrej roboty. Bo nie jest łatwo tak opisać miejsce, zwyczaje, wygląd jakiegoś świata (wymyślonego czy realnego), żeby to nie zanudziło. U wielu autorów takie coś po prostu usypia... A u ciebie przebrnęłam z przyjemnością i co najważniejsze - ciekawością. Widzę, że rozdział na razie nie ma zbyt wiele wspólnego z prologiem i w sumie ciekawa jestem jak jedno łączy się z drugim. W sensie jak te wydarzenia z przeszłości, wpłynęły na to, co dzieje się teraz... I o co tu w ogóle chodzi;D Zaintrygowałaś mnie, to dobrze;D
    Zastanawia mnie jak ci faceci wytrzymują bez kobiet... Musi być im cholernie ciężko, albo gwałcą na tych swoich podróżach wojennych, bo przecież facet długo bez seksu nie wytrzyma xD Dlatego też bym się nie zdziwiła, jakby ten Racław zabawiał się z tą swoją przyjaciółką, zamiast grać w szachy. To byłoby dość naturalne, tak sądzę. Dlatego nie dziwię się, że żołnierze myślą w ten sposób.
    Pierwszy dowódca... jak to wyniośle brzmi:D Lubię dowódców, lubię wojowników, lubię tematy z wojną w tle. Lubię tajemnice, więc ciekawi mnie też, co to za Gaja. Kawal dobrej roboty! Znowu! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o opisy, to uważam, że są one zawsze niezbędne, jeśli czytelnik ma zrozumieć fabułę i za nią nadążać. Z tym, że oczywiście każda historia rządzi się swoimi prawami. U mnie akurat ten świat przedstawiony ma spore znaczenie dla całości, a przynajmniej tak mi się wydaje ;p
      Co do tego związku z prologiem, to już pisałam, ale lubię się powtarzać, więc tego ten haha. W każdym razie ten związek będzie się objawiał nieco wolniej, a w całości będzie można go zrozumieć dopiero za jakiś (spory) czas.
      Co do seksualnego napięcia, to wiadomo, że próbują je rozładować na różne sposoby hehe. Jednak mimo wszystko oni w Lagarze nie spędzają tyle czasu, mogą znaleźć sobie panie do towarzystwa w polu xp Oczywiście, jak ktoś ma zaciągu do przemocy, to zawsze będzie wykorzystywał siłową przewagę, jednak wydaje mi się (ale to już tylko moja dumania), że gwałty pojawiały się głównie tam, gdzie było bardzo dużo mężczyzn i bardzo mało kobiet. A rycerze gwardii podróżują w mniejszych grupach. Nie podkreśliłam tego w tej części, ale z pewnością wspomniałam w następnej, wiec to chyba żaden spoiler czy coś. To wszystko oczywiście nie oznacza, że ci z gwardii są święci, bo bynajmniej. Ale to już nie będę wyprzedzać faktów. Tutaj tylko objawiam swoje motywy :D

      Dziękuję ; )

      Usuń
  9. Wiem, długo mi to schodziło, ale jestem przeczytałam i komentuje. Najpierw, przepraszam, że to tyle zajęło, ale jakoś mi smutno było z myślą, ze przeczytam to i nie bedę mogła pomyśleć: "o, czeka mnie jeszcze rozdział u Al", a tu taka miła niespodzianka, bo jest kolejny

    Miałam moment gdzie troche mi się ciągnął ten rozdział, ale dzielnie szłam dalej i no nie powiem, potrafisz zaintrygować i zaciekawić. Czym najbardziej? Nie wiem, mam swoje domysły co do tego kim są Liliana i Bart, czyżby osoby z Prologu? O co chodzi z tą Gają? Z Racławem... awww genialne imie i taki władczy dowódzca :d
    Szczerze mówiać, sporo tu postaci i poza Racławem, Lilianą i Bartem nie koajarzę kto i jak się nazywa.
    Ale podoba mi się to jak kreujesz swój własny świat. Mam wrażenie, że dosyć dobrze to wszystko przemyślałaś i teraz zaiste wszystko się zgrywa, co bedzie dalej? Nie wiem.
    Podoba mi się ta historia, może jeszcze nie jestem zachwycona, ale to zaledwie pół rozdziału i prolog. Czas na zachwyt przyjdzie. :D

    Sam Quest

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki i tak, że znalazłaś czas : )
      Ogólnie nieźle kombinujesz, ale nie będę nic zdradzać haha

      Co do ilości postaci - na tym etapie trzeba chyba właśnie kojarzyć wspomnianą trójkę i serdecznie polecam pierwszego dowódcę/następcę tronu, bo jeszcze nie raz nie dwa się pojawi haha

      Usuń
  10. Jestem! Chciałam skomentować już wczoraj, ale miałam mało czasu, a wiedziałam, że jeśli zacznę czytać, to nie będę się już mogła oderwać - i miałam rację! Za chwilę lecę do następnej części, tam się bardziej rozpiszę. Muszę tylko jeszcze powiedzieć, że piszesz idealnie, wpędziłaś mnie w kompleksy i zarazem uświadomiłaś mi, co muszę poprawić w swoich tworach. Dzięki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, naprawdę ; )) Jeszcze dużo muszę się nauczyć w tym swoim pisaniu, ale i tak to niesamowite, że mój tekst ci się podoba ; )

      No i życzę weny, skoro też piszesz ; )

      Usuń
  11. Podoba mi się, że imiona nie są jakieś na siłę utrudnione i obce, a brzmią tak swojsko. Racław, to niemal jak Wacław. Naprawdę mi się podoba.
    Lubię też klimaty żołnierskie, ale takie surowe, takie brutalne xD Super, trafiłaś w mój gust! ;-) - uśmiecha się do ciebie, widzisz? (wybacz, ale mi odbija dzisiaj).
    Póki co intryguje mnie Racław i jego charakter, takim jakim go opisujesz, ale ciekawi mnie już jak facet się będzie zachowywał, jakie będzie miał relacje z innymi ludźmi, itd. Czekam więc niecierpliwie aż będzie mi dane o tym przeczytać.
    Racław skojarzył mi się nieco z moim Brunem albo Dorianem. Chodzi mi o to, że podobnie jak oni został sobą, pieniądze, wpływy, tytuły go nie zmieniły. Nadal zasiadał z tymi samymi ludźmi co wcześniej i jadł to samo co wcześniej. Jeden z moich bohaterów nawet mawiał, że wojna się sama wykarmi i nie chciał eksportu jedzenia z państwa, dla którego walczyli, bo przecież poszli walczyć by dla państwa zyskać, a nie by państwo traciło na ich utrzymaniu.
    No i jest nutka fantasty, mam nadzieję, że nutka, bo nie chciałabym się zawieść i nagle trafić do takiej mocnej bajki. Podoba mi się obecny klimat.
    No i jest seks xD Fajnie, że piszesz o rzeczach takich i opisujesz je takimi jakimi są. Nie oszukujmy się, że dla mężczyzn seks jest bardzo ważny.
    Gra z nią w szachy? Mnie też to dziwi i od razu nasuwa się mi pytanie, czy to gej?
    Nie mają żołnierze prostytutek? Moi mają xD Twój król nie dba o swoich walczących w jego imieniu. Przecież mężczyzna niedopieszczony, to zły wojownik, bo się nie koncentruje na walce, a myśl o tym co by chciał, a czego nie ma xD (to taki żarcik).
    Dwie pary oczy - jakoś tak pisało, a wiec znalazłam literóweczkę.
    No to ciekawe czemu pierwszy dowódca przybył, bo że bez powodu to się stało, to w to nawet ja nie uwierzę o siódmej rano, a o tej godzinie jestem szczególnie naiwna, bo jeszcze na wpół śpię, a na wpół żyję na jawie.
    Podoba mi się Liliana i jej charakterek. Jest taką żywą dziewczyną, taką ciekawą świata. W tej opowiastce o wkradnięciu się do komnat i ukradzeniem czegoś co miało spełnić rolę trofeum, widać, że jest raczej psotna. Jest też bystra, cwana i przebiegła. Już ją polubiłam, ma ciekawe cechy charakterku i czuję, że nie raz wybroni kolegów z kłopotów, a innym razem ich w nie zapędzi.
    Biedni ci żołnierze, jeśliby patrzeć pod kątem tych kobiet, albo raczej ich braku w ich życiu.
    Szczerze mówiąc ja też niewiele rozumiem z podsłuchanej rozmowy, a więc lecę do kolejnego rozdziału, który pewnie nieco rozwieje to co mi się tam w głowie natworzyło.

    Pozdrawiam
    takamilosc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spodziewałam się, że Racław zyska tyle sławy haha. Nie jest głównym bohaterem w mojej historii, nawet jeśli od niego ona się zaczyna. To jednak nie zmienia faktu, że oczywiście ma on tam swoje miejsce i nie wprowadziłam go ot tak sobie.
      Z tą nutką fantasy, to oczywiście nie będzie smoków, elfów itd. ale z drugiej strony wprowadziłam magów. To nie znaczy, że będą rzucać zaklęcia. Ich rola ograniczy się bardziej do kombinowania z ziołami, ewentualnie rzucania przekleństw. Nie chcę odlecieć w kwestii fantasy, bo nie jestem kompetentna, żeby o tym pisać. Musiałabym siedzieć w tym świecie, a prawdę powiedziawszy przeczytałam tylko kilka najbardziej znanych książek z tego gatunku.
      W sprawie prostytutek, to myślę, że w twojej historii sytuacja wygląda trochę inaczej, a przynajmniej tak mi się wydaje, bo jeszcze muszę trochę doczytać. Moi rycerze w Lagarze spędzają raptem kilka miesięcy i to przy dobrych (a może złych?) wiatrach. Przez resztę roku podróżują po kraju, więc prostytutki znajdą sobie po prostu w odpowiednim miejsce. A fundusze mają, w końcu to rycerze króla.

      Dzięki za tak fantastycznie długą wypowiedź ; ))

      Usuń
  12. Powiem Ci, że ten rozdział bardzo różni się stylem od prologu, w sensie, styl i tak dalej. Tutaj wszystko jest takie schludne, dopracowane i dość płynne, choć momentami czułam takie zgrzyty, głównie przez literówki czy złą odmianę. No i zdarzały Ci się powtórzenia. Ale poza tym to super - piszesz tak jak lubię, w dodatku bardzo wychodzi Ci perspektywa z trzeciej osoby, co zawsze u wszystkich doceniam, bo u mnie idzie to topornie. Dobrze, że przedstawiłaś Lagarę i poświęciłaś uwagę zamkowi oraz zwyczajom rycerskim, dzięki czemu nie czułam się specjalnie zagubiona, tylko pod koniec bałam się, że przez to, że mało rozumiem, później zrozumiem jeszcze mniej, bo nie połączę faktów itp. No ale okaże się. Twoje opisy bardzo mi się podobają, opis wyglądu, ruchu i aury pierwszego dowódcy był najlepszy i właściwie nic dodać nic ująć.
    Trochę mnie zdziwiło, że kłódkę spiżarni dało się otworzyć spinką i że dało się zobaczyć twarze przez szczelinę w deskach, z dołu. Prawdę mówiąc, to raczej mało prawdopodobne, bo musiałyby być te szczeliny naprawdę spore. I jeszcze jasne oczy u konia - nie wiedziałam, że takie istnieją, więc wygoglowałam sobie i doznałam szoku :D
    Ciekawa jestem kto okaże się głównym bohaterem opowiadania, bo póki co to dość niejasne i zastanawiające - Liliana, Racław, a może jakaś inna postać?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się poprawiać na bieżąco błędy, ale nie zawsze mi się to udaje. Jednak wierzę, że są literówki, bo z natury jestem chaotyczna i ślepa :p
      Jeśli chodzi o trzecią osobę, to ja właśnie podziwiam ludzi, którzy potrafią używać tej pierwszej. Ja zawsze się boję, że jak za bardzo przejdę na opisywanie świata z perspektywy konkretnej postaci, to zamknę sobie drogę do różnego interpretowania pewnych zdarzeń... w tym sensie, żeby czytelnik nie miał narzuconego punktu widzenia. Chociaż z drugiej strony mój narrator i tak nie jest wszystkowiedzący, więc... no.
      Kłódki zazwyczaj da się otworzyć za pomocą spinki, jeśli tylko wie się jak. A spiżarnia to nie skarbiec, więc też nie strzegą tego nie wiadomo jak. No i Liliana to taka cwana bestia ukryta za maską niewinnej buźki ;p
      Ze szczelinami pewnie odleciałam, potem przyjrzę się jeszcze tej części, żeby wyglądało to bardziej wiarygodnie ; )
      Przyznam się również, że na koniach to się specjalnie nie znam, ale za to mam swojego prywatnego specjalistę od tych zwierząt i już zdążyłam ją zadręczyć milionem pytań w stylu "czy koń może leżeć?", "czy koń może mieć złotą grzywę?", "co robisz z koniem, jak chcesz mu powiedzieć, że jest spoko?". Chyba ma mnie już dosyć haha
      Dziękuję bardzo za komentarz : ))

      Usuń
  13. Obiecałam, że powoli będę nadrabiała rozdziały i właśnie to czynię, choć przyznam, że nie spodziewałam się, że aż tyle mi to zajmie. Wybacz!
    Rozdział bardzo mi się podobał, choć póki co nie widzę większego powiązania z prologiem. Myślę jednak, że takowe prędzej czy później się pojawi. Póki co jestem zauroczona tym klimatem. Piszesz pięknie, twoje opisy czarują i pozwalają wyobrazić sobie każdy, poszczególny element. Jest po prostu hmm... idealnie? To chyba dobre słowo. Błędy może i się gdzieś tam przewinęły, ale nawet jeśli to ja ich nie wychwyciłam. Skupiam się na merytorycznej stronie. I sama siebie zadziwiam, bo wcześniej nie przepadałam za klimatem rycerzy, podziału społeczeństwa i tak dalej. Tym razem jest inaczej - ten rozdział bardzo mnie zainteresował. Miał to coś. No, ale dość ogólników przejdźmy do konkretów!
    Racław - lubię go. Jest trochę wyidealizowany, ale nie przeszkadza mi to. Podoba mi się jego stosunek do kobiet i ogólnie to, że nie zgłupiał poprzez uzyskanie wysokiej pozycji, a raczej zachował stare nawyki - super!
    Liliana - a to dopiero charakterna postać! Już ją lubię. Jest bezpośrednia, ciekawska, wszędzie by chciała wcisnąć swój nos, a przy tym wszystkim odważna. No, ale musi taka być, inaczej nie dała by sobie rady w takim zdominowanym przez samców otoczeniu.
    Bart jest jej przeciwieństwem. Od razu widać, że to dziewczyna dyktuje warunki, a chłopak ślepo za nią podąża. Kojarzy mi się trochę z takim typem kujonika - nie śmiej się! Serio, mam takie wyobrażenie po tym rozdziale :D
    Sam następca tronu również wywarł na mnie pozytywne wrażenie, choć cel jego wizyty jest dla mnie zastanawiający. Szkoda, że Lilianie nie udało się podsłuchać czegoś więcej, bo to co usłyszała brzmi naprawdę niepokojąco! Coś wisi w powietrzu, coś się szykuje, a mnie aż skręca, aby dowiedzieć się czegoś więcej. Dlatego lecę czytać dalej.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam czego wybaczać, bo ja w czytaniu mam ślimacze tempo ;p

      Racław może sprawiać wrażenie idealnego, ale czy rzeczywiście taki jest, to pokaże przyszłość ;p Zwłaszcza że coś, co powszechnie uznaje się za zaletę w konkretnych okolicznościach może być wadą.

      Ta dominacja samców zostanie tutaj kilka razy podkreślona, chociaż już sam fakt, że z mieczem biegają kobiety to już nowoczesne patrzenie na świat haha. Nie zmienia to jednak faktu, że przyjmowanie do gwardii dziewczyn wciąż jest dla rycerzy nowe i nie do końca sobie z tym radzą ;p
      Postać Barta też się jeszcze pojawi, ale na to trzeba trochę poczekać ; )
      Następca tronu również... on szczególnie. W końcu to następca nie? I pierwszy dowódca :D

      Dzięki bardzo za tak długi komentarz!

      Usuń
  14. Wstępne moje wrażenia są takie - bardzo ładnie piszesz pod względem stylu, opisy są barwne i żywe, za to duży plus. Również dialogi i fragmenty, w których wprowadzasz akcję, podobają mi się. Rozczuliły mnie też imiona, są bardzo oryginalne i miło jest zetknąć się w końcu z czymś wyjątkowym, a nie kolejnymi nazwami typowymi dla fantasy.
    Moim zdaniem jednak opisów jest przydużo, przytłaczają ilością lub też może po prostu brakuje mi akcji, która rozbiłaby je na mniejsze części. Podajesz bardzo dużo informacji o swoim świecie, co z jednej strony jest bardzo fajne, bo widać, że go przemyślałaś i że jest on żywy, a nie zawieszony w bliżej nieokreślonej przestrzeni, a z drugiej strony tych informacji pojawiło się tyle, że trochę się w nich pogubiłam i po pewnym czasie przestałam je przyswajać. Z drugiej strony tak to bywa z wprowadzeniami, a to tylko moje subiektywne odczucie. Jestem ciekawa, co będzie dalej :) Do zobaczenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci bardzo ; ) Na pewno przy gruntownych poprawkach jak już napiszę całość, zwrócę uwagę na długie opisy, bo nie pierwszy raz to słyszę. Tylko właśnie fabuła będzie dosyć rozbudowana i chciałam na początku podać informacje które zobrazują świat, w którym żyją bohaterowie - właśnie po to, żeby potem tego nie powielać i nie mieszać. Ale też nie zakładam, że mam tu 100% racji, nie umiem powiedzieć, czy jestem dostatecznie dynamiczna :D Pozostawiam to twojej ocenie na potem, jeśli będziesz miała czas i chęci na przeczytanie.
      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń

© Halucynowaa | WS | X X X